Yo Pierre, you wanna come out here? Opowieść o jednym z ważniejszych producentów współczesnego rapu

Zobacz również:Doczekaliśmy się: Playboi Carti wypuścił „Whole Lotta Red”, ale są też nowości od Lil Durka i Kukona
Pi'erre Bourne
fot. Chris Nunez

Przy debiutanckim albumie Playboia Cartiego całą uwagę skupiono na androgynicznym raperze. Nic dziwnego. Oddajmy jednak cesarzowi, co cesarskie, bo nie byłoby sukcesu Die Lit bez ogromnego wkładu Pi’erre’a Bourne'a.

Pomimo aktywności od początku ubiegłej dekady, dopiero 2017 rok był przełomowym w karierze producenta. Wydane wcześniej trzy części mikstejpu The Life of Pi’erre nie zdobyły wielkiego rozgłosu. A szkoda, bo już wtedy Bourne zaskakiwał nietypowym podejściem do bitowych konstrukcji i ulotnych, cloudowych melodii. Wszystko zmieniło się po przeprowadzce do Atlanty i rzuceniu pracy inżyniera dźwiękowego w Epic Records. Co się odwlecze, to nie uciecze, w pełni zasłużone fama i rozgłos przyszły niedługo później.

Nadworny producent Playboia Cartiego

Yo Pierre, you wanna come out here? Ten producencki tag zna każdy słuchacz. Linijka zsamplowana z telewizyjnego show Jamiego Foxxa stała się znakiem rozpoznawczym Bourne’a. Z kolei singlowa Magnolia z Playboia Cartiego stanowiła trampolinę do szerszej rozpoznawalności. W końcu to utwór, który swego czasu grany był wszędzie. Wtórował mu Woke Up Like This z gościnnym udziałem Lil Uzi Verta.

Pierre Bourne

Pierre Bourne

Te dwa znakomite tracki były przedsmakiem jednego z najważniejszych albumów we współczesnym trapie. O Die Lit wspominaliśmy już przy okazji trapowego przewodnika: Producenckie opus magnum i wrota do sławy beatmakera Pi’erre’a Bourne’a oraz początek szału na queerowego, androgynicznego i przełamującego utarte gangsterskie schematy Cartiego. Po sukcesie self-titled mixtape'u przyszedł czas na rozwinięcie skrzydeł i stylistyki zaproponowanej m.in. na Magnolii. (...) Do zacnego grona auto-tune’owych rewolucjonistów - T-Paina, Lil Wayne’a, Kanye Westa czy Future’a i Young Thuga - dołączył Playboi Carti ze swoim baby voicem. Możesz nie lubić, ale nie możesz nie docenić. Ale wokal to nie jedyny wyróżnik Die Lit, bo przecież Bourne dokonuje tu producenckiej woltyżerki i serwuje oniryczny ambient wymieszany z trapową estetyką. Efemeryczna produkcja, chiptune’owe ornamenty i kodeinowa atmosfera spowodowały, że debiut Cartiego brzmiał odświeżająco i nieporównywalnie z niczym innym. Die Lit to trapowy ASMR i weź z tym handluj.

W tym krótkim blurbie zawierają się w zasadzie wszystkie cechy charakterystyczne Bourne’a. Amerykanin opiera swoje kompozycje na ambientowych pasażach, gęstym basie i słodkich melodiach. Świeża sprawa. Szczególnie w czasach, kiedy w trapie dominowała agresywna perkusja, hałaśliwe ozdobniki i generyczne cykacze. Ulubiony producent Cartiego wniósł beatmaking na zupełnie nowy poziom. Co ciekawe, na nokturnowym Whole Lotta Red pojawił się tylko w dwóch kompozycjach.

Wyczekiwany debiut

Nie ma lepszego czasu na debiut niż ten moment, gdy twoja kariera znajduje się w absolutnym peaku. Pierwszy studyjny longplay Pi’erre’a Bourne’a - nadwornego producenta Playboia Cartiego - to nie tylko beatmaking, ale również nawijka. (...) Bourne posiada rzadko spotykaną umiejętność montowania euforycznych, trapowych piosenek, które zupełnie nie brzmią trapowo. Znacznie im bliżej do eksperymentalnego r’n’b. Na fioletowym albumie Jordan Timothy Jenks płynie na chmurce niczym Son Gokū i dostarcza muzyczny masaż mózgu, serwuje sesję mindfulness. Zastąpił - siejący spustoszenie - lean dźwiękowymi substytutami. Debiut 28-letniego producenta z Columbii stanowi przykład płyty bez słabych momentów, chociaż trzeba zaznaczyć, że pojawiały się zarzuty dotyczące wokalu. Ale weźmy opener - Poof i genialne ballady Romeo Must Die, Ballad, Doublemint - czy ktoś pisał w ostatnich latach piękniejsze rapowe piosenki? Nie kojarzę. Damn Pi’erre, where’d you find this?

Czwarta część - i zarazem oficjalny studyjny debiut - The Life of Pi’erre to zaskakująco niedoceniona sprawa. Oceny krytyków były raczej średnie, a Bourne’owi zarzucano nieciekawe flow i wokalne niedociągnięcia. Inaczej z odbiorem słuchaczy, którzy w większości byli zachwyceni. Na podstawową wersję składało się szesnaście numerów. W wydanej rok później opcji deluxe dołożono kolejne piętnaście. Sporo. Faktycznie długość tego albumu potrafi przytłoczyć, znużyć i wywołać wrażenie, że w kółko leci to samo. Jednak dla fanów i fanek producenta to kamień milowy jego solowej twórczości. I znakomite preludium do piątej odsłony, która miała ukazać się w maju tego roku. Artysta potwierdził niedawno, że premiera została przesunięta na połowę czerwca.

Błogosławieństwo od Kanyego Westa

Zyskujesz uznanie w undergroundzie, wspinasz się po drabinie sukcesu i nagrywasz z absolutną trapową czołówką. To nie mogło umknąć uwadze Ye. Czołowy ekscentryk branży zaprosił Bourne’a na - ostatni do tej pory - album Jesus is King. 27-latek był współproducentem dwóch numerów: On God i Use this Gospel, w którym udziela się niesławny saksofonista Kenny G. Beatmaker znalazł się w doborowym towarzystwie: Timbaland, Mike Dean czy Benny Blanco. Co jak co, ale obecność na płycie Westa to zasłużona nobilitacja. Life goal odhaczony.

Pełne rapowe wsparcie

Intensywna kariera Pi’erre’a Bourne’a to nie tylko współpraca z Cartim, solowe dokonania i symboliczne trzy grosze u Westa. Artysta udzielał się gościnnie na wydawnictwach Drake’a, Young Thuga, Lil Uzi Verta, Chance the Rappera czy 6ix9ine’a. Jest autorem bitu do znakomitych singli Thuggera: Surf i Light It Up. Poza tym wziął pełną odpowiedzialność za albumy Chavo, Jelly’ego, Fraziera Trilla oraz Young Nudy’ego. Ze wszystkich najciekawszy jest joint album z kuzynem 21 Savage’a. Wydany w 2019 roku Sli’merre to rzecz, która przeszła bez większego echa. Niezasłużenie. My fani, więc postanowiliśmy wrzucić płytę do trapowego przewodnika. Po triumfalnym marszu z Playboiem Cartim i na niewiele ponad miesiąc przed wydaniem debiutanckiej solówki, Pi’erre Bourne wypuścił album ze stojącym nieco na uboczu, ale zdecydowanie wartym uwagi raperem o ksywce Young Nudy. Sli'merre to klasyczne ambient-trapowe bity Bourne’a, na których Nudy doskonale przewozi się za pomocą wyrazistego flow. Do tego udane gościnki: jego kuzyn - 21 Savage, Megan the Stallion, Lil Uzi Vert i DaBaby. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to wręcz krzywdząco niedoceniony album, który zwyczajnie zginął w natłoku lepiej wypromowanych, ale znacznie słabszych wydawnictw. Make Nudy Great Again.

Nagrywki z Nudym, bliskie relacje z Playboiem Cartim, uznanie w rapowym środowisku. To wszystko powoduje, że Pi’erre Bourne jest nie tylko w czołówce względem oryginalności brzmienia i autorskiej stylówy. Beatmaker posiada spore zasięgi, niesamowite wyczucie do melodii i wyjątkową muzyczną wrażliwość. I wbrew powszechnej opinii - coraz lepsze wokalne umiejętności. Dowodów wiele, a najnowsze single - 4U i Groceries - pozytywnie nastawiają przed nadchodzącą, piątą częścią The Life of Pi’erre. Albumu, który będzie stanowił domknięcie serii. Liczymy na wiele momentów, podczas których będzie można krzyknąć: damn Pi’erre, where’d you find this?

Podziel się lub zapisz
Najbardziej jara go to, co odkrywcze i eksperymentalne, czy to w muzyce, czy w kinie, czy w gamingu. Redaktor newonce.net i prowadzący autorską audycję KOLEKCJE w newonce.radio.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.