Kobiety i piłka nożna – związek, który długo dojrzewał

Zobacz również:Od ligi więziennej po mundial. Nelson Mandela i jego ciernista droga, w której sport jest największą nadzieją
Cheryl-Cole-e1583534044754.jpg
fot. Tristan Fewings/Getty Images

Kobiety i futbol – ten związek w ostatnich latach rozwija się coraz lepiej. Panie przestały pojawiać się jedynie w roli pięknego dodatku do piłkarzy, stały się ważną częścią całego widowiska – sędziują mecze, pełnią rolę dziennikarek, ale przede wszystkim same grają i przyciągają na trybuny tysiące ludzi. Mówią o futbolu częściej, śmielej i głośniej.

W głowie przeciętnego kibica te dwa światy wydają się rozłączne. Kobieta i piłka nożna? Nie, to niemożliwe. W kolebce futbolu, Anglii, fani przekonali się już dawno, że robienie sobie żartów z tego połączenia może skończyć się bardzo źle. Jak w przypadku Richarda Keysa i Andy'ego Graya, którzy parę lat temu nabijali się z pani Sian Massey (na zdj. poniżej), sędzi liniowej, za co obaj stracili pracę. Massey ma się dobrze, sędziuje do dziś i udowodniła niedowiarkom, że to również świat dla niej. W dawnych czasach mężczyźni z łatwością wyrażali się niepochlebnie na temat kobiet wchodzących do futbolu i nikt nie robił na ten temat debaty publicznej. Nawet legendarny Brian Clough twierdził, że „lubi, kiedy kobieta jest kobieca, a nie robi wślizgi i jest pobrudzona błotem”. Dziś miałby pewnie sporo problemów. Bo przecież każdy może definiować kobiecość na swój sposób. Zwłaszcza same zainteresowane.

sian-massey-e1583662383223.jpg
fot. Clive Mason/Getty Images

KOBIETA-AGENT

Myli się jednak ten, kto uważa, że kobieta o piłce nożnej wie tyle co Abbey Clancy, urocza partnerka Petera Croucha. Po jednym z meczów napastnik przyjechał do domu załamany. Na pytanie drugiej połowy, co go tak zasmuciło, odparł, że trafił w poprzeczkę w sytuacji stuprocentowej, z bardzo bliskiej odległości. Jednak to ucieszyło niezmiernie żonę. – Naprawdę? Dokonałeś wielkiej sztuki! To trudne – trafić w taką małą rzecz! – piszczała z radości.

O ile Clancy jest klasyczną WAG (Wives and Girlfriends), przez co można jej wybaczyć beztroskę (a może jednak fantastyczne poczucie humoru?), to w przypadku kobiet pracujących bezpośrednio w futbolowym biznesie czasem tak śmiesznie nie było. Przekonała się o tym wspomniana Massey, która wciąż pracuje jako sędzia liniowa w Premier League i z pewnością podczas każdego meczu musi nabyć umiejętność odcięcia się od tego, co słyszy za plecami. Ale są również kobiety, które parają się transferami. Tutaj też nie jest łatwo, o czym opowiedziała kiedyś Georgina Lillis: – Kobieta agent-piłkarski to trudne zadanie. Były czasy, kiedy menedżerowie mówili mi, że nie czują się komfortowo, rozmawiając z dziewczyną o futbolu. Myśleli, że jestem czyjąś asystentką albo parzę herbatę.

Najbardziej znaną dziewczyną, poza Victorią Beckham, która kojarzyła się z piłkarzem była w Anglii Cheryl Cole. Nawet po rozstaniu zostawiła sobie nazwisko Ashleya, byłego gracza Arsenalu i Chelsea. Zawsze uchodziła za dziewczynę z sąsiedztwa, była lubiana przez kibiców, tym bardziej że to naprawdę charakterna babka wychowana wśród Geordies, czyli mieszkańców związanych regionalnie z Newcastle. Sama, podobnie jak żona Davida Beckhama, zrobiła karierę w branży muzycznej i z pewnością mąż nie był jej potrzebny do zarabiania forsy. Victoria starała się nie wtrącać do spraw piłkarskich męża. Kiedy renegocjował kontrakt z Manchesterem United, jeden z dziennikarzy zapytał ją o tę sytuację, na co odparła przytomnie: – Nie wiem nawet co to jest spalony, więc na pewno nie zrozumiem o co chodzi w kwestii kontraktu z United.

PIONIERKI

Opowieść o kobietach w świecie piłki nożnej zawsze tańczyła trochę na pograniczu seksizmu. Wiele takich akcji, jak ta Keysa i Graya, przez lata coraz bardziej bulwersowało opinię publiczną. Kobiety także w tym obszarze życia zaczęły się domagać szacunku. Dziś kobieta z gwizdkiem czy chorągiewką to sprawa zupełnie normalna, ale początki bywały piekielnie trudne.  20 lat temu do prowadzenia jednego z meczów Manchesteru City została wyznaczona Wendy Toms, co uznano za decyzję politycznie poprawną. Nie spodobało się to Joe Royle'owi, menedżerowi City, który skwitował całą sytuacje tak: – Nie jestem seksistą, natomiast jak można podjąć odpowiednią decyzję, jeśli nigdy nie było się zaatakowanym wślizgiem z tyłu przez stukilogramowego obrońcę? Albo nie oberwało się z łokcia, czy nie zostało nawet złapanym na spalonym.

Można odnieść wrażenie, że wejście kobiet do męskiego świata wielu z nich po prostu rozdrażniło, jako próbę zawłaszczenia sobie kawałka terytorium wcześniej przeznaczonego tylko dla mężczyzn. Ale kobiety, całkiem słusznie, nic sobie z tego nie robiły. – Widziałam gościa, który gapił się na mnie w pubie. Zapytałam: „Czy ja cię znam?”. „Powinnaś, wyrzuciłaś mnie dzisiaj z boiska” – opowiadała ze śmiechem arbiter piłkarska Sonya Home, w latach 90-tych.

Oczywiście płeć piękna zaczęła zdobywać kolejne przyczółki, sędziowanie meczów mężczyzn było początkiem, choć kończyło się niekiedy... rozwodami. Jak w przypadku Wendy Toms, pierwszej kobiety, która poprowadziła zawody piłkarskie na poziomie Conference. To był rok 1996. Kilka lat wcześniej Toms rozstała się z mężem i wyznała: – Sąd orzekł, że to nie jest zwyczajowa sytuacja, kiedy małżonek narzeka na żonę poświęcającą futbolowi zbyt wiele czasu...

Trzeba więc jasno oddzielić wizerunek kobiety zepsutej przez pieniądze, przyklejonej do piłkarza i trwoniącej jego tygodniówkę, od kobiety chcącej być częścią świata piłki nożnej na serio. Zresztą, nawet wśród WAG's zdarzały się inteligentne dziewczyny, które czuły się skrzywdzone głupimi łatkami i powielanymi kliszami. Jak wspomniana Cole. – Te kobiety nie gotują dla swoich mężów, nie sprzątają, mają wszystkie torebki, jakich zapragną, ale nie przepracowały ani jednego dnia. Jaki to rodzaj ambicji? – pytała Cheryl w fazie rozkwitu ruchu WAG's, czym nie przysporzyła sobie z pewnością sympatii. Szybko przekonała się, że bycie z piłkarzem nie ma większego sensu. Jej mąż skończył w angielskiej prasie jako „szczur”. Po tym, jak zdradzał Cheryl, tabloidy już zawsze pisały Ashley „Love Rat” Cole.

ROZWÓD PRZEZ TELEFON

Kiedy kobiety angielskich piłkarzy wparowały do Niemiec podczas mundialu w 2006 roku, miejscowa prasa śledziła każdy ich krok. „Bild Zeitung” napisał takie zdanie: „Jaka jest różnica pomiędzy kobietą z Anglii a kobieta z Niemiec? Te pierwsze wydają w dziesięć minut więcej niż nasze przez całe życie”. Była w tym oczywiście ukryta ironia dotycząca wydawania nie swoich pieniędzy.

Rozpady związków zawsze lądowały w prasie. Przerzucanie się winą, obrzucanie błotem. Czasem przybierające formę groteski. Kiedy były pomocnik Arsenalu Ray Parlour rozwodził się z żoną, ta na łamach brukowca „The Sun” przytoczyła całkiem zabawną, jak na okoliczności, anegdotę. – W sobotę o 9:00 Ray do mnie zadzwonił. Powiedział: „Odchodzę”. Odparłam zaskoczona: „Co? Odchodzisz z Arsenalu?”. „Nie, od ciebie”. „Pogadajmy o tym – powiedz mi chociaż, dlaczego”. Na to Ray: „Nie mogę teraz rozmawiać, jestem w hotelu i po południu mam mecz. Muszę się skoncentrować” – nie mogła się nadziwić Karen Parlour.

Karren-Brady-e1583661889932.jpg
fot. Neal Simpson/EMPICS via Getty Images

W najnowszej historii piłki, ale też w tej odległej (znakomita zawodniczka Lily Parr), nie brakowało kobiet władczych, odważnych, nie dających sobie skakać po głowie. Jak Karren Brady (na zdj. powyżej), która ostatnio przeżywa trudny czas na wysokich stołkach w West Hamie United. Kiedy była jeszcze szefową w Birmingham City, a to były lata 90., tak tłumaczyła ludziom, dlaczego kobieta też może być w tym ekosystemie: – Ostatnio funkcję premiera pełniła kobieta. Głową Rodziny Królewskiej jest kobieta. I głową Birmingham City jest kobieta. Jestem prawdopodobnie bardziej męska niż wielu facetów. W końcu dorastałam oglądając boks i futbol.

Brady należy do tych kobiet, którym się udało. Nie zawsze jednak wystarczy twardy charakter. Niekiedy okoliczności są tak niesprzyjające, że nie pomoże nawet determinacja. Tak było kilkanaście lat temu, gdy londyński klub Charlton Athletic rozwiązał kobiecą sekcje piłkarską. Danielle Murphy, grająca także dla reprezentacji Anglii, nie kryła złości. – Mężczyźni, którzy są bez formy wciąż zachowują wysokie zarobki, a pieniędzy dla nas nie ma. Małe dziewczynki, które marzyły o grze dla Charltonu lub Anglii, słyszą nagle, że sekcja kobieca nie istnieje. Ale w klubie mają się dobrze. Zarząd zakręcił kurek, siedzi sobie w luksusowych biurach i jeździ szybkimi samochodami – podsumowała gorzko.

Z okazji Dnia Kobiet wypada tylko życzyć jak najmniej tak smutnych chwil.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz Canal+. Miłośnik ligi angielskiej, która jest najlepsza na świecie. Amen.