To nie był najlepszy piłkarz świata - więcej, to nawet nie był najlepszy brytyjski piłkarz swojego pokolenia. Ale jest parę powodów, dla których Petera Croucha będziemy wspominać z większym rozrzewnieniem niż innych graczy.
Na początek parę sztywnych faktów: urodzony w 1981 Crouch podczas swojej klubowej kariery ani razu nie wyściubił nosa poza Wyspy, no chyba że jadąc na mecze wyjazdowe (i poza króciutkim epizodem w szwedzkim IFK Hassleholm na samym początku). Ale patrząc na losy dorosłego, ukształtowanego już sportowo gracza, na mapie mamy tylko kluby brytyjskie: Tottenham, Queens Park Rangers, Aston Villę, Portsmouth, Norwich City, Southampton, Liverpool, Stoke City i Burnley. Crouchie jest także członkiem elitarnego grona 28 zawodników, którzy strzelili w Premier League więcej niż 100 bramek (konkretnie 108), w kadrze Anglii zagrał 42 razy, pakując piłkę do siatki aż 22 razy, co daje mu naprawdę konkretną średnią powyżej 0.5 gola na mecz. Ze względu na swój imponujący wzrost (201 cm przy zaledwie 75 kg wagi) bardzo często zdobywał bramki głową. Aha, grał też w finale Ligi Mistrzów!
Ale Crouch - piłkarz to tylko jedna strona medalu. Drugą jest Crouch - osobowość. Ze świecą szukać drugiego tak zabawnego i błyskotliwego gracza; nie na darmo jego książkowa biografia Jak być piłkarzem jest uznana za jedną z najlepszych futbolowych pozycji literackich ever. Zobaczcie tylko, jakim pozytywnym wariacikiem jest Crouch na twitterze:
Albo jego słynna cieszynka - taniec robota. Swoją drogą w książce Crouch przyznał, że trochę jej żałuje, bo po latach wszyscy prosili, żeby ją powtarzał:
Tak w ogóle to warto go posłuchać, bo to po prostu bardzo kumaty, inteligentny gość:
Pod koniec kariery sportowo trochę przygasł, ale co się dziwić - 38 lat to dla piłkarza głęboka emerytura. I w sumie, patrząc na oratorskie umiejętności Crouchiego, nawet trochę cieszymy się, że zawiesza buty na kołku, bo tracimy świetnego gracza, ale zyskujemy jeszcze lepszą osobowość medialną, i to na pełen etat. Peter Crouch udowodnił starą tezę, że aby być dobrym piłkarzem, trzeba przede wszystkim korzystać z głowy. I to nie tylko przy główkach, choć i tu Crouchowi niczego nigdy nie brakowało.
