Zakochaliśmy się w piłce na nowo. Euro znów rzuciło na nas czar

Zobacz również:Piękne kulisy kadry Manciniego. 12 rzeczy, których dowiedzieliśmy się po serialu „Sogno Azzurro”
16x9 HERO FINALE_BALL.jpg
fot. materiały prasowe

Jak bardzo tęskniliśmy za takim turniejem wyzwalającym dziecięce emocje, pokazały nam trwające mistrzostwa Europy. Tam w najpiękniejsze wieczory taktyka i rozkład faworytów schodziły na dalszy plan, a na ustach wszystkich pojawiał się człowiek. Nie byłoby takiej atmosfery, gdyby nie ludzie powracający na stadiony i dający się ponieść chwili jak choćby na Parken, nie byłoby też takich emocji bez niespodzianek, nowych bohaterów i historii za nimi stojących. Znów piłka pokazała, jak bardzo potrafi wciągnąć i zaczarować.

Tekst powstał w ramach cyklu „Piłka, widzę to inaczej” współtworzonego z marką adidas. Opowiadamy w nim ludzkie historie stojące za każdym z piłkarzy oraz szanse, jakie dała im w życiu piłka

Po raz kolejny piłka udowodniła, jaką ma moc społeczną. Nie ma drugiej dyscypliny tak mocno scalającej społeczeństwa i jednoczącej na taką skalę. Pokazały to m.in. wyniki oglądalności w krajach półfinalistów Euro 2020, czyli w Hiszpanii oraz Italii, gdzie kolejno 70 i 75 procent telewidzów oglądało kluczowe momenty ich reprezentacji w ćwierćfinałach. Czym bardziej emocje narastają, tym mniej osób pozostaje obojętnych. Przekonaliśmy się także w Polsce, jaka gorączka opanowuje kraj, kiedy dochodzi do meczów drużyny narodowej na dużym turnieju. Chociaż tym razem zabrakło happy endu, przekonaliśmy się, ile emocji daje piłka – najpierw smutku, potem chwały, na końcu wiary i nadziei do ostatniej minuty. Cieszyli się inni, ale nie pozostawiliśmy jako reprezentacja poczucia nijakości, a już tym bardziej zabierając punkty półfinaliście Hiszpanii na jej gorącym terenie.

Cykl „Piłka, widzę to inaczej” prowadzony razem z marką adidas tworzyliśmy bez względu na rezultaty, bo chociaż wszyscy w pierwszej kolejności widzą wyniki i zwycięzców, dla nas w tej historii jest zawarte znacznie więcej. Przede wszystkim warto pamiętać nie tylko o wygranych, bo dla każdego ten turniej jest osobną historią: jedni marzyli tylko o wyjściu z grupy, drudzy ekscytowali się samym debiutem na takiej imprezie, trzeci uświadamiali sobie, gdzie byli trzy lata wcześniej, jaką drogę przeszli oraz ile kontuzji czy wyrzeczeń kosztowała ich cała podróż. Dla niektórych to był dopiero początek i potężny bagaż doświadczeń na przyszłości, a jeszcze dla innych udowodnienie sobie, że można znaleźć się w takim gronie. To miało być Euro zmęczonych nóg, a stało się turniejem zbiorowych uniesień i personalnych zwycięstw wykraczających mocno poza sam skład półfinalistów.

Całe mistrzostwa Europy oddały nam to, za czym najbardziej tęskniliśmy w ostatnich miesiącach, kiedy podniosły się dyskusje o potrzebach zmian w piłce. Najważniejsi są ludzie, a właśnie ich powrót na trybuny sprawił, że ten turniej – wzmożony tęsknotą za wypełnionymi stadionami – oglądało się zupełnie inaczej. Bo czy można by opowiadać o duńskim dynamicie albo szalonych dogrywkach Hiszpanii z Chorwacją czy Szwajcarii z Francją, gdyby nie zmieniająca obraz rywalizacji obecność fanów? Węgrzy w grupie śmierci do końca marzyli o awansie, bo z własnymi kibicami wycisnęli 120 procent z potencjału drużyny. To największy możliwy napęd motywacyjny, kiedy tyle osób na ciebie liczy.

Germany v Hungary - UEFA Euro 2020: Group F
Fot. Christof Stache - Pool/Getty Images

Najbardziej zapamiętamy ludzi: to, jak cały świat modlił się za Christiana Eriksena, a zjednoczona Dania z nim na ustach ruszyła do półfinału turnieju, jak Węgrzy pokazywali radość z kibicowania w Budapeszcie, w końcu jak słynny szwajcarski kibic w kilkadziesiąt sekund zmienił oblicze, zdjął koszulkę i w dziki sposób celebrował końcówkę meczu z Francją. On stał się uosobieniem nie tylko szwajcarskich nadziei i wszystkich lat oczekiwań na przekroczenie bariery 1/8 finału, ale też symbolem nieobliczalności i wciągającej mocy piłki. Jego przypadek, tak jak cały turniej z masą niespodzianek, udowodniły, jak ważna jest wiara do samego końca. Tych wszystkich rzeczy uczyła nas piłka – czasem pokory jak w przypadku mistrzów świata, czasem zjednoczenia i zerwania z bezpieczną przeszłością jak w przypadku Italii, czasem podnoszenia się po porażkach jak u bramkarza Hiszpanów Unaia Simona, który popełnił błąd bramkowy z Chorwacją, a później uratował całe zawody.

Teraz możemy sobie uświadomić, jak bardzo tęskniliśmy za piłką w dni, w które akurat nie było rozgrywanych meczów. Pochłonęła nas całkowicie, co dowodzi o niesamowitej sile jej przekazu. Zawładnęła naszym życiem na miesiąc i poukładała wolny czas według swojego kalendarza. I chociaż na Euro patrzyły miliony na całym świecie, wszystko zaczyna się napędzać oddolnie na podwórkach i ma niezwykle szeroki wymiar – począwszy od umawiania się ze znajomymi w strefie kibica i zjednoczenia narodu, po dzieci na ulicach w koszulkach nowych idoli albo wykrzykujące nazwiska bohaterów dnia wczorajszego. Ktoś chciał zostać Paulem Pogbą po kolejnym fantastycznym turnieju mistrza świata, kto inny Karimem Benzemą czy Thiago Alcantarą. Hiszpan dał pokaz klasy, gdy po wygranych jedenastkach ze Szwajcarią nie ruszył cieszyć się obok rywali, tylk przytulił i zaczął pocieszać płaczącego rywala Rubena Vargasa. Był dla niego niesamowitym wsparciem. Te wzruszające obrazki pokazały, jakim jest dobrym człowiekiem i jak szerzej patrzy na rywalizację. Euro to moc inspiracji płynąca z dużych nazwisk, ale tłumacząca coś więcej, niż tylko piłkę trzepoczącą w siatce.

W trakcie turnieju razem z marką adidas opowiadaliśmy ludzkie historie – tłumaczyliśmy, że 2:0 to dopiero początek opowieści, a nie jej koniec. Założyliśmy sobie, co zresztą mogliście zobaczyć, że najważniejsze jest, co ludzie mówią nam o danym spotkaniu – w końcu za historycznym sukcesem Szwajcarów stoi 18 potomków imigrantów z każdej części świata, a jednak stworzyli wyrazisty, zjednoczony team, na identycznych warunkach jak Francuzi, gdy zostawali mistrzami świata w 2018 roku. O tym mówi nam historia Paula Pogby, dostrzegającego w piłce zdolność do zmiany mentalności całego kraju.

Wartościowe lekcje płyną z przekazu rożnych zawodników: Alvaro Morata na Euro pokazywał nam, ile znaczy wiara w siebie i wiara selekcjonera w piłkarza, Jude Bellingham łamał granice młodości, podobnie jak Kacper Kozłowski, a Declan Rice tłumaczył, dlaczego wartościowy zespół powinien schować ego do kieszeni, a postawić przede wszystkim na pracę na rzecz kolektywu. Dlatego Anglicy tak często wychodzili bezpiecznym ustawieniem, stawiając na pracusiów w obronie, a największe gwiazdy zostawiając na ławce. Czasem ważniejsze od samego nazwiska jest poświęcenie i praca w ciszy, aby wszyscy mogli korzystać z chwili chwały.

Takich życiowych lekcji było więcej, a marka adidas pomogła nam uwypuklić historie globalnych gwiazd oraz tych zdecydowanie nam bliższych z reprezentacji Polski. O tym, że ten turniej może zaprocentować w przyszłości, świadczy chociażby nauka mentalności, jaką tłumaczy przykład Jana Bednarka. Kamil Jóźwiak, Kamil Piątkowski, a przede wszystkim Kacper Kozłowski pokazują, że na przyszłość polskiej kadry możemy spoglądać z dużymi nadziejami. Duetowi Kamilów piłka pozwoliła szybciej dojrzeć i przygotować na takie wyzwania – pierwszemu poprzez myślenie o innych, drugiemu przez szybsze wychodzenie ze strefy komfortu. Kozłowski natomiast jako 17-latek został najmłodszym graczem w dziejach całych mistrzostw Europy i to dokonał tego w 55. minucie arcytrudnego spotkania z Hiszpanami (1:1). Wiek nie grał tu roli, tylko mentalność i brak kompleksów.

Futbol lubi pamiętać jedynie o zwycięzcach, ale nawet porażka bywa niesamowitą nauką i możliwością do wykorzystania tych doświadczeń w przyszłości. W cyklu „Piłka, widzę to inaczej” chcieliśmy pokazać, jak można wykorzystywać trudne doświadczenia, przeciwności losu i zamieniać je w coś wartościowego. Jak piłka pozwalała spojrzeć na świat szerzej i skorzystać z niej do osobistego rozwoju. Hiszpanie wsłuchują się w głos Thiago Alcantary, bo jego doświadczenia mają niesamowity wpływ na grupę, a Paul Pogba pokazał, ile znaczy rola lidera na dużym turnieju, bo znów wyglądał jak za najlepszych lat. Za każdym z nich stoi ludzka, osobista historia, o czym przekonacie się, wracając do pięciu odcinków cyklu. W nich połączyliśmy przejścia polskich piłkarzy z tymi globalnymi ambasadorami adidas.

Czekając na końcową fazę turnieju na Wembley, już teraz wiemy, że zostaną z nami piękne wspomnienia i ożywione uczucia do futbolu. Zawsze pozostają z nami konkretne migawki. Gdy Belgowie eliminowali obrońców tytułu Portugalczyków po pięknym, zaskakującym strzale Thorgana Hazarda, od razu przyszła na myśl piłka Jabulani słynąca ze swojej nieprzewidywalności. To skojarzenie z mundialu w 2010 roku, które zostaje w głowie na dłużej. Po Euro 2020 zostanie z nami Uniforia stworzona z myślą o wartościach, jakie marka adidas dostrzega w piłce i uwypukla. W całej dyscyplinie widzi możliwości i szansę, pomost do tego, aby zacierać różnice między ludźmi i traktować futbol jako szansę. Dodatkowo w półfinałach i finale zobaczyliśmy jej odświeżoną wersję stylizowaną na miejsce kluczowej fazy turnieju – znalazł się na niej znak wodny Wembley, a kolorwe pociągnięcia pędzla były inspirowane kultowymi symbolami Londynu i kolorami Euro osadzonymi na czarnym tle, reprezentującym ciemne, nocne niebo Londynu.

A właśnie piłka najbardziej pokazuje, że tu chodzi o coś znacznie więcej niż boisko i samą rywalizację. Marka adidas ma przeznaczyć środki ze sprzedaży futbolówek na wsparcie organizacji pozarządowych. To nie tylko sport, ale też próba dokonania zmiany społecznej. Łącząc siły z Common Goal, organizacją charytatywną stworzoną przez Juana Matę, przeznaczy 1 procent z globalnej sprzedaży produktów piłkarskich na jej działalność: począwszy od walki z rasizmem i dyskryminacją, przez dążenie do równości płci, wspieranie zdrowia psychicznego i praw osób LGBTQ+. To ma być napęd dla społeczeństwa w dążeniu do równego, wolnego, przyjaznego świata. Korzystając z mocy piłki, chcą dać siłę do walki o lepsze jutro i poprawienie wielu żyć.

Sam projekt piłki miał też pokazywać różnorodność kibiców oraz sportowców poprzez wyjątkowe zderzenie futbolu i sztuki. Miał również symbolizować łączenie granic oraz przekraczanie mostów, pokazywać, że różnice potrafią jednoczyć. W końcu piłka, jako inspiracja dla kolejnych generacji młodych piłkarzy oraz społeczności amatorów zakochanych w futbolu na całym świecie, ma być narzędziem do zmian na lepsze. Dzisiaj miliony marzą o tym, aby kiedyś znaleźć się na miejscu idoli, a przykłady Kacpra Kozłowskiego czy Kamila Jóźwiaka tylko pokazują, że to perspektywa bliższa niż nam się wydaje. Oni dosłownie przed chwilą oglądali poprzednie mistrzostwa Europy z perspektywy kibiców-marzycieli oraz aspirujących zawodników.

Piłka ma łączyć i otwierać możliwości, a ten emocjonalny turniej tylko to uwydatnił. Teraz pozostaje ostatni akcent Euro w wielokulturowym Londynie, gdzie odbędą się półfinały i finały. To tam poznamy zwycięzcę, w oczach wielu, najlepszego turnieju od bardzo dawna. Futbol cały czas się rozwija, do przodu pędzą technologie, jakość piłek, butów, samej obsługi meczu, ale nie zmieniają się emocje, które towarzyszą nam od styczności z pierwszymi meczami. Bo za każdym golem stoi człowiek, mający do opowiedzenia wyjątkową historię: o wykorzystanej szansie, niepowtarzalnej nauce i chęci zmieniania świata. To właśnie pokazuje nam piłka, która znów porwała świat bardziej, niż byśmy się tego spodziewali.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.