A gdyby tak zawsze grać w Miami? Hubert Hurkacz w drodze po życiowy sukces

Zobacz również:Wszystko w cieniu Novaka Djokovicia. Historyczne US Open przed nami?
Hubert Hurkacz
Fot. Mark Brown/Getty Images

Ostatnio w świecie polskiego tenisa mówi się głównie o Idze Świątek. Po wygranym French Open popularność (i ranking) naszej tenisistki wystrzeliła w górę, co oczywiście nie dziwi, jednak sprawiło, że Iga zajmuje znaczną większość przestrzeni medialnej przeznaczonej dla dyscypliny. W jej cieniu jednak coraz lepiej radzi sobie drugi z naszych talentów.

Dla Huberta Hurkacza atakowanie „z drugiego szeregu” nie jest niczym nowym. W juniorach miał koło siebie Kamila Majchrzaka, który osiągał nieco więcej, m.in. wygrał deblowego szlema i zdobył złoto młodzieżowych igrzysk olimpijskich w singlu. Potem wystrzelił w tenisie zawodowym i przez chwilę był najwyżej sklasyfikowanym z polskich singlistów i singlistek. To się oczywiście zmieniło po sukcesie Świątek, jednak wydaje się, że bycie nieco w cieniu sprzyja rozwojowi niezwykle skromnego Huberta.

Bycie w cieniu… i w Miami. Mimo że Hurkacz jest wrocławianinem, to najpopularniejsze miasto na Florydzie jest tym, o którym spokojnie może powiedzieć, że jest jego drugim domem i czuje się tam znakomicie. Widać to zresztą w trwającym właśnie turnieju. Na przestrzeni czterech dni Polak pokonał aż trzech wyżej notowanych rywali – Denisa Shapovalova (numer 11 rankingu), Milosa Raonicia (19) i Stefanosa Tsitsipasa (5). Biorąc pod uwagę to i wagę zawodów (ATP 1000, jeden z najbardziej prestiżowych turniejów w kalendarzu, nie licząc szlemów) – to największy sukces w karierze Huberta. Wygrał już co prawda dwa mniejsze (ATP 250) turnieje w Winston-Salem i Delray Beach, jednak półfinał w Miami to coś więcej niż dotychczasowe osiągnięcia.

Nie można mówić tu o przypadku czy łatwej drabince. Hurkacz gra pewnie i bardzo dobrze, a rywali ma najtrudniejszych z możliwych. Co ważniejsze – w kluczowych momentach wytrzymuje presję i jest w stanie odwrócić losy całego spotkania. Zarówno z Raoniciem, jak i Tsitsipasem, przegrywał już 0:1 w setach i mimo klasy rywali, wygrywał spotkania. W karierze Polaka były momenty, w których nerwy i presja w takich sytuacjach (i przy lepszym przeciwniku) oznaczały koniec meczu. W Miami wygląda to całkowicie inaczej. To inni się denerwują (szczególnie Tsitsipas), a Hurkacz kończy spotkania ze spokojem i w bardzo dobrym stylu. Trudno powiedzieć, czy to zasługa Florydy, czy nie, jednak taką zmianę na lepsze każdy fan Polaka przyjąłby bez zastanowienia.

W półfinale Hurkacz zmierzy się z Andriejem Rublowem, który jest najwyżej notowanym (nr 8 rankingu) z pozostałych w turnieju zawodników. Wydaje się jednak, że w tych zawodach nie ma na ten moment zawodnika, z którym przy dobrej grze nie byłby w stanie sobie poradzić, bo każda kolejna runda tylko to potwierdza. To już największy sukces w karierze Huberta, najwyższy ranking (po turnieju awansuje na minimum 27. miejsce, wcześniej najwyżej był 28.), a to przecież nie musi być koniec.

Jedynie w wielkich szlemach Hurkacz nie może się na razie przełamać i wyjść poza trzecią rundę zawodów. Zawsze trafia na jakiś gorszy dzień albo nie wytrzymuje presji i nerwów, związanych ze stawką turnieju. Miami powinno być jednak sygnałem, że rywal i waga turnieju nie mają już dla naszego najlepszego tenisisty żadnego znaczenia.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Współtwórca audycji NFL PO GODZINACH.