KIlka dni temu poinformowali, że ich artystyczne drogi rozchodzą się. Kawał czasu – przecież Koniec żartów, studyjny debiut Łony i Webbera, to rok 2001.
Zamiast okolicznościowego tribute'u dla tego słynnego duetu raper–producent, sięgamy po ich drugi album, wydany w roku 2004 Nic dziwnego. Właśnie weszliśmy do Unii, prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, papieżem Jan Paweł II, a gdzieś na drugim końcu świata 20-letni student Harvardu zaczął na poważnie ogarniać prace nad serwisem roboczo nazwanym TheFacebook. Kawał czasu!
Wracamy jednak do Polski, bo Nic dziwnego bardzo czujnie pokazywało, czym żyła Polska w tamtych czasach. Niemal 22 lata po premierze tego wydawnictwa warto znów się w nie wsłuchać i sprawdzić, co zmieniło się przez ten czas, a co nie. Które linijki są nadal aktualne, a które wymagają rozszyfrowania przy użyciu książki od historii.
Strach przed UE wyparował?
Polska weszła do Unii Europejskiej 1 maja 2004 roku, a więc niecały miesiąc przed trafieniem do sprzedaży Nic Dziwnego. Jednak dołączenie do gospodarczo-politycznego sojuszu państw europejskich poprzedzono wieloletnią, zażartą dyskusją między przeciwnikami a zwolennikami tego rozwiązania. Łona zgrabnie ujął ten proces w alegorii, w której Polska jest starym Ikarusem z długoletnią historią, a obok niej jedzie dziesięć innych autobusów o podobnej kondycji. W utworze A dokąd to? raper opowiedział o podziale wsród pasażerów autobusu (czyt. społeczeństwa naszego kraju), w którego trakcie rozgorzał spór między gotowymi do współpracy, a tymi, którzy wolą suwerennie się ślimaczyć.
Według danych, które przytacza Business Insider, jeszcze w roku 2022 92% Polaków opowiadało się za pozostaniem w UE. Obecnie liczba ta spadła do 69%. To dalej bardzo dużo, ale spadek jest znaczący i na pewno wpływ ma na niego antyunijna retoryka oraz eurosceptycyzm części polskiej klasy politycznej.
Ciągle zamknięci w sobie
W Nieruchomościach nie było miejsca na żarty. Refleksyjny i stonowany utwór posłużył za przestrzeń do opowiedzenia o izolacji i samotności, którą buduje na własne życzenie współczesny człowiek. Łona użył przykładu zamkniętych osiedli, powstających intensywnie na początku nowego tysiąclecia w Polsce: Na osiedlu, gdzie każdy mieszkaniec obok strzeże samego siebie przed samym sobą.
Zamknięte blokowiska może nie okazały się najgorszym złem dla rodaków, ale Łona nie przewidział rozwoju social mediów. Nawet mimo tego, że przestrzegał przed nieruchomością umysłu, gdzie nikt się nie widzi i wszyscy są radzi. I to tu tkwi źródło samotności, nie w grodzonych osiedlach.
Słuszny spacer
To teraz trochę lżej. W Balladzie o Szlachetnym Czorcie Łona próbował dogonić nocny autobus, zaś w Dobranoc/ Do Ciebie, Aniu, szłem w klapkach przemierzał Szczecin aby dotrzeć na imprezę na Bezrzecze. I choć ludzie dalej gonią za wiecznie uciekającymi środkami transportu miejskiego, to w czasach Ubera, elektrycznych hulajnóg i skuterów wynajmowanych na minuty, problemy przedstawione przez Łonę stały się zwyczajnym reliktem przeszłości.
Nie dziwi nas to, bo nie dziwi już nas nic
W tytułowym numerze Łona odnotowywał fakt przykry – przywykliśmy do rzeczy absolutnie niezwykłych. Raper nie mógł zrozumieć, jak opinia publiczna przyzwyczaiła się do ekscesów polityka Gabriela Janowskiego, dlaczego młodzież zachwycała się polifonicznym dzwonkiem oraz jakim cudem Manuela z pierwszej edycji Big Brothera mogła prowadzić Maraton Uśmiechu. Z ręką na sercu – dziś i Janowski, i Manuela, i polifoniczny dzwonek są do znalezienia co najwyżej w materiałach Podcastexu. Poza tym nikt o nich nie pamięta.
Pomimo tego, że Łona posługiwał się bardzo konkretnymi przykładami na potwierdzenie swojej tezy, że społeczeństwa nic już nas nie rusza, problem pozostaje uniwersalny: Świat się skrzywił, mało tego - on krzywi się dalej/ Lecz nikogo nie dziwi już ogrom tych szaleństw. Dziś Łona mógłby napisać o sieciowej patologii czy social mediowych celebrytach i wymowa pozostałaby taka sama. Swoją drogą trochę szok, że ludzie w roku 2004 dziwili się tym, że pani z Big Brothera prowadzi jakiś program. Dzisiaj byłoby dziwne, gdyby tego nie robiła.
