Startuje naprawdę za moment. Niedziela, 8 listopada, godzina 12. Słuchamy!
Dzień nieprzypadkowy, bo Makłowicz był przez lata tak nieodłącznym elementem niedzieli, jak babciny rosołek. Zresztą to wszystko się ze sobą łączy, skoro jego programy oglądaliśmy za małolata, z rodziną, przy albo po obiedzie. Z jego anegdotek uczyliśmy się historycznych faktów, niektórzy nawet zaskakiwali nimi swoje nauczycielki, a sympatyczny pan Robert pokazywał przy tym, że szama niejedno ma imię.
Ale czy tak lubimy go tylko za to? Niekoniecznie.
Sympatia
Ten człowiek wzbudza z automatu ogromną sympatię. Wygląd, głos, styl bycia, sposób mówienia, wszystko. Wyobrażacie sobie Roberta Makłowicza, jak na kogoś wrzeszczy? Albo przeklina? My widzimy to tak: mecz, przeciwnik strzela gola, wszyscy rzucają mięsem, a pan Robert rzuca: do stu tysięcy beczek skisłych śledzi, ośle dardanelski, idźże ty do diabła! Czy jakoś tak. Pocisk, ale taki, że sam obdarowany pewnie by się z tego cieszył.
To także czynnik, który przez blisko 20 lat przyciągał przed telewizory wszystkich Polaków, niezależnie od wieku. I odpowiedź na pytanie, dlaczego jako jedna z naprawdę niewielu starszych osobowości medialnych jest tak popularny wśród generacji Z. Makłowicz jest jak przeniesiony z innego, lepszego świata, gdzie zamiast hejtu ludzie posługują się inteligentnymi prztyczkami, a dowcip nie jest tożsamy z pato-żarcikami. A przy tym nie ma w sobie nic z nosacza, zrzędzącego, że kiedyś to, kurła, było.
Wiedza
Podobno często bywa brany za kucharza, chociaż nigdy nim nie był; to dziennikarz i krytyk kulinarny, który studiował prawo i historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po prostu zawsze lubił zjeść. A że umiał też opowiadać o kuchni, łącząc z nią inne swoje pasje, to nic dziwnego, że robiły się z tego świetne historie. Dlatego Makłowicz stał się tak szybko gwiazdą medialną. Miał też farta, że zaczynał w latach 90., dekadzie, kiedy do telewizji brali przede wszystkim nieszablonowe postacie, które miały coś do powiedzenia. No i nie było wówczas sieci, dlatego wszyscy byli na tę telewizję skazani. Pokazaliście się w niej kilka razy - gratki, będziecie rozpoznawani do końca życia. A Robert Makłowicz był w niej blisko 20 lat.

Kuchnia
Nie każdy lubi sport. Nie wszyscy muszą interesować się filmami czy serialami, o muzyce już nie wspomnimy. Moda? Większość ma ją wiadomo gdzie. Ale każdy, absolutnie każdy, jest przynajmniej w jakimś stopniu zainteresowany kulinariami. Z prostej przyczyny: jeść trzeba zawsze.
Inna sprawa to taka, że wielu z nas ma dwie lewe ręce do gotowania, a najlepiej wychodzi nam pizza na telefon. I wtedy pojawia się on, Robert Makłowicz, przewodnik po dziwacznym świecie kuchni. Od innych krytyków kulinarnych i kucharzy różni się tym, że opowiada o jedzeniu przez pryzmat innych rzeczy, najczęściej oczywiście historii. Tu nie ma sztampy, że kroimy brukselkę, szczypiorek, wstawiamy wodę i smacznego. Historie Makłowicza wchłania się jak pasjonującą lekturę, w której jedzenie tylko pozornie jest na pierwszym planie. Może i nowa gwiazda newonce.radio wybrała sobie zainteresowanie mainstreamowe, ale na pewno opowiada o nim inaczej niż wszyscy.
Zresztą o jego rozległych pasjach posłuchacie w audycji Od punk rocka do Bartóka, która od niedzieli, 8 listopada, znajdzie stałe miejsce w ramówce newonce.radio. Czego słucha Robert Makłowicz i dlaczego warto o tym posłuchać? Nie zaczyna od punk rocka, ale na pewno dojdzie do Bartóka. Zapraszamy ON AIR w każdą niedzielę o 12:00. Tematem pierwszej audycji będzie jesień. O dobry balans w programie dba marka New Balance.
A poza tym również 8 listopada ruszamy z nowym planem zajęć na niedzielę! O tym, że o godzinie 12 posłuchacie programu Roberta Makłowicza, już wiecie. O 14 Kuba Przygoński, Hubert Jaskólski i audycja Jedźmy gdzieś, o 16 Rap Kalendarium Mike'a Kicksa, o 18 Kolekcje Lecha Podhalicza, a o 19 The Very Polish Radio Bistiego. W przyszłym tygodniu do tego składu dojdzie jeszcze jeden, tajemniczy program. A tak w ogóle to słuchajcie nas przez cały tydzień.
