Najlepszy polski przedstawiciel nart wyjątkowo na nich nie skacze? Maryna Gąsienica-Daniel w stabilnej formie przed igrzyskami w Pekinie

Zobacz również:Najlepsza od lat. Maryna Gąsienica-Daniel kroczy na szczyt sportów zimowych
Maryna Gąsienica-Daniel
Fot. Christophe Pallot/Agence Zoom via Getty Images

Jako jedyna przedstawicielka sportów narciarskich zaliczyła w tym sezonie dwa z rzędu miejsca w czołowej dziesiątce Pucharu Świata. Przy okazji osiągnęła swoje życiowe wyniki. Nastroje olimpijskie należy tonować, bo Maryna Gąsienica-Daniel szanse medalowe na igrzyskach w Pekinie zdaje się mieć wciąż niewielkie, ale nie zmienia to faktu, że po raz pierwszy od bardzo dawna będziemy mieli polskie emocje w narciarstwie alpejskim.

O tym, że Maryna Gąsienica-Daniel jest w stanie rywalizować z najlepszymi na świecie, wiedzieliśmy już w poprzednim sezonie. Zaliczała miejsca w dziesiątce i kilkukrotnie ocierała się o bardzo dobre wyniki w Pucharze Świata. Potwierdzeniem jej potencjału było szóste miejsce na mistrzostwach świata w jej ulubionym slalomie gigancie. To zresztą gigant jest konkurencją, na którą będziemy patrzeć z największym zainteresowaniem i w tym, i w kolejnych sezonach.

W sytuacji, w której tej zimy zdążyliśmy powiedzieć już bardzo dużo czy to o skoczkach, czy o naszych łyżwiarskich nadziejach, o Marynie Gąsienicy-Daniel było w miarę cicho, mimo tego że rok temu w pewnym momencie to ona była jedną z ciekawszych historii sezonu. Powód jest bardzo prosty – narciarstwo alpejskie liczy sobie wiele konkurencji, które nie są rozgrywane na każdym kolejnym Pucharze Świata. Nasz już niemalże ulubiony slalom gigant przed tym tygodniem rozegrany został tylko raz – w końcówce października. Maryna go nie ukończyła, co zdarza się najlepszym, ale oznaczało to, że na kolejny sprawdzian musi poczekać aż dwa miesiące.

Weekend w Courchevel był dla Polki niezwykle udany. Dwa bardzo dobre starty i dwa szóste miejsca na jej koncie. Gąsienica-Daniel dwukrotnie pobiła więc dotychczasowy rekord życiowy w Pucharze Świata. Nigdy wcześniej w PŚ nie była wyżej niż na dziewiątym miejscu, a we Francji dwukrotnie przebiła ten wynik. Jest też pierwszą polską narciarką, która w tym sezonie PŚ trafiała do pierwszej dziesiątki w dwóch zawodach z rzędu – nawet żaden z polskich skoczków nie dał rady dotychczas tego dokonać.

Do igrzysk będziemy mieli jeszcze trzy pucharowe „giganty”, które powiedzą nam więcej o ewentualnych szansach Maryny na dobre miejsce w Chinach. Trzeba jednak powstrzymać hurraoptymizm – oczekiwanie od naszej narciarki medalu byłoby na ten moment zdecydowaną przesadą. Oczywiście istnieje scenariusz, w którym Polka jedzie swoje najlepsze przejazdy, kiedy faworytki męczą się na trasie, ale musiałoby się w tym kierunku bardzo dużo wydarzyć.

W normalnych okolicznościach trudno oczekiwać medalu od zawodniczki, która (jeszcze!) na żadnych ważnych zawodach nie była w pierwszej piątce. Niemniej taka równa forma oznacza, że będziemy mieli emocje w narciarstwie alpejskim, możliwe że nie tylko w slalomie gigancie, ale także w slalomie gigancie równoległym. Ostatni raz kiedy mogliśmy to powiedzieć to jeszcze czasy piątego (w kombinacji alpejskiej) na igrzyskach w Nagano (1998) Andrzeja Bachledy-Curusia.

Narciarstwo alpejskie jest jednym z najpopularniejszych indywidualnych sportów zimowych i dobrze będzie mieć w czołówce swojego reprezentanta. Może nawet w dłuższej perspektywie, bo Maryna na razie nigdzie się nie wybiera, a w dodatku może niedługo otrzymać wsparcie. Na zawodach w Courchevel pierwsze punkty Pucharu Świata zdobyła niespełna 20-letnia Magdalena Łuczak, która zajęła dwudzieste miejsce. Były jeszcze niedawno lata, w których polskie punkty w narciarstwie alpejskim były sytuacją niemalże wyjątkową. Tymczasem mamy dwie Polki w dwudziestce w jednej konkurencji, w tym jedną w dopiero trzecim swoim starcie w PŚ.

Wbicie się do światowej czołówki narciarzy alpejskich jest niezwykle trudne, szczególnie wywodząc się z takiego kraju jak Polska, w którym warunki do treningów są – mówiąc delikatnie – nie najlepsze. Maryna Gąsienica-Daniel już to zrobiła. Miejmy nadzieję, że jej śladami pójdzie Łuczak, a efekty będziemy oglądać na igrzyskach olimpijskich.

Medalowe byłyby wydarzeniem niemalże niemożliwym i historycznym, ale i te nieco mniej wartościowe „alpejscy” kibice z Polski przyjmą z zadowoleniem. A wygląda na to, że robi nam się na to coraz większa szansa.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Współtwórca audycji NFL PO GODZINACH.