Znowu posprzeczaliśmy się o płytę Taco Hemingwaya. Tym razem - dwugłos o Europie

Zobacz również:Hugh Grant, Taco Hemingway i Adele na jednej scenie. Wakacyjny Kick Off łączy angielską muzykę i tamtejszy futbol (PODCAST)
70be77bd15e1b0f1b8b33c1bfce5f6ad.1000x1000x1-1.jpg

Z Jarmarkiem było tak, że jeden z nas ostro zjechał, drugi wytknął błędy, ale w ogólnym rozrachunku obronił, a trzeci podkreślił jego wagę dla młodszych słuchaczy. Czyli wyszedł nam trójgłos.

Polemikę Marka Falla i Jacka Sobczyńskiego przeczytacie tutaj, a tekst Kuby Skalskiego - tutaj. Teraz do kompletu doszła Europa, z którą osłuchujemy się od blisko tygodnia. I...

I znów Taco Hemingway podzielił redakcję. Ale nie będziemy więcej zdradzać, niech zrobią to nasi redaktorzy.

1
Kuba Skalski - na nie

Po pierwszym odsłuchu Europy nie zapamiętałem nawet jednej chwytliwej linijki. Człowiek, który nadal jest dla mnie jednym z najciekawszych tekściarzy w polskim rapie, nie potrafił chociaż raz zaserwować godnego swoich umiejętności catch-up phrase’u. A to jest chyba najmniejszy z kilku poważnych problemów Europy.

To nie jest tak, że mamy do czynienia z albumem słabym – w Sztylecie Taco leci naprawdę świetnie, pokazując, jaką ewolucję techniczną przeszedł od czasów Trójkąta, zręcznie wrzucając do numeru refren po angielsku i partie podśpiewywane. Na Paryskie Getto Pada Deszcz to prawdziwa zespołowa popisówka Taco, Lanka i Borucciego – ciężka tematyka utworu pięknie wchodzi w kontrast z bujającym bitem producenta SBM Label. Doskonałą robotę zrobił tu też Borucci, wjeżdżając ze zwrotką w połowie nawiniętą po holendersku i pokazując, że doskonale radzi sobie nie tylko jako beatmaker. Toskania Outro to z kolei świetne podsumowanie tego, co siedzi w głowie Filipa na obecnym etapie drogi artystycznej, z bardzo wdzięczną zmianą bitu w połowie – wyszedł z tego naprawdę ciekawy przelot przez całą karierę, od amatorskiego tłoczenia Trójkąta w 2014 do odganiania się od paparazzich i pudelka w 2020. Na pewno temat przytłaczającej popularności został ugryziony lepiej niż podczas wyrażania tęsknoty za jazdą ZTM-em na Café Belga.

Problem tej płyty polega na przeładowaniu rzeczami niepotrzebnymi, dobre numery nie wybijają się z szarzyzny na tyle, by chcieć do nich wrócić. No i przerywniki fabularne… są patenty, których nie powinno się powtarzać, bo zawsze wyjdą słabo. Te-Tris – Lot 2011 – dzienniki pokładowe jako słaby ficzer doskonałej płyty. Tutaj mamy więc dziennik pokładowy jako słaby ficzer średniej płyty.

Ale czym są te rzeczy niepotrzebne? Big Pharma może i niesie za sobą przekaz dotyczący społecznego uzależnienia od leków i masy innych specyfików, ale strasznie brakuje mi na niej więcej narracji, zamiast rzucania nazwami substancji co linijkę, a monotonny refren strasznie wybija z rytmu. Ortalion z przesytem autotune’a zajeżdża najgorszymi niuskulowymi numerami Otsochodzi i nie ratuje go nawet melodyjny refren. Pireneje? Numer absolutnie o niczym. Szkoda trochę zmarnowanych na te numery podkładów, bo należy podkreślić, że wszyscy producenci dowieźli na najwyższym poziomie.

Zastanawia też, jakim cudem płyta, nad którą pieczę trzyma dwóch producentów wykonawczych, posiada tak kiepskie zwrotki gościnne? Mi nie imponuje twoja szmata, ani szmata twego brata / Ani szmata brata szmaty twego brata Bedoesa czy zwrotka Szpaka. Ta w sumie nie do końca wiadomo, czym jest, bo Szpaku przestał już nawet udawać Rycerzy Ni z Monty Pythona i zamiast znowu powtarzać to samo, postanowił zarapować losowe słowa bez przywiązywania specjalnej uwagi do sensu i logiki. Najbardziej boli chyba to, że każdy z trzech rapowych gości na albumie, gdyby tylko chciał, jest w stanie dać przynajmniej porządną zwrotkę bez jakiegoś lirycznego i technicznego stawania na głowie. W ten sposób może uniknęlibyśmy Bediego rapującego groteskowo, że Cały gang przez Europę / Złe słowo o Taco skończysz z plastrem na nosie. Ktoś tylko musiałby tego przypilnować. A że nie przypilnował, to dostaliśmy dwie zwrotki na poziomie absurdalnie słabym i jedną, Okiego, na poziomie średniej krajowej z plusem.

Europy już nie ma? Wiem, że Taco jeszcze zaskoczy. Wciąż umie porządnie zarapować, co paradoksalnie pokazuje na bonus tracku do Europy – brakuje ostatnio takiego dwusławowego rapowania o literkach i cyferkach, a wszyscy są napuszeni jak… pawie? Szpaki? Stwierdzenie, że naszym chłopakom brakuje luzu dawno nie było tak aktualne.

2
Jacek Sobczyński - na tak

Wychodzi na to, że robię się największym obrońcą Szcześniaka w redakcji, ale pozycja Taco na scenie doprowadziła do pewnego zakrzywienia odbioru, w które sam wpadłem przy rozmowie o Jarmarku. No bo zobaczcie: jakie zdanie najczęściej przewija się przez najświeższy dyptyk Taco Hemingwaya? Asekuracyjne: to dalej jeden z najlepszych tekściarzy w kraju, ale... Ale w sumie to pojechał populizmem na Jarmarku, skończył się na Kill'Em All i w ogóle 1/5, bo w dzisiejszym dyskursie o muzyce rozróżniamy albumy wyłącznie na ch**owe i zajebiste. W to nie wpasuje się i Jarmark - średnia płyta środka - i Europa, solidna płyta środka.

A skoro, w odróżnieniu od nieco bardziej złożonego Jarmarku, Europa składa się z szeregu luźno nawiniętych spostrzeżeń, to ja też parę słów o niej w tym stylu. Dziennik pokładowy:

  • od pierwszego do ostatniego numeru pokaz skilla - i praktycznie to on jest osią całego krążka. Troskę o młodych Polaków Szcześniak zostawił na poprzednim krążku. Nawet gdy całość jest spięta konkretnym tematem, jak w Pieniądzu i terrorze, gdzie szlaja się ponurymi uliczkami metropolii Starego Kontynentu, nawet w lekomańskim Big Pharma, wszystko sprowadza się do popisowych linijek, w których żeni anglicyzmy, slang i kawał porządnej polszczyzny. Żegnam jak trener córkę, szukam gęby jak Ferdydurke, sorki za licealną lekturkę, ale oczy ludzi coraz częściej żółte, jak w Slytherinie idą węże sznurkiem, nie wierzę w magię, jestem Vernon Dursley. Nie wiem, jak wy - ja tam lubię, kiedy raper daje mi piramidę precyzyjnych follow-upów.
  • bardzo duża spójność muzyczna; niby Europa, a rozpięcie pomiędzy Londynem, Toronto, Atlantą... Nieprzebojowo, posępnie, równo, chociaż Grand Prix wędruje do Borucciego za fortecę, na której głębokim beacie nie można było tego położyć.
  • co do Borucciego - te paręnaście polsko-niderlandzkich wersów w Na paryskie getto pada deszcz zaskakująco mocne, aczkolwiek widać, że to dopiero początki; łez i West nowym LEGO-kolego?
  • niestety podpisuję się pod zarzutami Kuby o nietrafione gościnki. Faktycznie broni się tylko Oki, którego śpiewne flow i tradycyjnie nieuporządkowane linijki ładnie leżą na drillach. Bedoes i Szpaku są kuriozalni - nie widzę żadnego argumentu za tym, żeby przyjmować takie zwrotki na ten album. Poza popularnością. Sorry mordy, jeśli topowy wykonawca w tym kraju rzuca na beat: Suko jestem dziki, zabierzemy twoje narkotyki, młody Borek oraz młody Fifi, ślimaki w Paryżu, Berlin – kebab w ryżu, mała, pokaż Dar Pomorza memu koledze z Kairu, to trzeba poważnie zastanowić się, o co w tym rapie nam chodzi i dokąd idziemy. Chociaż w sumie Szpaku odpowiada: Duża pasja w moim domu, gdzie tylko chleb i ser, mam nadzieję, że ten wers na Narodowym przewinę.
  • (ale wiadomo, to taka konwencja)
  • nie jest źle, naprawdę. Nie kłują w uszy drillowe wycieczki, bo Europy konceptualnie słucha się jak przedłużenia Jarmarku - pocztówki z sypiącego się kontynentu, lato'20. O ile tam Szcześniak zdecydował się na publicystykę, bo rapował tylko o Polsce, o tyle tutaj jest snującym się po kolejnych złych dzielnicach miast obserwatorem. Stąd ten wszechobecny mrok i ogień, sprawozdanie spod płonącego Grenfell Tower, z Molenbeeku czy Neukolln. I jeszcze raz - wiadomo, że od tego człowieka wymaga się więcej niż od innych raperów, ale nawet kiedy nie zachwyca, to i tak dostarcza jak niewielu. Warto o tym pamiętać przed przedwczesnym spłukaniem albumu w kiblu. Ta Europa da się lubić.
Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.