Yung Lean: „Mogłem zostać w undergroundzie, ale muszę mieć za co opłacić czynsz!” (WYWIAD)

pjimage-158.jpg
fot. materiały prasowe

Szwedzki raper jest – obok m.in. A$AP Nasta, Brockhampton czy Tove Lo – jednym z ambasadorów kolekcji Converse Rated One Star, a nam udało się porozmawiać z nim podczas londyńskiego eventu One Star Hotel.

Materiał sponsorowany przez Converse

Nie zdziwicie się chyba, że spośród wszystkich pokoi w One Star Hotel, to właśnie ten zaprojektowany przez Yung Leana był najdziwniejszy. Na wejściu uderzył nas ostry zapach: miks czegoś a’la oranżada i kwiatów. A potem pojawił się Jonatan i... od razu go o to zapytaliśmy.

Faktycznie, to taki zapach dzikiej przyrody. Zobaczcie na sufit: wiszą tam tropikalne rośliny, bo chciałem, żeby wszyscy poczuli się tu jak w dżungli. Pod ścianą są butelki z Faygo, czyli ulubionym napojem Juggalosów (fani kultowej formacji Insane Clown Posse, którzy podczas koncertów oblewają się tanim napojem gazowanym Faygo - przyp. red.), tu są buty z mojej wspólnej kolekcji z Converse, to plakaty z 50 Centem i Akonem, a tutaj macie stare kompakty moich ulubionych raperów i składów z Południa: Three 6 Mafii, Juicy'ego J… Tymi rzeczami inspirowałem się najbardziej.

Jak definiujesz pojęcie anti-hero, hasło przewodnie całej kampanii, której jesteś ambasadorem?

Jest dobre (śmiech). Nie musisz patrzeć na innych, myśleć, że ktoś czegoś od ciebie oczekuje, nie musisz być w tej dziwnej grupie ludzi z branży muzycznej, którzy uważają, że są jakąś elitą. Robisz coś, co ci się podoba i ludzie to lubią. Albo i nie – też fajnie.

Parę lat temu byłeś jednym z dzieciaków Soundclouda, a teraz współpracujesz z tak wielkimi markami jak Converse. To duży przeskok?

W ogóle nie czuję się częścią mainstreamu. Robię masę rzeczy, czasem takich, o których nikt nie wie. Kiedy jestem zmęczony byciem Yung Leanem, biorę się za co innego. Poza tym cała ta ekipa nowych raperów - XXX, Smokepurrp - przyszła właśnie z Soundclouda. Ja po prostu zrobiłem to wcześniej. Każdy, kto chce pozostać undergroundowy, wciąż może nim być. A ja… Wiesz, muszę mieć za co zapłacić czynsz (śmiech).

Planowałeś wcześniej tak dużą zmianę w twojej muzyce, czy to spontan?

Wszystko idzie symultanicznie: dorastasz jako osoba, nabierasz życiowych doświadczeń i taka też jest twoja muzyka.

To dlaczego twój ostatni album Stranger jest bardziej minimalistyczny niż wszystko, co do tej pory nagrałeś?

Nie chcę zabrzmieć patriotycznie, ale to bardzo szwedzki materiał. W sensie: Szwedzi zawsze stawiają na minimalizm: masz ACNE, masz sklepy IKEA, masz muzykę typu Fever Ray i The Knife, to wszystko jest mocno minimalistyczne i po prostu przyszło do mnie naturalnie. Poza tym chciałem zrobić drobny krok w tył i skoncentrować się na wokalu w moich numerach. Ale nie czuję się bardziej szwedzki niż dotąd, skupiam się raczej na korzeniach własnej kultury.

Krytycy porównują cię do Joy Division - jakie to uczucie?

Wspaniałe! Jeden z najlepszych komplementów, jaki słyszałem. Czuję, że mam coś wspólnego z Ianem Curtisem i Joy Division, całą tą brytyjską scena z lat 80. - New Order, Happy Mondays. Oni wszyscy bardzo mnie inspirują ze względu na klimat. Ja i moja ekipa chcieliśmy jakoś łączyć rap i alternatywę, a oni robili to samo, tyle że zestawiali ze sobą alternatywę i pop. Pochodzili z fabrycznych obszarów Anglii, byli bardzo melancholijni, wrażliwi, zawsze czuli, że chcą się wyrwać i coś osiągnąć. Super się tego słucha, czuję w ich kawałkach cząstkę siebie.

Ten długi płaszcz, który masz na sobie to też rodzaj hołdu dla Joy Division?

Nie, ja w ogóle jestem trochę antymodowy, lubię nosić płaszcze mojej babci czy coś podobnego. Zresztą fajne są te dziadkowe rzeczy, wyglądasz w nich trochę jak Nick Cave (śmiech). Chodzi o to, że dziś wszyscy chcą być oryginalni i koniec końców wyglądają podobnie, ja się od tego dystansuję i zakładam takie prawdziwie oldschoolowe rzeczy. Ale mam też swoje ikony stylu: Juicy J, Kylie Minogue, Gwen Stefani…

Kiedy czujesz, że twoja artystyczna wizja jest kompletna?

Nigdy. Zawsze chcę dodać coś już do gotowej płyty, artworku, klipu. Ale potem myślę sobie: a po co? Intuicja jest najważniejsza, a pierwsze rzeczy zawsze najlepsze. I zostaje tak, jak jest.

Materiał sponsorowany przez Converse

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Współzałożyciel i senior editor newonce.net, współprowadzący „Bolesne Poranki” oraz „Plot Twist”. Najczęściej pisze o kinie, serialach i wszystkim, co znajduje się na przecięciu kultury masowej i spraw społecznych. Te absurdalne opisy na naszym fb to często jego sprawka.