Michał Wojtek: „Codziennie myślę o tym, że przez nałóg zmarnowałem potencjał” (WYWIAD)

DSC02043.jpg
fot. Fistach

Pamiętacie Quetzalcoatl? 10 lat po premierze tego głośnego singla Michał Wojtek wrócił z projektem Worek na kości – jednym z najciekawszych, które ukazały się na polskiej scenie w pierwszym kwartale 2026 roku. W wywiadzie dla newonce opowiada, gdzie dziś jest jako raper i człowiek, skąd ta długa przerwa i jak wyglądały kulisy jego rozstania z Palewave.

W tym roku mija dekada od premiery Quetzalcoatl. Wtedy wydawało się, że będzie to przełomowy utwór w twojej karierze, jednak od tego czasu nie wydawałaś zbyt wiele.

Przed i po premierze tego singla leczyłem się z uzależnień w zamkniętych ośrodkach. W pierwszym stworzyłem EP-kę Instrukcje, a zaraz po wyjściu – właśnie Quetzalcoatl. Niestety szybko wróciłem do nałogu i trafiłem do miejsca, w którym obowiązywał zakaz robienia czegokolwiek związanego z przeszłością, a więc w moim przypadku też rapu.

Gdy wróciłem po dwóch latach, nagrywanie przychodziło mi z trudem. Próbowałem coś wrzucać, ale czułem, że to nie to samo. Mimo że miałem bazę słuchaczy, ich reakcje mnie nie satysfakcjonowały. Zdałem sobie sprawę, że robię to pod publikę, a nie dla siebie. Później ogarnęła mnie totalna niemoc twórcza. Przerzuciłem się na gitary i wrzucałem różne rzeczy na SoundCloud, żeby jakoś się wyżyć. Potem już nic większego nie powstało.

Wpłynęła na to wszystko sytuacja z Palewave, czyli ekipą, z którą się rozstałeś?

Oczywiście. Byłem posądzany o różne rzeczy, bałem się reakcji środowiska, komentarzy, tego, że ktoś może chcieć pójść dalej. To wszystko się nakładało.

Nagrałeś wtedy utwór Wyznanie świadka, w którym przyznałeś się do współpracy z sądem.

Dziś czuję cringe, gdy słucham tego numeru. Wszyscy oczekiwali ode mnie wyjaśnień, ale forma, na którą się zdecydowałem, nie była odpowiednia. Tak naprawdę nic nie wytłumaczyłem, tylko dolałem oliwy do ognia; powstawało coraz więcej plotek. Myślę, że powinienem wtedy powiedzieć, co naprawdę się wydarzyło. Pogrążyła mnie neoficka jazda w stylu: ja się wyleczyłem i teraz będzie leczył innych. To typowe dla ludzi wychodzących z nałogu. Miałem klapki na oczach; uważałem, że używki są złe i miałem żal do kumpli, z którymi ćpałem. Bezsens! Przecież nikt mi niczego nie kazał. Różnica między nimi a mną polegała na tym, że ja po prostu poleciałem za daleko.

Muszę jednak zaznaczyć, że cała ta afera nie dotyczyła Palewave ani żadnych innych raperów. Chodziło o ziomka, z którym wpadliśmy pod klubem. Nikt nic nie mówił na policji. Ja trafiłem do ośrodka, dostałem umorzenie, a kumpel nie. Potem występowałem jako świadek, będąc pod wpływem terapeutów, którzy zachęcali mnie, mówiąc, że to pomoże też jemu wyjść z nałogu. Obciążyłem siebie i jego, mając dobre intencje. I to pokazuje, że dobre intencje nie wystarczą – piekło jest nimi wybrukowane. Przez to, że wtedy tego nie wyjaśniłem, narosły plotki. Nie było żadnego rozjebania się na wspólasa ani niczego takiego. Ilości były śladowe.

DSC02191.jpg
fot. Fistach

Zostańmy przy Palewave. Z rozmowy z Baronem i Profeatem zrozumiałem, że jako ekipa nie mieliście świadomości skali tego, co tworzycie, do ilu osób docieracie. Dlatego też nie przekuliście swojej muzyki w sukces komercyjny. Też tak uważasz?

Wtedy chodziło przede wszystkim o wyrażenie siebie, zrobienie hałasu, wykrzyczenie tego, co się czuło. Patrzyłem na liczby i to mnie napędzało, ale nie myślałem o tym w kategoriach komercji. Gdyby w naszych ruchach było więcej konsekwencji, życie pewnie potoczyłoby się inaczej.

Martwisz się, że przez używki zmarnowałeś potencjał?

Tak. Myślę o tym codziennie i czasem mam wrażenie, że jest już dla mnie za późno. Czytałem komentarze słuchaczy, którzy pisali, że gdyby numery wyszły wcześniej, to by chętniej je sprawdzali, ale teraz już im się nie chce. Nie do końca rozumiem takie podejście, ale tak – zaprzepaściłem potencjał i obawiam się, że teraz może już mi nie pójść tak dobrze. No ale co mogę z tym zrobić?

Na ile twój powrót to nadrabianie straconych lat, a na ile artystyczna potrzeba?

Może 60% potrzeby wygadania się, a 40% chęci pokazania, że serio wracam. Po albumie Worek na kości z Siberianem i Fistachem pracuję dalej. Wiem, że moja przerwa była za długa, ale to może też atut, bo na wiele rzeczy patrzę już zupełnie inaczej.

A śledzisz aktualne wydarzenia na polskiej scenie?

Niewiele, ale staram się grzebać w undergroundzie. Widzę, że dziś na scenie panuje dużo większa konkurencja; często myślę, czy w ogóle znajdzie się dla mnie miejsce, bo dobrych raperów jest mnóstwo. Jednak czuję, że mam coś do powiedzenia.

Gdy zaczynałeś, w oczach wielu słuchaczy byłeś smutnym raperem. To się zmieniło?

Generalnie nie jestem zbyt pozytywną osobą, więc chyba nie. Worek na kości to z mojej perspektywy pozytywny projekt, ale dalej będzie już tylko smutniej. Chyba że odniosę sukces, to zrobię płytę o wygrywaniu życia.

Ta płyta jest słodko-gorzka.

Na tyle mnie stać. Więcej optymizmu ode mnie nie dostaniecie.

A jak wygląda teraz twoje życie? Nadal jest w nim smutek?

Życiowo jestem mocno ustabilizowany. Pracuję na etacie, mieszkam z partnerką i dwoma kotami. Ale to nie zmienia faktu, że żyję w społeczeństwie, doświadczam różnych rzeczy i zmagam się z własnymi demonami.

DSC02204.jpg
fot. Fistach

W przeszłości patrzyłem na twoją twórczość jak na coś wizjonerskiego. Mało osób w Polsce robiło cloudrap. W którą stronę teraz podążasz stylistycznie?

Worek na kości określiłbym akustycznym i instrumentalnym, ale kolejne rzeczy będą zupełnie inne. Łącznikiem jestem ja – moja wrażliwość i muzyka, która mi się podoba. Nadal pozostaję w niszy.

Kontrastem do Worka na kości była twoja zwrotka u Przemka Fergusona, w której słychać dużo wkurwienia.

Co mogę powiedzieć? Chciałem po prostu zjeść Fergusona w tym kawałku i wykorzystałem wkurwienie, które akurat we mnie siedziało. Mogę obiecać, że w przyszłości jeszcze wypuszczę podobne rzeczy.

Na EPce rzucasz wersem: to rap dla tych, którzy wstydzą się, że słuchają rapu. Dobrze to opisuje ten projekt.

Tak, bo ona u podstaw jest mało rapowa. Ale kolejne rzeczy będą już inne. Na razie jednak nie chcę nic więcej zdradzać.

Zostańmy jeszcze chwilę przy tym krążku. Rapujesz na nim o Ukrainie, Palestynie czy Elonie Musku. Skąd potrzeba mówienia o tematach społecznych?

To chyba najbardziej przyzwoita rzecz, jaką można zrobić. Kiedy widzę krzywdę, mówię o niej. Gdy patrzę na świat, to trudno się nie wkurwiać, ale co mogę zrobić? To straszny banał i aż rzygać mi się chcę, gdy o tym mówię, ale wiem, że jestem na uprzywilejowanej pozycji, dlatego staram się zwracać uwagę na problemy tych, co mają gorzej.

Co teraz kształtuje twoją wrażliwość?

Trudno powiedzieć. Unikam zbytniej introspekcji, bo nie prowadzi mnie to do dobrych miejsc. Lubię kino, książki. Ale tak naprawdę to wewnętrzny sprzeciw i niezadowolenie wobec tego, co odwalają raperzy, najbardziej kształtuje rzeczy, nad którymi teraz pracuję.

Nie chcesz mówić za wiele o swoich planach, ale na koniec: co przed tobą?

10 maja zagram koncert we Wrocławiu w klubie Łącznik. Będą undergroudnowi goście: Seatstill, Soakybwoy, Świtała czy Dj. cbh. Zagram stare i nowe rzeczy. Zapraszam wszystkich.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Jędrzej, choć częściej występuje jako Jj. Najlepiej opisuje go hasło: londyński sound, warszawski vibe. W Drugim Śniadaniu regularnie miesza polskie brzmienia z tym, co dzieje się na Wyspach, dorzucając również utwory z amerykańskiej nowej szkoły. Afrowave, drill, trap - słyszymy się!