Advantage – Halep. Idze Świątek pozostają… mikstowe przygotowania do igrzysk? (KOMENTARZ)

Zobacz również:Wszystko w cieniu Novaka Djokovicia. Historyczne US Open przed nami?
Iga Świątek
Fot. Mark Metcalfe/Getty Images

W ciągu niecałych dwóch lat Iga Świątek i Simona Halep spotkały się ze sobą aż trzy razy w turniejach wielkoszlemowych, dzięki czemu nawiązały bardzo ciekawiącą nas rywalizację na najwyższym tenisowym poziomie. W ostatniej jej odsłonie lepsza była Rumunka, co wysuwa ją na prowadzenie, a Polkę pozostawia w mikstowej parze z Łukaszem Kubotem. Długofalowo może być to dla polskich kibiców bardzo owocne.

Świątek i Halep nie tylko rozegrały wszystkie swoje spotkania w zawodach wielkoszlemowych, ale w dodatku za każdym razem była to czwarta runda. Jednak dotychczas (w obu przypadkach we French Open) były to mecze jednostronne, nawet jeśli różniła się zwyciężczyni. Teraz – jak na rozstrzygający chwilowo rywalizację mecz przystało – oglądaliśmy znacznie bardziej wyrównane spotkanie. Trzy sety, powrót Rumunki po przegranym pierwszym – dla neutralnego kibica to było naprawdę ciekawe spotkanie.

Dla nas też, jednak z niekoniecznie ciekawym zakończeniem. Warto jednak przypomnieć, że po drugiej stronie stała zwyciężczyni dwóch szlemów, była liderka rankingu i aktualna druga rakieta świata. Tymczasem odbiór tego spotkania możemy uznać za sygnał, jak pozycja Igi urosła w oczach ekspertów i kibiców. „Gdyby zagrała na swoim poziomie, to pewnie byłby ćwierćfinał”, „Igę stać na więcej i na pewno jeszcze nie raz to obejrzymy” – niezależnie od tego, czy to trafna analiza (Halep grała naprawdę dobrze i to zmusiło Igę do większego ryzyka, stąd też i więcej błędów niż zazwyczaj), to fakt, że mówimy w ten sposób o nastolatce jest fenomenem w skali polskiego tenisa, a pewnie i całego sportu. Zwycięstwem na kortach Rolanda Garrosa Iga wpisała się do czołówki światowego tenisa i mimo że zajmie jej jeszcze trochę czasu, zanim się do w tej czołówce ustabilizuje (bo potencjał na to ma oczywisty), to już widzimy tego efekty.

Budującym jest fakt, że w sytuacji, gdzie po French Open wielu kibiców miało rozbudzone apetyty, porażka Igi… nie przyniosła hejtu. Głosy wsparcia, zrozumienie, kto stał po drugiej stronie siatki, a przede wszystkim brak tekstów mówiących o tym, jak to Iga „się skończyła”, jak zawaliła mecz (z tym że Internet użyłby mocniejszych słów) i inne epitety, które oczywiście byłyby absurdalne i nikt nie wziąłby ich na poważnie, jednak widujemy je często po różnych sportowych sytuacjach. Największą obawą, jaką mieli fani tenisa po wielkoszlemowym zwycięstwie polskiej tenisistki był fakt, że na Igę przy każdej możliwej okazji będzie nakładana zdecydowanie zbyt duża presja, a tenis jest sportem porażek. Nawet najlepsi tenisiści na świecie większą liczbę turniejów w sezonie przegrywają, niż wygrywają i na to – również w przypadku Igi – trzeba się przygotować. W tym Australian Open trzeba się pogodzić z opcją numer jeden.

To jednak nie koniec emocji z udziałem Świątek w tym turnieju. Pozostał jeszcze mikst, w którym gra w parze z Łukaszem Kubotem (też odpadł już w deblu), co daje nam małą zapowiedź tego, co może zdarzyć się na igrzyskach olimpijskich w Tokio (o ile się odbędą, https://newonce.sport/artykul/times-mowi-nie-japonczycy-byc-moze-co-z-tymi-igrzyskami-komentarz). Pomysł na miksta Świątek/Kubot pojawił się jeszcze przed wielkoszlemowym zwycięstwem naszej młodej gwiazdy, jednak wtedy nie wiadomo było, czy ranking na to pozwoli. Do miksta bowiem nie ma oczywistych zasad kwalifikacji. Dane reprezentacje mogą zgłaszać swoje duety, które potem są oceniane pod kątem rankingów. Kombinacje najwyższych rankingów obu osób (albo z singla, albo z debla) dają wynik, który jest potem porównywany z innymi duetami. Oczywiście im niżej, tym lepiej, a 32 najlepsze duety zagrają w turnieju olimpijskim. Aktualny ranking naszej pary (Świątek jest siedemnasta w singlu, Kubot będzie około dziesiątego miejsca w deblu) bezsprzecznie da jej miejsce w Tokio. Jak jednak będzie to wyglądać na korcie?

Miksty mają to do siebie, że często nawet dwa najmocniejsze możliwe nazwiska nie muszą razem zadziałać. W przypadku Świątek i Kubota widać jednak światełko w tunelu. Grywali już wspólnie (co ciekawe – zawsze w Australian Open, to ich trzeci wspólny turniej), w dodatku Kubot to nie singlista, a stary wyjadacz gry podwójnej. Dokładając do tego Igę, której styl do debli i mikstów może całkiem nieźle pasować – mamy parę, którą chce się oglądać. W dodatku na igrzyskach znacznie częściej oglądamy pary, które na co dzień ze sobą nie grywają z jednego z dwóch powodów – nie grają miksta, bo jedna lub obie osoby są topowymi singlistami albo grają je z partnerami z innych krajów, z którymi na igrzyskach wystąpić nie mogą. Dzięki temu mikst jest na tyle loteryjną konkurencją, że samo wysłanie tam swojej dwójki może dać sporo emocji.

A nasza w teorii wygląda znakomicie – w końcu ile krajów będzie mogło wystawić mikst złożony z dwóch osób z wielkoszlemowymi tytułami?

1

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Współtwórca audycji NFL PO GODZINACH.