Fokus: „Pamiętajmy, że na świecie dzieją się też rzeczy pozytywne” (WYWIAD)

BETRUE_PRO
BETRUE_PRO

„Dziś można skopiować mój wizerunek, mój głos i mój sposób składania rymów, więc staram się żyć tak, jakbym już stracił pracę” – wyznaje nam Fokus, z którym rozmawiamy też o zmianach, które zaszły w jego życiu. Jak sam przyznaje, nie chce się już tylko ślizgać po powierzchni.

Jakiś czas temu pisałeś na Instagramie, że obchodzisz swój pierwszy Dzień Taty. Jak odnajdujesz się w roli ojca?

To nie jest sytuacja, która mnie zaskoczyła, bo przygotowałem się do tej roli. Przede wszystkim czuję, że zrobiłem przestrzeń do bycia ojcem. Poukładałem sobie życie i głowę. Musiałem trochę wydorośleć, przestać prowadzić młodzieżowy tryb życia, zrezygnować ze starych przyzwyczajeń i stać się osobą, która potrafi przyznać się do błędu, przeprosić i ponieść konsekwencje.

Pamiętasz moment, kiedy uznałeś, że rezygnujesz z dotychczasowego życia?

Myślę, że wszystko zaczęło się od kilkumiesięcznego ciągu alkoholowo-narkotykowego. W pewnym momencie przestałem sobie radzić i poszedłem po pomoc. Dziś nie czuję potrzeby powrotu do starego życia. Udało się, ale kosztowało mnie to dużo pracy.

Byłeś gościem, który miał problem z proszeniem o pomoc?

Nie miałem z tym żadnego problemu. Pewnie trochę bałem się otworzyć w niektórych tematach, ale z drugiej strony podskórnie czułem, że otworzenie się przed fachowcem, którego zadaniem jest niesienie pomocy, było dla mnie oczyszczające. Podszedłem do tego pragmatycznie. Wiedziałem też, że samo pójście po pomoc niczego nie kończy. Prawdziwa praca zaczyna się później, w codziennych decyzjach.

Pytam o to, bo nawiązuję do planszy z napisem: „Nie bój się prosić o pomoc”, która pojawiła się na końcu teledysku do utworu „Diamenty”.

Za akcję odpowiada fundacja zajmująca się pomocą młodzieży przechodzącej trudne chwile. „Diamenty” narodziły się z dokładnie w tym samym celu. Uznaliśmy z Rahimem, że chcemy poruszyć problem, o którym wciąż mówi się za mało. Wielu młodych ludzi gubi się w pędzącej i szalonej rzeczywistości. Nie mają punktów odniesienia, bo wszystko zaczyna być względne. A ponieważ sami kilka razy pogubiliśmy się w życiu i byliśmy zmuszeni po omacku szukać odpowiedzi w różnych miejscach, uznaliśmy, że warto wskazać jedną z dróg, którym naprawdę można zaufać. Mam na myśli ludzi, którzy zawodowo pomagają innym, poświęcili temu swoje życie i wiedzą, co robią.

Tobie jeszcze zdarza się wątpić w to, że świat jest dobry?

Nawet dzisiaj mi się to zdarzyło. W takich momentach przypominam sobie, że wartość życia i świata często wyznaczamy sami. Jeśli stworzy się wokół siebie środowisko, które daje dobro, ciepło i miłość, to świat naprawdę zaczyna taki być. Wtedy można przekazywać to dalej. Kiedy jednak człowiek jest zagubiony, nie ma do czego się odnieść. Nie wiadomo, co jest ważne, a co nie. Dlatego postanowiliśmy pokazać pewien kierunek: idź do specjalisty. Nie masz nic do stracenia. Po prostu spróbuj zacząć walczyć o siebie, a cała reszta z czasem się rozjaśni.

Ostatni raz rozmawialiśmy w momencie, kiedy chyba panował jeszcze u ciebie mrok. W wywiadzie mówiłeś mi rzeczy w stylu: „Facet jest tak zaprogramowany, że jeśli go ktoś nie przytemperuje, to będzie tak długo napierdalał, aż się rozjebie o ścianę”. Ty byłeś blisko tego rozjebania się o ścianę?

By nie powiedzieć, że już się rozjebałem. Niewiele brakowało, żebym przestał sobie radzić i żeby nic nie było w stanie mi pomóc. W kluczowym momencie nastąpiła u mnie śmierć ego i rozpoczął się proces indywiduacji. Zrozumiałem, że muszę poskładać siebie na nowo, ale już bez tych starych masek. Tylko że nie jestem osobą, która robi z tego aferę. To prywatna sprawa. Mogę jedynie pokazać, że nawet po takim upadku da się wziąć odpowiedzialność i zacząć budować życie od nowa.

Powiedziałeś mi wtedy też: „Wiem, że kilka rzeczy jest już nie do zrobienia, są nieosiągalne”. Nadal tak uważasz?

To są rzeczy związane z młodością – z posiadaniem dużej ilości czasu, eksperymentowaniem czy gromadzeniem kapitału. Może powinienem był już wtedy inwestować pieniądze, zamiast je rozpierdalać. Obecnie pozostaje mi to po prostu zaakceptować. Nie cieszę się ze wszystkiego, co zrobiłem. Akceptuję jednak, że to się wydarzyło i staram się nie zmarnować lekcji, które z tego wynikają. Jednocześnie to, co zrobię jutro, jest dla mnie ważniejsze niż to, co wydarzyło się kiedyś. Do swojego życia podchodzę bardziej strategicznie.

Czego się o sobie dowiedziałeś w ostatnich miesiącach, latach?

Głównie tego, że nie muszę się obwiniać ani patrzeć na niektóre sytuacje jak na coś zmarnowanego. W tamtym czasie byłem inną osobą i działałem, mając do dyspozycji inne narzędzia, innych ludzi wokół siebie. Przebywałem w innym środowisku, miałem inne cele i inną perspektywę. Największą ulgę przyniosło mi zrozumienie, że nie muszę sobie tego wszystkiego zarzucać ani czuć się winnym. To były lekcje, z których wyciągnąłem wnioski. Z perspektywy czasu widzę, że ludzie wokół mnie również ponosili koszty moich wyborów. Tam, gdzie mogłem coś naprawić, starałem się to zrobić. Nie chcę sam sobie wystawiać oceny za tę przemianę. Jeżeli najbliżsi nie widzieliby jej w codziennym życiu, moje słowa nie miałyby większej wartości. Teraz wiem, na czym mi zależy i co chcę robić. Ważne jest, żeby zrozumieć, co chce się usunąć ze swojego życia, żeby zrobić miejsce na to, co naprawdę powinno w nim zostać. Zdobyłem trzeźwy osąd i nowe spojrzenie na swoje życie.

Jakich rzeczy chciałeś się pozbyć?

Nadal nad tym pracuję, ale na pewno chodzi o moje zbyt emocjonalne reakcje. To pozostałość po sinusoidzie z używek. Nie twierdzę, że emocje są czymś złym. Chodzi raczej o to, że między przyczyną a reakcją zbyt często dochodzą do głosu moje stare schematy. Chcę się przeprogramować tak, żeby być lepszym człowiekiem. Jeżeli reaguję za ostro, nie chcę zasłaniać się charakterem ani przeszłością. Muszę umieć wrócić, przyznać się do błędu i naprawić sytuację. Wymaga to skupienia i rozwijania metakognicji – muszę być obserwatorem własnego umysłu, żeby wyłapywać te momenty, zanim one przejmą nade mną kontrolę. Dzisiaj bardziej interesuje mnie to, czy potrafię zauważyć własny schemat i zareagować inaczej niż kiedyś. Wszystko i tak wychodzi później w praktyce. To trochę jak z samochodem – jeśli chcesz zostać dobrym mechanikiem, kup auto, rozłóż je na części pierwsze, a potem złóż z powrotem. Ja też musiałem przejść taki proces.

Gdzie więc obecnie jest ten bezczelny i arogancki Fokus?

Nie muszę już nikomu niczego udowadniać i to przerodziło się w pewność siebie. Nie rozsypuję się, kiedy ktoś pokazuje mi, że nie mam racji. Nie oznacza to jednak, że jestem pewny siebie na każdej płaszczyźnie w takim samym stopniu. Nie czuję, że muszę naprawiać w sobie wszystko. Jeśli jednak jakaś moja cecha krzywdzi innych albo niszczy relacje, nie mogę jej ignorować. Poza takimi sytuacjami wolę inwestować energię w swoje mocne strony. Chciałbym rapować jeszcze bardziej technicznie i pisać częściej, bo sprawia mi to przyjemność. Udowadnianie czegoś innym jest domeną młodych wilków. Stare wilki mają już ugruntowaną wiedzę wynikającą z bagażu doświadczeń i nie mają tylu powodów, żeby się napinać. Been there, done that.

Fokus
@tomaszbohm

Naprawdę czujesz się już starym wilkiem?

Chopie, ja mam już 46 lat.

To przecież tylko PESEL.

Przypuszczam, że i tak hip-hop mocno mnie odmłodził. To ciągłe przebywanie w tym środowisku, granie dla ludzi młodszych ode mnie, jeżdżenie na koncerty, chodzenie do studia... To zupełnie inny sposób życia niż ten, który prowadzi 90 procent społeczeństwa pracującego na etacie.

Co nie oznacza, że ta wasza robota jest pozbawiona stresu i niemiłych sytuacji.

Owszem, ale w jakiś sposób jest piękne, że tak mogę. Nie muszę iść głównym nurtem i mogę smakować życie w zupełnie inny sposób. To wciąż daje mi dużo wolności, którą doceniam, choć też i samotności, bo pojawiają się problemy, które są zrozumiałe tylko przez innych artystów.

Jak radzisz sobie ze stresem związanym z koncertami?

Stawiam sen jako priorytet. Ćwiczę, pływam, dużo czytam. Hobbystycznie jestem DJ-em, więc siłą rzeczy słucham dużo różnej muzyki. Staram się spędzać jak najwięcej czasu z rodziną. Wydaje mi się, że to ogrodzenie mojego świata, które stworzyłem, daje mi wystarczająco dużo satysfakcji. A jeśli mam ochotę wyjść ze strefy komfortu, zawsze znajdę na to sposób. Ale, ponownie, nie muszę niczego robić na siłę.

Zaciekawił mnie ten wątek didżejski.

Czasem grywam w klubach ciężki drum and bass, ale rzadko akceptuję zaproszenia, głównie dlatego, że imprezy odbywają się zazwyczaj w weekendy, a wtedy najczęściej jesteśmy w trasie. Jeśli jednak ktoś mnie zaprosi i akurat mam wolny termin, to zawsze chętnie.

To opowiedz jeszcze o książkach. Jaką literaturę preferujesz?

Czytam głównie podręczniki. Staram się zbudować bibliotekę dźwigni umysłowych, które w jakiś sposób usprawnią pracę mojego umysłu, pozwolą mu działać sprawniej i przyswajać więcej wiedzy w bardziej przystępny sposób. W tym momencie jestem na etapie przebudowy i cofnięcia się do fundamentów, dlatego, że interesuje mnie, jak działa świat, wszechświat, życie, człowiek i jego psychologia. Szukam przede wszystkim źródłowych publikacji, które opisują podstawowe mechanizmy rządzące tymi zjawiskami. Mocno rezonuje ze mną to, co uważał Sokrates, że życie bez jego zgłębiania nie ma sensu. Nie chcę się już tylko ślizgać po powierzchni.

Wobec tego jak działa ten współczesny świat?

Jesteśmy na granicy zaburzenia priorytetyzacji informacji, co mocno wpływa na nasze życie. Na Tik-Toku możesz znaleźć coś ważnego, a sekundę później trafić na kompletną głupotę. Mózg automatycznie uznaje wtedy, że obie te informacje mają podobną wagę, choć oczywiście tak nie jest. To sprawia, że cały hałas informacyjny wokół nas zostaje spłaszczony do jednej wspólnej średniej i bardzo trudno wyłowić z niego rzeczy naprawdę ważne. Myślę, że to idzie na rękę dzisiejszym władcom, czyli korporacjom, które w jakiś sposób nad nami panują. Mam wrażenie, że rządy – poza cyrkami i fikołkami, które odstawiają – są tak naprawdę podporządkowane tym ogromnym przepływom finansowym. Jak zwykle jesteśmy zaganiani dezinformacją jak stado owiec i co jakiś czas obcinani z pieniędzy przez proste odwrócenie naszej uwagi.

Dlaczego ludzie wciąż nabierają się na te triki?

Jeżeli patrzymy na świat jak na system, to wszystkie rzeczy, które się z niego wyłaniają – strony polityczne, wpływy czy system subskrypcyjny, który coraz bardziej się upowszechnia i z którym niewiele można zrobić – są jego właściwościami. Teraz na przykład słyszymy o zapaści branży gamingowej, ale też o kryzysie Hollywood. To wszystko wynika z tego, jak działa cały system. Można na niego reagować właściwie jedynym narzędziem, jakie mają ludzie, czyli ruchami społecznymi. Problem w tym, że takie ruchy często kończą się tym, że zostają doprowadzone do z góry określonych rezultatów. Zauważ, że jakikolwiek oddolny ruch, również na naszym podwórku, z czasem doczekuje się liderów, którzy pojawiają się jakby znikąd i zaczynają mówić, w jakim kierunku protest ma zmierzać. Wygląda to tak, jakby władza już na tym etapie trzymała nas za mordę. Niestety nie znam rozwiązania tego problemu i nie jestem osobą, która na tym etapie chciałaby zmieniać świat. Przeczuwam jednak jedną bardzo ważną rzecz, która może wydarzyć się w ciągu najbliższych kilku lat. Oczywiście mogę się mylić, więc oddzielmy fakty od tego, czego się obawiam.

Czyli?

Bardzo potężny wstrząs, który podważy podstawy tego, w co dziś wierzymy i co uznajemy za pewnik. Chodzi mi o sztuczną inteligencję. Zostaną podważone podwaliny tego, jak wydaje nam się, że funkcjonuje świat. Weźmy na przykład samą ideę pracy, pieniądza, czy edukacji, choć będzie to miało wpływ na absolutnie każdą dziedzinę życia. Praca jako taka może przestać istnieć, bo okaże się, że roboty i sztuczna inteligencja są w stanie wykonywać ją za ludzi. Tylko po co będzie wtedy wykonywana? Kto będzie za nią płacił, skoro ludzie nie będą mieli pracy i nie będą zarabiać pieniędzy? Może dojść do załamania części ekosystemu, który znamy dzisiaj. Pojawia się mnóstwo podobnych znaków zapytania. Spójrzmy na wspomnianą edukację. Po co masz chodzić do szkoły, skoro wiedza całego świata jest w modelu AI w twoim telefonie? Takich nowych paradoksów wyłania się coraz więcej, jesteśmy na progu bardzo poważnych zmian. Mówiąc o tym, nie twierdzę, że edukacja nie ma sensu – wskazuję po prostu na hipotetyczny kierunek, w którym być może idzie świat dzięki rozwojowi AI, do którego musimy się jakoś dostosować. Porównałbym je do rewolucji, jaką było upowszechnienie elektryczności albo rozszczepienie atomu. Tylko że problem polega na tym, iż systemy AI są już wykorzystywane do rozwijania kolejnych modeli, projektowania nowych chipów i przyspieszania badań, więc prędkość tej zmiany może przyspieszać wykładniczo. Nie chcę straszyć, ale uważam, że trzeba się na to przygotować.

W jaki sposób?

Chyba trzeba się zabezpieczyć finansowo, chociaż nie wiadomo, czy finanse w ogóle przetrwają tę zmianę. Może kruszce? Trzeba zdobywać wiedzę, nauczyć się krytycznego myślenia i zdobyć umiejętności, które nie były aż tak potrzebne jeszcze trzy lata temu. Trzeba to robić teraz, by się przygotować na nadchodzące zmiany, bo one będą następowały bardzo szybko i bardzo nierówno. Będą wywoływały duże niepokoje na skalę lokalną i globalną. Liczę na to, że to będzie okres przejściowy i w pewnym momencie się ustabilizuje, tylko nie wiemy, w jaki sposób, bo chyba po raz pierwszy jako ludzkość nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co się stanie. Zostanie nam odebrany medal najinteligentniejszego gatunku na planecie.

Jako raper i autor tekstów, boisz się, że za chwilę nie będziesz miał pracy?

Dziś można skopiować mój wizerunek, mój głos i mój sposób składania rymów, więc staram się żyć tak, jakbym już teraz stracił pracę. Zawsze przywołuję tu „Kongres” Lema i jego świetną ekranizację. Jednocześnie mam nadzieję, że ludzie nadal będą chcieli doświadczać czegoś prawdziwego w coraz bardziej zafałszowanym świecie i nie przestaną chodzić na koncerty, bo będą chcieli zobaczyć prawdziwych ludzi tworzących prawdziwą muzykę na prawdziwej scenie. Więc może jednak w jakiś sposób AI pozostanie tylko narzędziem.

Nie kończmy może tej rozmowy w tak ponurym tonie.

Ludzie mają potwierdzoną psychologicznie tendencję do przykładania większej wagi do negatywnych informacji. Szum w krzakach obok jaskini, który sprawił, że jaskiniowiec uciekł z powrotem do środka, dał mu większe szanse na przeżycie, niż gdyby zignorował zagrożenie. Właśnie dlatego jesteśmy bardziej wyczuleni na negatywne bodźce. Oprócz wszystkich niepokojących zmian, którymi jesteśmy dziś przytłoczeni – pamiętajmy, że na świecie dzieją się też rzeczy pozytywne. Wszyscy – korporacje informacyjne czy społecznościówki – walczą przecież o naszą uwagę, a najłatwiej przyciągnąć ją negatywnym newsem, bo to po prostu działa i na tym się zarabia. To jednak nie znaczy, że wokół nas nie zachodzą dobre zmiany – również dzięki sztucznej inteligencji.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz