Co kariera Dawida Kwiatkowskiego mówi o polskim słuchaczu?

Concert Audience
Mick Hutson/Redferns/Getty Images

Ani się obejrzymy, a za chwilę wyjdzie na to, że ten chłopak z Gorzowa jest już z nami od dekady. A miał być tylko na chwilę.

W końcu na początku kariery wielu spoglądało na niego jak na polski odpowiednik pewnego popularnego Kanadyjczyka. Tymczasem Dawid Kwiatkowski zadebiutował w pierwszej połowie kończącego się właśnie dziesięciolecia i przez to miał sporo szczęścia. Trafił bowiem na moment przełomowy: YouTube wypierał coraz mocniej chylące się ku upadkowi muzyczne telewizje, a social media - prasę, która przez lata pomagała się wybijać podobnym mu młodym, popowym gwiazdom.

I wykorzystał te przemiany w stu procentach. Od początku kariery Kwiatkowski zwracał mocną uwagę na karierę YouTube'ową. Jego single Biegnijmy i Na zawsze były jednymi z pierwszych dużych polskich przebojów serwisu; łącznie do dziś wykręciły ponad 25 milionów wyświetleń. Pamiętajmy też, że to jeszcze nie były czasy odtwarzania wideoklipów na telefonach. A sam Kwiatkowski jeszcze przed podpisaniem oficjalnego kontraktu z wytwórnią nagrywał covery specjalnie pod YouTube.

Równie mocno aktywny był na Instagramie (1.2 mln obserwujących!), Snapchacie i Twitterze. Jako jeden z pierwszych polskich artystów zrozumiał, że wybicie się w tych mediach gwarantuje mu rozgłos. Ale Kwiatkowski wyprzedził też czas pod nieco innym względem. Jeszcze zanim Facebooka opanowały tematyczne grupki, jemu już udało się zgromadzić wokół siebie armię Kwiatonators, czyli młodych członków fanklubu Dawida Kwiatkowskiego. Oczywiście, swoje fandomy mieli już młodzi popowi wykonawcy z lat 80. i 90., ale wtedy wszystko działo się... listownie. Kwiatonatorsi mieli za to potężny oręż w postaci internetu. Oraz specjalnych obozów, na których spotykali się ze swoim idolem; Dawid Kwiatkowski był również pierwszy i w tej dziedzinie.

Bycie gwiazdą łączącą pokolenia - ze względu na uniwersalność Kwiatkowskiego słuchali młodzi, ich rodzice, a nawet dziadkowie - sprzyjało rozpoznawalności. Nic dziwnego zatem, że wokalista stał się łakomym kąskiem dla reklamodawców. Aktualnie jest twarzą jesiennej kampanii marki PLAY na kartę, skierowanej przede wszystkim do tych, którzy smartfonów używają przede wszystkim do jak najczęstszych łączeń z siecią; często nawet zastępując komputer tym podręcznym urządzeniem. Darmowe 100GB na start do końca roku dla wszystkich, którzy przejdą do PLAY na kartę - starczy na przypomnienie sobie jego wszystkich klipów. Po kilkadziesiąt, albo i kilkaset razy. Sam Kwiatkowski, jako osoba, która karierę zbudowała właśnie na przemyślanych działaniach w sieci, pasuje tu jak ulał. Bez internetu nie byłoby Dawida Kwiatkowskiego? Tego nie wiemy. Ale w internecie od lat jest go bardzo wiele. Przez prawie dekadę jego nazwisko jest rokrocznie jednym z najczęściej wyszukiwanych w kategorii "muzyka", co w erze internetu znaczy bardzo, ale to bardzo wiele.

No właśnie, muzycznie zmieniał się przez lata, co zresztą jest procesem zupełnie naturalnym; przecież facet 25-letni nie może śpiewać o tym samym, o czym śpiewa 15-latek. Nagle w tekstach Kwiatkowskiego zaczęły pojawiać się tematy poważne: zdrada, uzależnienia, problemy z samym sobą. Swoje zrobił też rosnący bagaż doświadczeń; Kwiatkowski nie ukrywał, że nie był święty. Musiałem postawić granice, bo było ciężko. Ja też jestem człowiekiem, nie wyglądam tak jak na wszystkich koncertach, gdy o siódmej wychodzę z psem. Kiedyś obudziłem się nad ranem w hotelu w pokoju i nade mną stało pięć fanek. Tam była jakaś impreza, chyba urodziny. Zostałem obudzony. Nade mną były flaszki i fajerwerki, dosłownie...Byłem tak wkurzony, a z drugiej strony nie mogłem w to uwierzyć! Do tego były ze mną robione zdjęcia, jak spałem... Zeschizowałem. Przez dwa tygodnie byłem zdania, że kończę karierę. Nie chciałem z show-biznesem mieć nic wspólnego - mówił w rozmowie z magazynem Gala.

Ale udało mu się utrzymać fanów przy sobie, co też nie jest proste - zapytajcie o to inne młodzieżowe gwiazdy sprzed lat. Kwiatonatorsi dorastali razem z nim i wydaje się, że to jest ważnym, choć niezauważanym plusem twórczości Kwiatkowskiego. Ten chłopak po prostu zainteresował rzesze małolatów muzyką samą w sobie. Zaczynali od niego, a później płynnie przeszli do poznania innych gatunków.

I tego nie mogą mu odmówić nawet najwięksi krytycy.

tekst powstał przy współpracy z marką PLAY

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.