Z okazji Star Wars Day wybieramy nasze ulubione gry, książki, seriale i komiksy z uniwersum

gwiezdne wojny.jpg

Przez dekady powstało wiele dzieł kultury, które poszerzały świat Gwiezdnych Wojen, dopowiadały jego historię, bądź historie poszczególnych postaci. Na które warto zarezerwować sobie trochę czasu?

Oczywiście jakość wielu książek, gier czy seriali zostawiała sporo do życzenia. Ale z całej galaktyki wybraliśmy te, które bronią się najlepiej. Na osłodę - nie tylko recepcji nowej części, ale także faktu, że tzw. Expanded Universe, budowane przez dekady, zostało przed premierą Przebudzenia Mocy po prostu zjedzone przez Disneya. I oczywiście nie bez okazji, bo dziś - 4 maja - świętujemy Dzień Gwiezdnych Wojen. Dlaczego akurat ta data? Podobno poprzez podobieństwo brzmienia: spróbujcie wymówić May the force be with you oraz May the 4th be with You.

1
Knights Of the Old Republic
1-1.jpg

To nie tylko najlepsza gra osadzona w świecie Gwiezdnych Wojen, ale także topka gier fabularnych w historii gier wideo. Dzisiaj zarówno studio BioWare, kanibalizowane przez swojego wydawcę, Electronic Arts, jak i sama marka Star Wars, są w kryzysie. Ale w momencie wydania KOTOR obie marki cieszyły się sporym szacunkiem. Gra rozgrywa się kilka tysięcy lat przed Nową Nadzieją, w czasach Starej Republiki. Odkrywamy niebezpieczny spisek, eksplorujemy niesamowite światy, zdobywamy różne techniki panowania nad Mocą - a to tylko czubek góry lodowej, z potężnym fabularnym twistem jako wisienką na torcie. Jedna z lepszych gwiezdnowojennych historii, nawet wliczając filmy.

2
Timothy Zahn - Trylogia Thrawna
2.jpg

Temat książek w znanych popkulturowych uniwersach jest dość trudny, bo większość z nich to po prostu makulatura. Są wyjątki, także wśród dzieł związanych z Gwiezdnymi Wojnami. Rogue Squadron Michaela Stackpole’a czy Trylogia Thrawna Timothy’ego Zahna to pierwsze przykłady, jakie przychodzą do głowy. Szczególne wrażenie robi ta druga historia. Interesująco prowadzi dalsze losy głównych bohaterów i bohaterek sagi (a także ich dzieci), kreśli bardzo realistyczne, polityczne i militarne następstwa zwycięstwa Rebeliantów (żadnego bullshitu z First Order i tym podobnych bzdur, ale sensowna, logiczna wizja), a co najważniejsze, stwarza jedną z najlepszych postaci, jakie kiedykolwiek pojawiły się w tym uniwersum. Wielki Admirał Thrawn to taktyczny geniusz, ale także postać z krwi i kości. Myszka Miki wciągnęła go do swoich niecnych sprawunków, ale nie damy się oszukać - jedyny Thrawn to ten z trylogii i doskonałej gry karcianej firmy Decipher.

3
Star Wars Customizable Card Game
4.jpg

Lata dziewięćdziesiąte to dekada gier karcianych. Oczywiście głównym prowodyrem był Magic: the Gathering, ale praktycznie każde fikcyjne uniwersum miało swoją karciankę, nawet Z Archiwum X. Star Wars CCG firmy Decipher to niesamowita rzecz. Jako gra jest doskonała: świetnie zaprojektowana, z wieloma interesującymi mechanikami (wszystkie karty to pula Mocy; krążą po grze, pełniąc najróżniejsze role) i dobrze zbalansowana. Ale strona wizualna też robi wrażenie. Do ilustracji kart skorzystano z niewykorzystanych ujęć z oryginalnej Trylogii, co jest dobrym magnesem dla fanów i fanek. Niestety Decipher stracił licencję, a żadna z następnych karcianych prób nie zbliżyła się nawet o milimetr do jakości prezentowanej przez Star Wars CCG.

4
Clone Wars
5.jpg

Trójwymiarowe seriale animowane wyglądają w najlepszym przypadku słabo, w najgorszym upiornie. Clone Wars, emitowany u progu wieku na Cartoon Network, był piękną animacją 2D, stworzoną przez Genndy’ego Tartakovsky’ego (m.in. Laboratorium Dextera i Samuraj Jack). Serial nie tylko rzucił światło na tytułowe Wojny Klonów, ale pogłębił wiele postaci, które zostały potraktowane po macoszemu przez epizody I - III (ekhem, wszystkie?). Wizualka jest niesamowita, akcja wartka i trzymająca w napięciu. Zauważyliśmy ostatnio niebezpieczny trend rehabilitowania prequeli - nie, te filmy to koszmar. Jedyną dobrą rzeczą dotyczącą tego okresu historii Star Wars jest ten wspaniały serial.

5
Mike Richardson, Randy Stradley - Crimson Empire
3.jpg

O ile filmy i książki to bardzo nierówna kraina, o tyle świat gwiezdnowojennych komiksów jest dużo bardziej udanym przedsięwzięciem. Złote czasy tytułów z uniwersum przypadają na drugą połowę lat dziewięćdziesiątych, pod skrzydłami wydawcy Dark Horse. Można tu wyróżnić wiele pozycji, ale Karmazynowe Imperium opowiada dzieje ciekawej, ale zupełnie tajemniczej w filmach Gwardii Imperialnej. Ziomki w czerwonych zbrojach wyglądają super cool, choć nic o nich nie wiemy. W Karmazynowym Imperium nie tylko dostajemy wyjaśnienie, skąd się biorą i kim są, ale także rewelacyjną intrygę i opowieść o zdradzie i lojalności w trudnych czasach. Komiks jest też okraszony świetnymi rysunkami autorstwa duetu Paul Gulacy/P. Craig Russell.

Podziel się lub zapisz