
Wiadomo, że zostanie najstarszym prezydentem USA; w chwili zaprzysiężenia Biden będzie mieć 78 lat. Swego czasu był też... jednym z najmłodszych amerykańskich senatorów w historii.
Jego życiorys nie jest tak barwny, jak Donalda Trumpa, co nie znaczy, że nowy prezydent USA niewiele w życiu robił. Przeciwnie. I choć jego nazwisko jest od dawna powszechnie kojarzone (przede wszystkim za sprawą wiceprezydentury w latach 2008-2016), to dla wielu Joe Biden jest rywalem Trumpa i... No właśnie. Przyjrzyjmy się na szybko w kilku punktach, kim jest człowiek, który już w styczniu zasiądzie w Białym Domu.
Jak to wszystko się zaczęło
Rocznik 1942. Człowiek ze wschodu USA: urodził się w Scranton (Pensylwania), a uczył w stanie Delaware. Jeśli powiemy, że wychował się w majętnej rodzinie, a dojrzewał w ubogiej, to... nie będziemy w błędzie. Kiedy Biden był dzieckiem, jego rodzina żyła dostatnio, bo ojciec obracał się w kręgach bogaczy, sprzedając im jachty. Interes kwitł, jednak Biden senior padł ofiarą oszustw wspólnika, stracił masę pieniędzy, a cała rodzina musiała przenieść się do dwupokojowego mieszkania.
Jakim przyszły prezydent USA był studentem? Podobno nie za dobrym (chociaż studiował aż trzy kierunki: politologię, historię i prawo - dwa pierwsze na University of Delaware, ostatni na Syracuse University College Of Law), ale już wtedy cechowały go zdolności przywódcze. Na studiach poznał też swoją przyszłą żonę Neilię, która namówiła go, by został politykiem. Podobno to także ona najmocniej wspierała go w kampanii na senatora Partii Demokratycznej w Delaware, którym został w wieku 30 lat, jako piąty najmłodszy senator w historii Stanów Zjednoczonych. Ale to nie jest tak, że student nagle został senatorem; Joe Biden po opuszczeniu murów uczelni przez dwa lata był w Radzie Hrabstwa Newcastle, gdzie reprezentował Partię Demokratyczną.
A w tamtych latach wyglądał tak:

Kariera polityczna
Bardzo, ale to bardzo długa, a jej zwieńczeniem jest prezydentura. Joe Biden to rekordzista w długości sprawowania urzędu senatora, jeśli liczymy reprezentantów Senatu ze stanu Delaware; był nim od roku 1973 do 2009, czyli 36 lat. Przez osiem lat przewodniczył senackiej komisji do spraw sądownictwa. Bez powodzenia kandydował na stanowisko prezydenta USA w 1988 - wycofał się po trzech miesiącach, w dodatku oskarżono go o plagiat przemówienia lidera Brytyjskiej Partii Pracy. Po raz drugi wycofał się z wyborów 20 lat później. Miał być kontrkandydatem Baracka Obamy z ramienia Demokratów, ale kiedy w prawyborach w Iowa zdobył 1% głosów, zrozumiał, że nie ma szans. Obama zaprosił go jednak do objęcia urzędu wiceprezydenta, oczywiście w przypadku jego ewentualnego zwycięstwa. Podobno Biden zaimponował mu ogromną wiedzą. Jak było dalej, wszyscy wiemy: Obama wygrał walkę z republikaninem Johnem McCaine'em, a Joe Biden przez 8 kolejnych lat sprawował urząd wiceprezydenta USA.
Warto wspomnieć o jeszcze jednym ważnym epizodzie z politycznego życia Bidena. W pierwszej połowie lat 90. przedstawił projekt ustawy o zwalczaniu przemocy wobec kobiet, którą ówczesny prezydent Bill Clinton podpisał i wcielił w życie, oczywiście po uprzednim przegłosowaniu jej w Kongresie.
Życie prywatne
A o nim mówią od dawna praktycznie wszystkie media, bo Biden jest człowiekiem, którego życie nie oszczędziło. Jeszcze zanim został senatorem, przeżył śmierć swojej pierwszej żony i córki. Tragedia wydarzyła się w 1972 roku, kiedy Neilia Biden uczestniczyła w wypadku samochodowym. Ona i ich córka Naomi zginęły, a synowie Beau i Hunter byli w stanie krytycznym. Po latach Joe Biden przyznał, że w tamtym momencie myślał o popełnieniu samobójstwa. Miał jednak w głowie słowa ojca, który uczył go, że miarą człowieka jest to, jak szybko podnosi się z kryzysów.
Jemu się udało, a pięć lat później - na randce w ciemno - poznał swoją przyszłą żonę Jill, z którą jest do dzisiaj. Przez długie lata jego życie rodzinne było udane. Aż do 2015 roku, gdy Beau Biden w wieku 46 lat zmarł na raka mózgu. Do tego momentu Joe Biden wydawał się naturalnym kandydatem Demokratów na nowego prezydenta, który miałby zastąpić odchodzącego z urzędu Baracka Obamę. Ale po śmierci syna zrezygnował z tego pomysłu i wraz z żoną założył fundację Biden Cancer Initiative, która wspiera badania nad lekarstwami na raka. Jak widać, nowy prezydent USA to człowiek, którego naprawdę trudno złamać.
Ciekawostki
Podobno w młodości strasznie się jąkał - stąd przydomek Bye-bye, którego wówczas się dorobił. Biden jest też drugim z rzędu prezydentem... abstynentem (tak, Donald Trump od bardzo dawna nie pije alkoholu). Miał z niego zrezygnować po tym, jak w młodości napatrzył się na alkoholizm w rodzinie jego matki. Nie pali też papierosów, jest za to wielkim fanem... lodów. Jego ulubiony film to Rydwany ognia, o którym powiedział: moment, w którym ktoś przedkłada zasady ponad sławę i chwałę, jest dla mnie momentem bohaterstwa. Kto widział ten film, pewnie wie, o co chodzi. Po głównym zdjęciu tego tekstu możemy też wnosić, że Joe Biden mógłby zrobić karierę na Stocku.
I jeszcze jedno. Biden funkcjonuje w USA jako absolutny król wpadek, przejęzyczeń, lapsusów językowych i cringe'owych wypowiedzi, które nie powinny pójść w świat. Kiedy Kongres przegłosował ustawę o opiece medycznej, powiedział do Baracka Obamy: panie prezydencie, ku**wsko zajebisty sukces, zapominając przy tym, że znajduje się przy włączonym mikrofonie. W 2008 opowiadał, że program gospodarczy lewicy można określić trzyliterowym słowem jobs (trzyliterowym!). A tego lata, podczas rozmowy z afroamerykańskim dziennikarzem Charlemagne'em wypalił: jeśli nie wiesz, czy głosować na mnie, czy na Trumpa, to znaczy, że nie jesteś czarny. Miał też w swojej karierze wpadkę niemal identyczną z tą Kanye Westa. Podczas wiecu w Missouri szukał wzrokiem miejscowego senatora Chucka Grahama, apelując publicznie, żeby wstał i pokazał się wszystkim. Niestety zapomniał, że Graham jest inwalidą i porusza się na wózku.