Zły angielski albo nieodmienianie słów. Oto 5 pokracznych elementów polskich tekstów rapowych

Zobacz również:20 naszych ulubionych letniaków w historii polskiego rapu. Część pierwsza
mrpolska.jpg

Realia się zmieniają, więc i teksty polskich raperów przeszły, w porównaniu do dawnych czasów, sporą zmianę. Nie zawsze na lepsze.

Nie chodzi o to, by załamać ręce i zrezygnowanym głosem powiedzieć: kiedyś to było, a teraz to nie ma. Nie – raperzy umieją zaskoczyć zgrabnie ubranym w słowa przemyśleniem czy panczem. Żyjemy jednak w ekosystemie wersowym, który wykształcił sporo językowych i logicznych potworków.

To właśnie im poświęcimy ten tekst, mając nadzieję, że niebawem niektórzy gracze spojrzą krytycznie na to, co wyrzucają z siebie na bitach. Nadzieja to płonna, ale lepsza taka niż żadna?

1
Rozmówki polsko-angielskie

Po angielsku weszłoby wam to na banię – puszy się w skądinąd dobrym kawałku martin shkreli freestyle schafter. Jeśli weźmiemy pod uwagę niektóre linijki newcomerów, to z pewnością ma rację; także u tego rapera są rzeczy, które zwyczajnie lepiej kleją się do podkładu dzięki językowi angielskiemu. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy któryś z delikwentów, zainspirowanych Stanami, chce przenieść konstrukcję językową lub spolszczyć dane słowo, co stało się chociażby udziałem Bedoesa w (również skądinąd dobrym) kawałku Kolega brata rapera dzięki wersom Czasy się zmieniły, jak nawinął Białas / Więc mam przy sobie gówno, mama już nie będzie płakać. Kumamy zamysł, ale to prosta droga donikąd.

2
Nieodmienianie słów

Jeśli wydaje wam się, że bardzo problematyczna jest nierówna walka ze znaczeniowymi przeszczepami z innych języków, to co powiecie na celowe niszczenie samego polskiego? Nie chodzi nam nawet o dziwne, niekomunikatywne zbitki wyrazów – dużo gorsze jest to, że niektórzy raperzy za bardzo się fleksują, zbyt często zapominając o fleksji. Znajdziemy to chociażby u załączonego Blachy, który chce zabrać dziewczynę na GOKART czy Mr. Polski sikającego SZAMPAN. To my już chyba wolimy zintensyfikowaną łacinę podwórkową. Zresztą można też robić to dobrze i z pomysłem - polecamy niejakiego Kaza Bałagane.

3
Wolnostylowe nawijki

Istnieje spora szansa, że wielu z wpadek dałoby się uniknąć, gdyby nie fakt, że sporo młodych MC's podchodzi inaczej do tworzenia muzyki niż ich starsi koledzy po fachu (chciałoby się powiedzieć: po piórze, ale to nie do końca prawda, o czym za moment). Chociaż widok zasępionego rapera, siedzącego na parapecie z długopisem i kartką nie potrafi nie budzić naszego niekontrolowanego śmiechu, to w wielu przypadkach właśnie tak przebiegał proces pisania linii. Teraz coraz częściej zdarza się, że kawałki nie są wcześniej skrobane, lecz wyrzucane freestyle'owo w studiu, wprost z głowy. Takie podejście skutkuje wspaniałymi linijkami takimi jak np. Mój kolega dotknął ją siusiakiem z Big Bena czy Jestem nowy, wyszedłem z piczy z kawałka Audemars Young Igiego.

4
Nastawienie na hooki

Na rynku, który jest wręcz przesycony twórcami i ich kawałkami, walka o dusze i uszy słuchaczy toczy się na różne sposoby. Skuteczne jest z pewnością tworzenie tracków-virali, a żeby się dorobić choć jednego, trzeba dążyć do drastycznych uproszczeń. Z tego też powodu kawałki są coraz krótsze, sensów w nich coraz mniej, a i forma staje się łopatologiczna. Szczytowym i reprezentatywnym osiągnięciem nowych czasów stał się numer Nie, nie Otsochodzi, który jest gęstwiną wszelakich hooków, ledwie poprzetykaną właściwymi wersami. A że działa? Tak miało być, głos jest tu bardziej instrumentem niż przekaźnikiem. Dlatego to przykład dyskusyjny: dla jednych na tak, dla innych na nie.

5
Folderyzacja reklamowa

Nawijanie na temat wszelakich marek nie jest niczym nowym. Polski rap doszedł już jednak do bardzo symbolicznej ściany, w której to kawałki stworzone we współpracy z różnymi firmami zazwyczaj trzymają wysoki poziom, a te nagrywane oddolnie brzmią nieznośnie karykaturalnie. Można byłoby powiedzieć: to dlatego, że dla wielu metki są teraz celem, a nie środkiem, ale to generalizacja. Nie da się jednak ukryć, że niektóre luksusowe nazwy zawładnęły nadwiślańskimi rymami, tworząc z wielu tracków katalogi reklamowe tylko z rzadka zawierające cokolwiek nieobrandowanego. A żeby zakończyć ten artykuł przykładem ilustrującym prawie wszystko, co – nomen omen – zawiera, zostawiamy was z odsłuchem Diamentów.

Podziel się lub zapisz
Krzysiek Nowak
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.