Zapomnijcie o drillu: Londyn ma najmocniejszą scenę postpunkową od lat (PRZEGLĄD)

black midi.jpeg

Zasłuchując się w drillowym sountracku, można dojść do wniosku, że brzmienie brytyjskiej stolicy definiują acid attacks, nożownicy i ciała wyławiane z Tamizy; pościgi, strzelaniny, wojny gangów. Tymczasem w cieniu gangsterskiego movementu wezbrała imponująca fala młodych, alternatywnych zespołów.

Na szczególną uwagę zasługuje południowa część miasta; choćby rejony - ubóstwianej przez niejeden skład - miejscówki Windmill Brixton. South London ma naprawdę dobrą scenę. Gdzie indziej też jest w porządku, ale właśnie tutaj kręcimy się ze znajomymi ze szkoły, którzy też pozakładali zespoły. Jak potrzebowaliśmy nagrać demo, Chilli z Palma Violets załatwił nam świetnego inżyniera dźwięku. Kumplujemy się z Fat Whites, odkąd robiliśmy próby w Queen’s Head. Segs z The Ruts, Larry Love z Alabama 3... Wszyscy nas wspierali - opowiadał pięć lat temu Charlie Steen z Shame. To poczucie wspólnotowości wybrzmiewa w wypowiedziach wielu lokalnych artystów.

Zrobiło się jak w Symetrii: jak się lata w konkretnej ekipie, to dbają. Rozplątywanie sieci powiązań staje się więc równie zawiłe jak wejrzenie w spółki skarbu państwa. Weźmy tegoroczną sensację Black Country, New Road. Ekipa grywa wspólne sztuki z innymi gorącymi newcomerami - black midi jako Black Midi, New Road; Georgia Ellery współtworzy superobiecujący duet Jockstrap; Tyler Hyde to syn gościa z Underworld.

Przesadą byłoby dopatrywanie się wielkiego przełomu, bo to jednak wciąż Londyn; dziewięciomilionowa metropolia, która zawsze znajdowała się w centrum popkulturowych wydarzeń. Ale natężenie postpunkowych talentów stało się tak znaczne, że właśnie w tym momencie wypada powtórzyć za Molestą: nie wiesz, o co chodzi - to weź się, kur*a, dowiedz! Z naszej strony poniższe vademecum oraz audycja The Fall - w każdy czwartek o 18:00 na antenie newonce.radio.

1
Shame

Widziałem ich raz - w listopadzie 2016 roku i było to duże przeżycie. Coś w duchu The Fall, Sleaford Mods. Lubię te wszystkie wyspiarskie zespoły, pozbawione klasycznego, taniego szpanu. To słowa Artura Rojka, który zaprosił Shame na OFF Festival 2017 i wymieniał reprezentantów Brixton w gronie ścisłych faworytów line-upu. Kilka miesięcy później promowali swój debiut w Warszawie. Bilety kosztowały cztery dychy, a kto nie był ten trąba. Oni są tak bezczelni, rozpolitykowani i penerscy, jakby zostali wypluci z postpunkowego generatora. Na wysokości Songs of Praise pisano, że to najlepsza wizytówka brytyjskiego grania dla klasy robotniczej i tegoroczne Drunk Tank Pink nic pod tym względem nie zmieniło.

2
Porridge Radio

Shame sprawiają wrażenie, jakby wciąż mieli paluchy utłuszczone fish and chipsami; jakby niezmiennie planowali zamach na Theresę May. W porównaniu z nimi - projekt Dany Margolin ma w sobie więcej pierwiastka art, sadcore'u i introspekcji. Porridge Radio powstało w miejscu, gdzie trafili Jakub Moder i Michał Karbownik, czyli w nadmorskim Brighton, ale obecnie rezydują w stolicy. Już w 2018 roku znaleźli się wśród 40 najciekawszych nowych artystów wybranych przez The Guardian, ale przełomowe okazało się dla nich minione dwanaście miesięcy, gdy zgarnęli nominację do Mercury Prize. Obok Michael Kiwanuki, Charli XCX, Dui Lipy oraz Stormzy'ego, więc jest wysoko. Aha - wciąż figurują w rozkładzie Open'era, dlatego tym bardziej warto sprawdzić.

3
Squid

Przeprowadzka z Brighton do Londynu stała się także udziałem Squid, u których - dla odmiany - można doszukać się sporo inspiracji matematyką i krautrockowcami z Neu! Wszystko wskazuje na to, że właśnie do tej piątki muzyków będzie należał najbliższy czas na brytyjskiej scenie. Dość powiedzieć, że już rok temu zostali podpisani przez legendarny label Warp. Ten od Aphex Twina, Boards of Canada, Danny'ego Browna, Oneohtrix Point Never czy Yves Tumora. Premiera debiutanckiego Bright Green Field została zaplanowana na pierwszy tydzień maja i na pewno będzie to wydarzenie trudne do przeoczenia. Nie przeoczcie tymczasem teledysku do Narrator; czoło peletonu muzycznego krótkiego metrażu jak FUN! Vince'a Staplesa.

4
Black Country, New Road

Ekscytację związaną z tym przedsięwzięciem wyrzuciliśmy z siebie w artykule Rock zdycha? Black Country, New Road przywracają wiarę w to, że nie wszystko stracone. Przypomnijmy: kilkanaście miesięcy i pierwsze nagrania wystarczyły Black Country, New Road, żeby The Quietus okrzyknął ich najlepszym zespołem świata; żeby pochwał nie szczędzili dziennikarze New York Timesa i Guardiana. Prawdziwy test nadszedł w ostatnich dniach wraz z premierą albumu For the first time. Swoją drogą - ten drop wpisuje się w powszechniejszy trend wydawania gitarowej awangardy przez uznane, elektroniczne wytwórnie. BC, NR są podopiecznymi Ninja Tune, które może pochwalić się Bonobo, Young Father i... polskim Skalpelem w katalogu. Black Country, New Road bywają dziwaczni i pogmatwani; poszczególne partie instrumentów dętych czy smyczkowych mogą niezbyt dobrze kojarzyć się pod naszą szerokością geograficzną; w ich kontekście przedrostek post- odmieniany jest przez wszystkie przypadki, a oni sami bywają nazywani najlepszym cover bandem Slint, ale tutaj dzieją się rzeczy olśniewające, których nie słyszeliśmy u nikogo innego. No i - jeżeli wszystko dobrze pójdzie - widzimy się 10 listopada w Hydrozagadce.

5
Goat Girl

Goat Girl debiutowały po sąsiedzku Shame; cztery miesiące po chłopakach, trochę w ich cieniu. Zanim to jednak nastąpiło - miały okazję supportować The Fall podczas ostatniego występu przed śmiercią Marka E. Smitha, a to na tamtym terenie znaczy bardzo dużo. Grupa Clottie Cream - w obrębie dość wyeksploatowanego gatunku - zdołała wypracować autorski styl, sięgając po wodewilowe środki wyrazu, ostatnio - kanapową elegancję Stereolab czy odwołując się do estetyki Trójkowego ekspresu jak Warpaint. Z tego, co nam wiadomo - po styczniowym dropie On All Fours stali się ulubieńcami Agnieszki Szydłowskiej, a i my mamy w redakcji takich, którzy widzą w tym wydawnictwie przyszły album of the year.

6
black midi

Jak zostało wspomniane - kumple Black Country, New Road. Stylistycznie jest im ze sobą po drodze, choć w podejściu black midi tej matmy, zwariowanych podziałów i rytmicznej woltyżerki można doszukać się więcej. Mieli też więcej szczęścia - zdołali prędzej wydać pierwszy album, Schlagenheim i już dwa lata temu zdobyć nominację do Mercury Prize. Szansę na wyróżnienie mieli wtedy także slowthai, The 1975, Little Simz czy Foals, więc konkurencja była naprawdę mocna, a i tak wszystkich wyprzedził Dave. Pod koniec maja czwórka dzieciaków powróci z longplayem Cavalcade, zarejestrowanym jesienią - po przerwaniu międzynarodowej trasy koncertowej. Jak informuje wytwórnia: black midi postanowili stworzyć bardziej spójny album. Schlagenheim powstawał w trakcie długich jam session - tym razem doświadczenie było zupełnie inne. Członkowie zespołu pisali indywidualnie podczas lockdownu, a potem przynosili pomysły na próby i do studia.

7
Dry Cleaning

I kolejna wielka nadzieja południowego Londynu, która bez kompleksów idzie po swoje śladami cenionych poprzedników. O kwartecie - znanym ze spoken wordów i czerpania garściami z seventiesowych klasyków - zrobiło się głośno już w momencie, gdy wydawał pierwsze EP-ki w 2019 roku. Od tamtego czasu balon oczekiwań względem pełnoprawnego debiutu był nadmuchiany coraz mocniej. Nie uszło to uwadze włodarzy 4AD (obecnie m.in. Big Thief i The National), którzy podpisali Dry Cleaning kilka miesięcy temu, co zaowocowało piątkową premierą New Long Leg. Noty za wrażenia artystyczne? 8.6 od Pitchforka (Best New Music), 4/5 od NME, 4/5 od Guardiana...

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży bezapelacyjnie do samego końca; swojego lub jej. Co czwartek o 18:00 prowadzi także autorską audycję The Fall na antenie newonce.radio. Ma na koncie publikacje m.in. w Machinie, Dzienniku, K Magu, Exklusivie i na Onecie.