Mama wiceprezeska, syn reseller i kryzys Nike. Szykują się zmiany w sneakergrze?

Zobacz również:Nike, adidas i PUMA wspierają sportowców, którzy protestują po wydarzeniach z Kenoshy, gdzie postrzelono Jacoba Blake'a
west coast streetwear.jpg
Instagram

Cytując klasyka: szyny były złe, a podwozie… też było złe. Nepotyzm, korupcja i dominacja resellerów - Nike musi się zmierzyć ze sporym kryzysem wizerunkowym.

Od początku tego miesiąca buciarski świat żyje wydarzeniami z amerykańskiego oddziału marki. Po 25 latach pracy odeszła wiceprezeska i dyrektor generalna spółki w Ameryce Północnej, Ann Hebert. W związku z... resellerskimi interesami syna. Wszystko przez wywiad 19-latka, którego udzielił Bloombergowi. Joe Hebert, znany jako West Coast Joe, opowiedział między innymi o korzystaniu z botów i swoich zarobkach. Wygadał się, wspominając o tym, że kupując sneakersy z zamiarem resellu, korzysta z karty kredytowej zarejestrowanej na jego mamę. Problem w tym, że pracownicy Nike nie mogą brać udziału w odsprzedaży butów na rynku wtórnym, a skoro West Coast Joe używał karty swojej mamy, to ta najprawdopodniej wiedziała o jego resellerskiej firmie WCS LLC. I tym, że miesięcznie nastolatek może zgarniać nawet sześciocyfrowe sumy.

W innym wywiadzie Joe Hebert przyznał, że dzięki znajomościom może kupić modele niedostępne dla zwykłych sneakerheadów. Pamiętacie chociażby głośną historię z początku zeszłego roku, kiedy pewien Amerykanin przypadkowo znalazł w opuszczonym magazynie sześć par Nike Air Mag? Tym szczęśliwcem był nikt inny, jak właśnie Joe Hebert, a trzy pary trafiły na jego resellerską stronę West Coast Streetwear. Pojawiają się więc spekulacje, że wiceprezeska Nike mogła załatwiać synowi najbardziej ekskluzywne modele, aby ten następnie odprzedawał je kilkukrotnie drożej. Co więcej, Ann Hebert zajmowała się aplikacją SNKRS, gdzie tylko nielicznym udaje się wylosować pożądane modele. Nielicznym, w tym jej synowi.

Artykuł Bloomberga wywołał kryzys wizerunkowy marki i zakończył karierę jednej z niewielu kobiet w tej branży, ale przede wszystkim - narobił ogromnego fermentu w środowisku buciarskim. Wraz ze słabnącym zaufaniem do marki, kolejny raz pojawia się pytanie, jak właściwie działa algorytm aplikacji SNKRS, co decyduje o tym, że jednemu buciarzowi udaje się je zgarnąć, a innemu nie, ile osób, a ile botów bierze udział w losowaniu oraz ile par jest rzeczywiście dostępnych do kupienia. W skrócie - sneakersowe community mówi: sprawdzam.

Afera z udziałem rodziny Hebert wybuchła krótko po kontrowersyjnej premierze Trophy Room x Air Jordan 1, czyli modelu powstałego we współpracy z butikiem należącym do syna Michaela Jordana, Marcusa. Kilka tygodni przed dropem do sieci wyciekły zdjęcia butów, które trafiły do osób spoza kolejki. Wówczas właściciel sklepu stwierdził, że zostały one skradzione z centrum dystrybucyjnego Nike. Kiedy jednak na resellerce pojawiało się coraz więcej modeli, Marcus Jordan został oskarżony o sprzedaż tysięcy par po znacznie zawyżonych cenach (chociażby znanemu resellerowi, Benjaminowi Kickz) - i to długo przed premierą.

Oznacza to, że sklep syna koszykarza prawdopodobnie zarobił miliony dolarów na potajemnej sprzedaży butów, oszukując konsumentów i pozbawiając ich szans na zakup, a z centrum dystrybucyjnego Nike kolejny raz wyciekły tysiące modeli, trafiając na rynek wtórny jeszcze przed wydaniem. Choć sprzedawanie modeli jeszcze przed premierą nie jest już chyba dla nikogo dużym zaskoczeniem, to kiedy robi to syn najsłynniejszego koszykarza w historii - pojawia się jeszcze więcej głosów niezadowolenia. Innym powodem, dla którego to właśnie ta niezbyt uczciwa premiera obiła się szerokim echem w buciarskiej społeczności, jest ich wyjątkowo ograniczona dystrybucja. Model był oficjalnie dostępny jedynie w butiku Trophy Room i za pośrednictwem apki SNKRS, co znacznie zmniejsza liczbę miejsc, z których pochodzą pary sprzedawane przez resellerów.

Z jednej strony aplikacje do losowania, grupki i strony internetowe z założenia miały ułatwiać zdobywanie butów przez sneakerheadów, którzy do tej pory musieli odstać swoje w kolejce pod sklepem. Wyszło, jak wyszło, kiedy okazało się, że zdobycie butów, które rozchodzą się w minutę, graniczy z cudem.

Samo działanie algorytmu aplikacji SNKRS pozostaje zagadką, choć wiadomo, że główną zasadą zazwyczaj jest: kto pierwszy, ten lepszy. Nike zaczyna wybierać zwycięzców spośród tych, którzy jako pierwsi ustawili się w wirtualnej kolejce już dwie minuty po dropie. Wiadomo też co nieco na temat tego, jak można sobie pomóc: marka docenia lojalnych konsumentów, więc im częściej losujesz, tym masz większe szanse na trafienie, a dodatkowo możesz zwiększyć je, korzystając z wielu kont. Zdarzają się porażki, ale wiadomo - hazard uzależnia. Pomimo spadku zauwania, SNKRS z miesiąca na miesiąc ma coraz więcej użytkowników i pozostaje liderem wśród sneakersowych aplikacji.

W przypadku sklepów stacjonarnych to, jakie kroki podejmują przy okazji najpopularniejszych dropów może albo wzmocnić ich reputację, albo im zaszkodzić. Samo to, czy firmy decydują się zainwestować w zabezpieczenie przed botami i ochronę, która będzie pilnować porządku (przy najgłośniejszych premierach) dużo mówi o ich podejściu i polityce. Jednak aby uniknąć dodatkowych kosztów (a przy okazji zarobić kilkukrotnie więcej), wiele sklepów rezygnuje z wypuszczenia butów zgodnie z wytycznymi, decydując się na prostsze i bardziej opłacalne rozwiązanie: backdooring. W efekcie, niemal każda sneakersowa premiera jest poprzedzona wyciekiem, a modele są dostępne online jeszcze przed oficjalnym wydaniem. Czy to uczciwe działanie? Nie, ale czy się opłaca? I to jak.

Można się wściekać, ale tak na ten moment wygląda buciarska rzeczywistość. W ostatnich latach mamy do czynienia z ekspansją resellerki - platformy takie jak StockX sprawiły, że sprzedaż sneakersów jest coraz łatwiejsza, przez co w biznes angażuje się więcej ludzi. A skoro sneakergrę przejmują resellerzy, to brakuje w niej miejsca dla konsumentów, którzy - pozbawieni nadziei na zdobycie wymarzonego modelu - tracą zaufanie do marki.

Pogłębiający się kryzys wizerunkowy zauważył już dyrektor generalny Nike, John Donahoe, który zapowiedział zmiany przy okazji premier najbardziej pożądanych butów. Nowe zasady mogą między innymi obejmować wprowadzenie jeszcze lepszych zabezpieczeń przed botami oraz informowanie klientów o tym, ile par dostępnych jest w aplikacji SNKRS przy okazji każdego wydania oraz ile użytkowników bierze udział w losowaniu. A to już gamechanger w funkcjonowaniu marki, która do tej pory w tych kwestiach stawiała na dyskrecję.

Podziel się lub zapisz
Jedyna dziewczyna w redakcji newonce.net i najmłodszy członek niuansowej ekipy. Pisze o modzie i serialach, ale nie stroni też od zagranicznego rapu.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.