Pewność w grze, niezwykle mocna psychika, odporność na stres oraz serwis i return na najwyższym światowym poziomie. Co daje taka mieszanka? Finał turnieju ATP w Miami. Hubert Hurkacz jest w życiowej formie i do zdecydowanie największego tytułu w karierze pozostaje tylko jeden krok.
Lista przeciwników, których w tym turnieju pokonał Hubert Hurkacz jest co najmniej imponująca – Denis Shapovalov, Milos Raonić, Stefanos Tsitsipas i teraz, w półfinale, Andriej Rublow. Po raz pierwszy w karierze w odstępie dwóch dni Polak pokonał dwóch tenisistów z czołowej dziesiątki światowego rankingu. I nie ma w tym absolutnie żadnego przypadku.
W Miami Hubert czuje się jak u siebie w domu, co zresztą nie jest dalekie od prawdy, bo na Florydzie na co dzień trenuje. Jeden z jego dwóch wygranych turniejów w karierze (ATP 250 w Delray Beach w styczniu) również odbył się w tym amerykańskim stanie. Na wschodzie Stanów Zjednoczonych jest mu na tyle dobrze, że w tej chwili oglądamy zdecydowanie najlepszego Hurkacza w karierze. Niezwykle mocny serwis, który w dodatku „siada” w kluczowych momentach, bardzo dobry return, odporność na stres, której nie raz polskiemu tenisiście brakowało, a także niezwykle mocna psychika za każdym razem, kiedy wynik jest na ostrzu noża – zdawać by się mogło, że to Hubert jest zawodnikiem z czołowej dziesiątki rankingu. Tymczasem to jego słabsi (w tym turnieju) rywale okupują tam miejsca, a on sam, mimo sporego już awansu (będzie minimum 25.), dopiero aspiruje do grona najlepszych tenisistów świata.
O ile Raonić i Tsitsipas wygrali z Polakiem pierwsze sety, dając powody do sprawdzenia jego odporności na początkowe niepowodzenia, o tyle z wyżej notowanym i bardzo mocno faworyzowanym Rublowem Hubert zaczął agresywnie i szybko wziął sprawy w swoje ręce. Po zaledwie 20 minutach mieliśmy już 5:1 i mimo że zdezorientowany poziomem Polaka Rublow zaczął odrabiać straty, to set zakończył się wynikiem 6:3.
Druga partia była podobna, bo ponownie to Hurkacz przełamał przeciwnika i odskoczył na dwa gemy, tylko po to, żeby musieć bronić się przed szaleńczymi atakami Rosjanina. Przy stanie 5:4 było sporo nerwów… dla nas, bo Hubert zdawał się mieć wyłączony układ nerwowy. Za każdym razem, gdy jego przeciwnik zbliżał się do przełamania i wyrównania, kończyło się to asem serwisowym, świetnym backhandem po linii czy jeszcze innym znakomitym zagraniem. Dzięki temu żadnego wyrównania nie było i to Polak wygrał 6:3, 6:4 i już w niedzielę zagra w swoim pierwszym finale tak prestiżowego turnieju. Nasz męski przedstawiciel w tego typu finale to Jerzy Janowicz w 2012 roku w finale turnieju ATP w Paryżu, jednak wtedy skończyło się to porażką.
Teraz Hurkacz gra przeciwko Jannikowi Sinnerowi, nastolatkowi, z którym jeszcze niedawno grał razem w turniejach deblowych. Obaj panowie się znają, a Włoch na pewno jest w zasięgu polskiego tenisisty. Zresztą – w tym turnieju są w nim wszyscy. Jest pięknie, ale może być jeszcze lepiej. Męskiego zwycięstwa w tego typu turnieju Polacy nie mieli od… 1982 roku. Czas na zmiany.
