BYŁ SOBIE FUTBOL. Nie ma takiego grania! Król Edward nie lubi futbolu. Anglia mówi „nie” brutalnej grze

Zobacz również:Od ligi więziennej po mundial. Nelson Mandela i jego ciernista droga, w której sport jest największą nadzieją
medieval-football-1.jpg

Król Edward III wydał dekret i nie było pola do dyskusji. Futbol i inne aktywności ludu są od dziś, czyli dnia 12 czerwca 1349 roku, stanowczo zakazane. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje, według króla, kraj jest odciąganie społeczeństwa od... łucznictwa. Przecież grą w piłkę nie zwycięży się żadnych wojen.

Chyba po raz pierwszy doświadczamy sytuacji, w której piłkarskich meczów po prostu nie ma. Nasze weekendowe rytuały się ulotniły, zamiast podziwiać gole Cristiano Ronaldo i Mohameda Salaha, sprawdzać jak poszło reprezentantom Polski w ich klubach, czy emocjonować się walką o tytuł w ekstraklasie, czekamy. I nie wiemy, jak się do tej sytuacji odnieść, ani jak długo potrwa. Futbol na przestrzeni wieków przechodził różne kryzysy, jednak jako dyscyplina, która przyciąga tłumy na trybunach teraz płaci cenę najwyższą z możliwych – został zakazany, zepchnięty na margines. I okazuje się, że nie jest to nowa sytuacja.

ZDZIESIĄTKOWANI PRZEZ CZARNĄ ŚMIERĆ

Kolebka dyscypliny, Anglia. W 1349 roku łucznictwo było na topie. W dobie wojen ludność miała opanować je do perfekcji. Każda inna dyscyplina wydawała się królowi stratą czasu. Zwłaszcza w okolicznościach zarazy, która dziesiątkowała ludność w Europie i bardzo mocno uderzyła w Anglię – Czarnej Śmierci. Tak pisał o niej Geoffrey Baker w „Chronicon Angliae”: „W siódmym roku po swoim początku, przybyła do Anglii i na początku zawędrowała do miast i portów łączących się z wybrzeżem morskim w Dorsetshire, gdzie, podobnie jak w innych krajach, uczyniła okolicę całkowicie bezludną, a więc nikt nie pozostał przy życiu… Pomimo odległości, przybyła do Gloucester, podobnie jak do Oksfordu i Londynu, wreszcie rozpowszechniła się po całej Anglii, tak że […] przeżyła tylko co dziesiąta osoba”.

Europa była demolowana przez Czarną Śmierć. Za jej początek miała odpowiadać pałeczka dżumy, wywodzącej się od pcheł, które pasożytowały na gryzoniach. Zaczęło się w 1347 roku od Sycylii, gdzie przybyła z Dalekiego Wschodu. Historycy twierdzą, że jako transportu użyła genueńskich galer. Tak jak dziś Włochy zabija koronawirus, tak Czarna Śmierć zdobywała kolejne punkty na mapie – Genuę, Wencję, Pizę, potem inne miasta i kraje: Marsylię, Portugalię, Hiszpanię, wdzierając się coraz śmielej w kontynent.

Brytyjska armia była zdziesiątkowana przez pandemię. Nic dziwnego zatem, że król nie był skory do przymykania oka na rozrywki. Szczególnie, że futbol w średniowieczu nie wyglądał tak jak obecnie. Brakowało jasnych reguł, natomiast jedno było znakiem szczególnym – liczba uczestników. Tłum mężczyzn napierał na drugi, zazwyczaj pochodzący z innego miasta lub wsi, próbując przetransportować świński pęcherz robiący za piłkę do... kościoła przeciwnika. Drużyny liczyły tysiące zawodników, a bramki (bramy kościoła) mogły być oddalone od siebie o dalekie mile. Wszystko odbywało się w skrajnym chaosie. Normalną praktyką były przy tym przemoc fizyczna, niekiedy dochodziło nawet do zabijania zawodników. Historycy podkreślają, że przypominało to mini-wojny.

LATA ZAKAZÓW

Można więc wysnuć teorię, że król chciał dbać o swoich podwładnych. I nie był w tym pierwszy. Edward II, jego poprzednik, zakazał tego krwawego sportu na ulicach Londynu trzy dekady wcześniej, a następca, Ryszard III, walczył z futbolem w końcówce tamtego stulecia. Dekret Edwarda III zaginął, ale zachowały się kolejne, które jasno mówiły o tym, że kara więzienia grozi za kopanie piłki, rzucanie jej, podobnie jak kamieni, drewna, czy żelastwa. Zakazane był też hokej, walki kogutów i inne atrakcje.

mob-football.jpg

Edward III stworzył jedną z najpotężniejszych armii w Europie, rządy twardej ręki przydały się z pewnością i pokazał m.in. francuskim władcom, jak egzekwuje się prawo. Nad Sekwaną bowiem również walczono ostro z ulicznym futbolem tłumów. W Anglii, co z dzisiejszej perspektywy ich uwielbienia do dyscypliny wydaje się absurdalne, widziano w grze w piłkę samo zło. Rozwrzeszczane ulice, uszkodzenia ludzkich ciał i budynków. Trwało to zresztą dość długo, bo jeszcze w 1608 roku z „plagą” futbolu próbowano sobie poradzić m.in. w Manchesterze. Cierpiało na tym mnóstwo osób, proceder przeszkadzał w normalnym funkcjonowaniu miasta. Przez kolejne stulecia raz na jakiś czas ktoś próbował powiedzieć futbolowi „stop”, dopóki nie zyskał on ludzkiej twarzy, reguł i nie stał się cywilizowaną grą.

W 1835 roku uderzono w uliczną piłkę. Wynikało to z dziwacznego upodobania niektórych do gry na ulicach, dosłownie, ale tych najbardziej ruchliwych. Chodziło o główne arterie komunikacyjne. Każdy, kto kopał piłkę na drodze publicznej, podlegał karze grzywny – 40 szylingów. I tak lepiej niż w średniowiecznej Francji, gdzie pewien biskup groził zawodnikom... ekskomuniką.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz Canal+. Miłośnik ligi angielskiej, która jest najlepsza na świecie. Amen.