Young Igi: przeboje wykute ambicją

Zobacz również:Przegląd młodego rapu znad Wisły: w jakim miejscu znajduje się kwiat polskiej młodzieży?
Young Igi.jpg

Kariera Igora ma ciekawą trajektorię. Ze swoim przebojowym stylem wbił na scenę w momencie, gdy wciąż jeszcze funkcjonowały stare podziały i archaiczne zasady. Zresztą - nawet przy okazji Skanu Myśli w jednej recenzji można było przeczytać, że to miejski pop dla dwudziestolatków. Obecnie jesteśmy już w innym miejscu hip-hopowej historii.

Dzięki wydawniczej konsekwencji, mądrym decyzjom artystycznym i ogromnej ambicji, Young Igi dorobił się licznej publiki i szacunku na scenie; również od oldheadów i zgryźliwych recenzentów, liczących sylaby czy rozpisujących schematy rymów. Razem z Otsochodzi i Okim współtworzy OIO; skład, który z powodzeniem można nazwać supergrupą. Ale OIO to nie marketingowy wybryk czy cwany pomysł managementów na zwiększenie zasięgów. Trio rozkręciło się w organiczny sposób, doskonale ogrywając swoje najmocniejsze strony. Sam Igi tak naprawdę jednak dopiero się rozpędza. Przebieramy nogami z niecierpliwością, czekając na świeże nagrania od niego.

Kiedy w 2017 roku pojawił się Trappist, trwała właśnie pokoleniowa rewolucja. Materiał trafił w idealny moment i z miejsca podbił serca publiczności, spragnionej przebojowego hip-hopu w nowoczesnych aranżacjach. Z perspektywy czasu czuć tu wyraźne wpływy muzyki zza Oceanu, ale i potencjał młodego zawodnika. Numery takie jak Młody Kot nadal bronią się wyśmienicie, a wokalne eksperymenty rozsiane po całej płycie - nie zawsze udane, z czym teraz zgodzi się pewnie sam raper - pokazują, że nie mamy do czynienia z kimś, kto po linii najmniejszego oporu chce eksploatować trendy. Warto dodać, że w chwili premiery Igor dopiero dobijał do osiemnastki.

Przełomowe Konfetti pojawiło się rok z hakiem później. I przyniosło featy naturalnych współpracowników; znany z wcześniejszych numerów Pikers, będący na fali wznoszącej Szpaku i Kaz Bałagane, Otsochodzi. Znajdziemy tam też jedną pozycję, która szczególnie mocno zatrzęsła sceną. W kawałku Lego pojawił się Peja. Pamiętajmy, że był to okres dętego konfliktu między starą a nową szkołą. Igi postawił na budowanie mostów, chociaż wyszło mu to raczej przy okazji. - Nie patrzę na muzykę w kategoriach pokoleniowych. Po prostu: albo jest zła, albo dobra. I to mój jedyny warunek, kiedy decyduję się z kimś nagrywać - mówi raper. Równocześnie naświetla swoją strategię funkcjonowania poza obiegiem wytwórni. Nie ma innej drogi niż DIY. Myślę, że teraz ludzie rozumieją, jak ważne jest bycie właścicielem swojej muzyki i teledysków. Może to lekcja wyniesiona z kiepskich umów, podpisywanych z labelami przez stare projekty, ale myślę, że to główna różnica między nowszymi a starszymi artystami.

Skan Myśli - druge pełnoprawne wydawnictwo artysty - nie obył się bez wsparcia polskiego Def Jamu, ale trudno zarzucać komukolwiek złą wolę czy zgniłe kompromisy. Przebojowość, choć bardziej uporządkowana, wciąż tętni na trapowych beatach. Skan Myśli dowozi nie tylko melodie, ale i celne linijki; jak ta z Serio: Ile ja słyszę w numerach, by mówić wszystko w twarz?/Oni od mówienia w twarz mają menadżera, kurwa mać. Tym trafniejsze to spostrzeżenie, że wychodzi z ust kogoś, kto gra w tej branży na własnych zasadach.

Muzyka Igiego rezonuje z publicznością z wielu powodów. Nowoczesne brzmienie czy talent do chwytliwych partii to jedno, ale równie ważne, że on mówi do publiki jak swojak; ktoś, kto podąża za tymi samymi marzeniami i ambicjami. Nawet, jeśli obszar jego wartości bywa skąpany w materializmie, a model self-made mana okazuje się trudny do realizacji, Igor podchodzi do tego w bezpośredni, często rozbrajająco naiwny sposób. Określenie głos pokolenia trąci cringem, ale rzeczywiście - w jego kawałkach odbicie znajdują generacyjne pragnienia i problemy.

- Działanie w zespole zmieniło wszystko. Czy może bardziej - zmieniło moje podejście do niektórych muzycznych spraw - mówi Igi o korzyściach, płynących z grania w OIO. Dzięki współpracy z chłopakami wyszedłem do ludzi i moje umiejętności znacząco się poprawiły. To bardzo rozwija, kiedy jesteś z kimś w studiu; masz od kogo odbijać pomysły i rozmawiać o muzyce. Na początku byłem sceptyczny. Co prawda znaliśmy się z Otso i już nagrywaliśmy kawałki, ale Oki miał inne podejście; te wszystkie zmiany tempa. Trochę się bałem, że mój melodyjny styl będzie się z tym kłócił. Niepotrzebnie. Okazało się, że się świetnie rozumieliśmy i już po kilku sesjach wiedziałem, że to będzie dobry projekt, który wiele mi da.

Podobne konfrontacje często rozbijają się o kwestie ego, a jednak w tym przypadku kooperacja przebiega zaskakująco gładko. Ciekawe, że się udało, bo jak w jednym pomieszczeniu spotyka się dwóch raperów, to jeszcze nie jest wyjątkowa sytuacja; to się w przeszłości zdarzało często. Ale jak jest ich trzech, może albo zażreć, albo wszyscy się pozabijają. My nie przeszkadzamy sobie; dla każdego jest miejsce i każdy wyciąga z innych to, co najlepsze. OIO - co i rusz - dostarcza kapitalnych hitów. Jak Amerykańskie Teledyski, gdzie w lekkiej formie raperzy rozprawiają o ambicjach, posiłkując się popkulturowymi kalkami.

Young Igi zdaje sobie sprawę z rynkowej potęgi tego układu, ale OIO to nie tylko miliony wyświetleń. Połączyliśmy nasze fanbase’y, co pomaga w wyprzedawaniu koncertów. Ale teraz - jak jedziemy w trasę i towarzyszy nam trzydzieści osób - zrobił się z tego kolektyw; niemal rodzina. Nigdy w życiu tak dobrze się nie bawiłem. Wciąż twardo jednak stąpa po ziemi i nie zamierza iść na łatwiznę. Nie chcę być kojarzony tylko z OIO. Mogę obiecać, że jeszcze w tym roku wyjdzie ode mnie coś, czego ludzie raczej się nie spodziewają.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz, muzyk, producent, DJ. Od lat pisze o muzyce i kulturze, tworzy barwne brzmienia o elektronicznym rodowodzie i sieje opinie niewyparzonym jęzorem. Prowadzi podcast Draka Klimczaka. Bezwstydny nerd, w toksycznym związku z miastem Wrocławiem.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.