Miał być rekompensatą, wywołał burzę. Prześwietlamy regulamin Funduszu Wsparcia Kultury

Zobacz również:Koronawirus, śmierć Kobe Bryanta, protesty w USA i na Białorusi... Wybraliśmy 8 zdjęć, które są portretem 2020
Orange Warsaw Festival 2017
fot. Mateusz Wlodarczyk/NurPhoto/Getty Images

Nikt nie otwiera szampana, nawet jeśli pieniądze zostaną mi przyznane - mówi Sebastian Jóźwiak z labelu Astigmatic Records. Dlaczego rządowy projekt wywołał aż tak duże kontrowersje?

Celem uruchomionego we wrześniu Funduszu Wsparcia Kultury jest dotowanie poszkodowanej przez pandemię koronawirusa branży kulturalnej. Przeznaczone na ten cel 400 milionów złotych miało utrzymać zagrożone przez brak koncertów i wydarzeń artystycznych miejsca pracy. Pomoc otrzymały ponad 2 tysiące podmiotów - przedsiębiorcy, organizacje pozarządowe, samorządowe instytucje artystyczne i firmy świadczące usługi zaplecza scenotechnicznego.

Skąd zatem tyle dyskusji? Z powodu wysokości kwot, jakie otrzymały niektóre z podmiotów. W sytuacji, w której media dzień w dzień informują o potężnych kłopotach, z jakimi boryka się polska służba zdrowia, ogromne rekompensaty dla m.in. Golec uOrkiestry (Golec Fabryka Spółka miała otrzymać blisko 1.9 miliona złotych), Miuosha czy Kamila Bednarka wywołały burzę. Wiele sieciowych komentarzy sugerowało, że artyści sprytnie wykorzystali możliwość i po prostu przywłaszczyli sobie te pieniądze. W rzeczywistości sprawa jest dużo bardziej złożona, o co - po przeczytaniu regulaminu Funduszu Wsparcia Kultury - zapytaliśmy naszych rozmówców.

W pierwszym komunikacie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego zabrakło informacji o tym, że o wysokości kwot decydował algorytm, który pokazywał, kto przez pandemię stracił najwięcej. Rekompensata była wyliczana na podstawie danych księgowych i statystycznych za lata 2019-20. Oczywiście nie znaczy to, że dany podmiot, który zarobił w 2019 roku 4 miliony złotych, otrzymał drugie tyle w ramach rekompensaty. Zajrzyjmy do regulaminu, który wyjaśnia progi procentowe wsparcia:

Maksymalna wysokość Wsparcia finansowego wynosi:

- dla samorządowych instytucji artystycznych – do 40% przychodów netto z działalności statutowej oraz dodatkowej, obliczonych na podstawie danych z okresu od dnia 12 marca do dnia 31 grudnia 2019 r., jako rekompensata z tytułu utraconych przychodów w okresie od dnia 12 marca do dnia 31 grudnia 2020 r.

- dla organizacji pozarządowych – do 50% przychodów netto ze sprzedaży usług związanych z działalnością kulturalną w dziedzinie teatru, muzyki lub tańca, obliczonych na podstawie danych z okresu od dnia 12 marca do dnia 31 grudnia 2019 r, jako rekompensata z tytułu utraconych przychodów w okresie od dnia 12 marca do dnia 31 grudnia 2020 r.

- dla przedsiębiorców – do 50 % przychodów netto ze sprzedaży usług związanych z działalnością kulturalną w dziedzinie teatru, muzyki lub tańca, w tym usług wspomagających tę działalność poprzez organizację zaplecza technicznego, obliczonych na podstawie danych z okresu od dnia 12 marca do dnia 31 grudnia 2019 r., jako rekompensata z tytułu utraconych przychodów w okresie od dnia 12 marca do dnia 31 grudnia 2020 r.

Podstawowym błędem, który ministerstwo popełniło przy ogłaszaniu wyników zgłoszeń do Funduszu, jest podanie suchych kwot, jakimi dofinansowano podmioty, bez wyraźnego zaznaczenia, jak wielkie będą to projekty i ile pieniędzy potrzeba na każdy z ich pojedynczych elementów. W tym momencie wielu odebrało to jako skok na kasę pazernych artystów. Mocno oberwało się zwłaszcza Miuoshowi, którego firma miała otrzymać blisko 2 miliony złotych. Tymczasem raper opublikował dziś wideo, w którym wyjaśnia, że te pieniądze miały pójść na gaże dla ludzi, mających pracować przy jego trzech wielkich projektach: odpowiednio było to 100, 280 i 190 osób.

Zarzucacie nam, beneficjentom tego programu, że jesteśmy zarobieni, jesteśmy milionerami, że jesteśmy ignorantami, bo łapiemy pieniądze, które powinny trafić do służby zdrowia czy do przysłowiowej pani Grażynki, która siedzi na kasie w jakimś sklepie. Ja jako artysta nie potrzebuję pomocy i ten fundusz mi jej nie zapewnia. Zapewnia dofinansowanie mojej firmy, które ma się w stu procentach rozłożyć na opłacenie pracowników na umowę o dzieło, firm, które angażuję do produkcji, a które od dziewięciu miesięcy siedzą na dupie. I w tych firmach pracują mężowie tych pań Grażynek z kas, którzy od dziewięciu miesięcy nie zarabiają nic. Ten fundusz ma przepompować pieniądze przez tych, którzy coś robią, którzy aktywnie coś produkują, a nie dać im zarobić - mówił w opublikowanym filmie Miuosh.

O wskazanie największych wad Funduszu Wsparcia Kultury poprosiliśmy Sebastiana Jóźwiaka, szefa labelu Astigmatic Records, wydającego m.in. albumy EABS. Jego zdaniem to akcja, która stworzy jeszcze większą przepaść pomiędzy artystami bogatszymi i biedniejszymi.

Błędem jest rozdawanie pieniędzy na zasadzie przychodów netto i strat, bo one nie liczą realnego zysku. Tu łatwo jest oprzeć działania na zasadach turbokapitalizmu i neoliberalizmu, czyli raka toczącego polską politykę od lat - bogaci się bogacą, a biedni biednieją. Nie ma u nas wykształconej solidnej klasy średniej, przez co nie ma mocnego środka. A potem ludzie patrzą innym do kieszeni, robi się syf. I tutaj też tego zabrakło, bo więcej podmiotów mogło dostać np. po 200 tys. złotych. Wtedy byłoby sprawiedliwiej, bez tak znaczących różnic - uważa Jóźwiak, którego label otrzymał dofinansowanie w wysokości 200 tysięcy złotych.

Brałem udział w tym programie po to, żeby utrzymać zespoły, bo jak muzyk nie będzie miał za co żyć, to pójdzie w końcu do innej roboty i nie będzie już szansy na uczestniczenie w próbach i nagrywanie albumów. W ten sposób rozpadnie się moja firma. Ludzie zaczęli do mnie dzwonić i gratulować mi, jakby te 200 tysięcy to były moje pieniądze, a ja jeszcze nic nie podpisałem, nie ma hajsu na koncie. Dwa - wnioskowałem o pomoc dla artystów w mojej stajni i tak też zapewniano mnie w Instytucie Muzyki i Tańca, bo pytałem, czy mogę tak zrobić. Szczerze? Teraz bardziej się boję dostać te pieniądze - dodaje.

Taco stories
fot. Taco Hemingway/Instagram

Wiele podmiotów, które otrzymało dofinansowania, jest po prostu pierwszym przystankiem w rozdysponowywaniu funduszy dla szeregu podwykonawców. Dlatego jeśli artysta x dostaje konkretną sumę, a jego nazwisko może być wyszczególnione w tabelce - wynikach Funduszu, nie znaczy to, że cała kwota idzie na jego konto. Czasem nawet zdarza się, że jego firma, zatrudniająca szereg pracowników, nazywa się tak, jak on sam.

Było dla mnie oczywiste, że pieniądze, które otrzymam w ramach rekompensaty już poniesionych kosztów stanowią fundusz, który pójdzie wyłącznie na koszty związane z funkcjonowaniem firmy, ZUS-y, wypłaty i zlecenia albo podwykonawców. Na przykład - księgowość, doradztwo prawne czy szkolenia dla pracowników, związane z przeniesieniem działalności kulturalnej do internetu. To kolejne miejsca pracy. Jeszcze jedno. Wszelkie koszty muszą wchodzić w zakres kosztów kwalifikowanych, które są w rozporządzeniu Rady Ministrów. Nie wiem, na ile składający wnioski się z tym zapoznali. Łatwiej jest rozdysponować taką kwotę na dwa tysiące podmiotów, które - kolokwialnie mówiąc - pchną to dalej - mówi Marta Nizio, szefowa agencji koncertowej Bashesh (m.in. Paluch, KęKę, Ifi Ude, Jakub Kusior).

Zwłaszcza, że - o czym nie mówi się głośno - wielu podwykonawców w branży nie jest zatrudnionych na umowę o pracę, co sprawia, że w tej sytuacji są uzależnieni od podmiotów, dla których pracują.

To drobny kamyczek, ale tak, wsparcie skierowane wyłącznie do firm powoduje, że poza marginesem wsparcia jest większość pracowników sektora kultury - w szczególności ci którzy nie są zatrudnieni na umowę o pracę - uważa Bartosz Wasilewski, CEO&founder firmy Torero Solutions.

Co równie istotne - z projektu nie może skorzystać spora część sceny alternatywnej, bo kwoty, którymi na co dzień operują są tak niskie, że po prostu nie opłaca im się zakładać działalności gospodarczej; koszty utrzymania mogłyby w tym przypadku być zbliżone do ich zarobków.

Błędem jest to, że artyści będący na umowie o dzieło/zlecenie nie mogą bezpośrednio uczestniczyć w takim programie. To pokazuje, że Ministerstwo nie wie, jaka jest docelowa grupa, którą powinno się opiekować - mówi Adam Witkowski z trójmiejskiego zespołu Nagrobki.

Wątpliwości mogą budzić też kryteria przyznawania dofinansowań. Czy artysta może przeznaczyć część funduszy na to, co tylko mu się podoba - na przykład realizację teledysku w drogim hotelu i opłacenie sobie zakwaterowania w nim? W ramach kryterium ocenie będzie podlegać planowane przeznaczenie środków ze wskazaniem rodzaju wydatków oraz kwot wydatków (ocena zgodności Wsparcia finansowego udziela się na koszty kwalifikowalne, o których mowa w art. 53 ustawy 5 rozporządzenia Komisji (UE) nr 651/2014). Weryfikacja kryterium na podstawie informacji opisowych podanych we wniosku - czytamy.

Podobne niejasności, dofinansowania dla artystów, które były uzależnione od wysokości ich zarobków w roku 2019, ale i osobliwe promowanie firm (większą liczbę punktów otrzymywały nie te przedsiębiorstwa, które więcej zatrudniały, ale te, które nie zwalniały; oznacza to, że najbardziej opłacało się prowadzić działalność jednoosobową) spowodowały, że projekt, który miał pomóc poszkodowanym przez pandemię ludziom z branży kulturalnej, stał się szeroko komentowaną kością niezgody. A historia dopisała do niego kolejną puentę; w niedzielę 15 listopada Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotr Gliński wstrzymał wypłaty z Funduszu Wsparcia Kultury do czasu wyjaśnienia wszelkich wątpliwości.

Podziel się lub zapisz
Redakcja newonce
Różne pokolenia, ta sama zajawka. Piszemy dla was o wszystkich odcieniach popkultury. Robimy to dobrze.