Noc lub poranek 23 marca – w zależności od tego, w którym miejscu świata – przyniósł fanom tenisa ogromny szok. Ashleigh Barty, zdecydowana liderka rankingu WTA od 114 tygodni, zakończyła karierę. Zaskoczenie jest o tyle większe, że zawodniczka ma wciąż 25 lat i do tej pory niewiele na to wskazywało. Nie jest to jednak żart, jak sugerowali niektórzy fani sprawdzając, czy aby na pewno w Australii nie obchodzi się tego dnia Prima Aprilis. Barty naprawdę podąży drogą innych wielkich tenisistek, takich jak Martina Hingis i Kim Clijsters, choć w jej przypadku powody są nieco inne.
– Nie mam już tej fizycznej siły, tej emocjonalnej chęci, by stawiać sobie kolejne wyzwania na samym szczycie. Jestem po prostu wypalona – możemy usłyszeć w wywiadzie, w którym ogłosiła swój sportowy koniec. Pierwszy raz mówię to na głos i trudno to ze mnie wychodzi, ale jestem szczęśliwa i gotowa – stwierdziła w rozmowie z Casey Dellacquą, byłą wieloletnią partnerką deblową.
Trudno czyta się takie słowa wiedząc, że mamy do czynienia z zaledwie 25-letnią tenisistką, jednak sportowe wypalenie jest czymś, co może przytrafić się każdemu i w każdym momencie, biorąc pod uwagę, że profesjonalni sportowcy spędzają na swojej dyscyplinie całe lata, zanim w ogóle o nich usłyszymy. A o Barty i tak usłyszeliśmy dosyć szybko, bo Australijka została profesjonalistką w wieku zaledwie 14 lat. Jeśli myślicie, że śledząc tenisa znacie ją prawie całą tenisową epokę, to nie jesteście w błędzie – już mając 16 lat zadebiutowała w Australian Open w singlu i doszła do finału (!) debla w parze z Dellacquą.
Początki jej kariery to głównie deblowe sukcesy ze starszą koleżanką. Jeszcze w tym samym roku doszły do finałów French Open i Wimbledonu i choć ostatecznie na deblowego szlema (z CoCo Vandeweghe) musiała poczekać do 2018 roku, to właśnie debel był czymś, co przynosiło jej największą radość i sukcesy do… pierwszej przerwy na koniec 2014.
Jeśli gdzieś szukać powodów i pierwszych przesłanek aktualnej decyzji, to właśnie tam. Cofamy się o kilka lat, gdzie znana już szerzej młoda, zaledwie 18-letnia deblistka niemogąca się przebić w singlowym cyklu WTA, ogłasza po US Open, że musi sobie zrobić przerwę od tenisa. Powody były proste – wszystko w tourze dzieje się „zbyt szybko i jest tego za dużo”, a ona choć przez chwilę chce poczuć, jak to jest być normalną nastolatką.
Przerwa trwała ponad rok i Barty faktycznie nieco uspokoiła pęd, który towarzyszył jej od startu zawodowej kariery w tenisie. Sam sport jednak nie zszedł na dalszy plan. Dalej kochała tenis i grała w niego w ramach luźnych treningów, a w międzyczasie… została półprofesjonalną zawodniczką krykieta. W Australii panuje zresztą przekonanie, że Barty jest takim sportowym fenomenem, który prawdopodobnie zostałby zawodowcem w każdej wybranej dyscyplinie.
Najważniejszy był jednak tenis i po roku przerwy Barty wróciła na światowe korty. Wróciła i w końcu przebiła się w rywalizacji singlowej. Po niecałych dwóch latach była już w top 20 światowego rankingu i wygrywała pierwsze pomniejsze turnieje cyklu WTA, a potem poszło już z górki. Coraz szybszy rozwój, pierwsze prestiżowe tytuły w topowych turniejach cyklu, a ostatecznym przełomem został pierwszy singlowy szlem – French Open z 2019 roku.
Niedługo po nim została też jedynką światowego rankingu. Była nią przez kilka tygodni, potem tę rolę przejęła Naomi Osaka, by po US Open 2019 Barty ponownie usiadła „na tronie”. Od tego momentu nie zeszła z niego nawet na moment (szczególnie że chwilę potem dołożyła zwycięstwo w Masters), a jej seria trwała już 114 tygodni i jest czwartą najdłuższą w historii po samych największych nazwiskach w historii kobiecego tenisa – Steffi Graf, Serenie Williams i Martinie Navratilovej.
Ktoś może powiedzieć, że pomogła w tym odwołująca niektóre turnieje pandemia, ale Barty po powrocie najlepszych tenisistów świata na kort pokazała, że „jedynką” nie jest przypadkowo, wygrywając Wimbledon w 2021 i Australian Open w 2022 roku. Do tego dorzuciła medal olimpijski w mikście i masę innych ważnych tytułów. W momencie pisania tego artykułu wciąż ma ponad 1000 punktów przewagi nad drugą w klasyfikacji Igą Świątek i gdyby nadal grała, to trudno byłoby jej ten tytuł odebrać.
Po Australian Open postanowiła zrobić sobie przerwę od turniejów (nie było jej chociażby w Doha i Indian Wells, które wygrała Iga), ale mało kto oczekiwał aż tak trudnej i smutnej dla tenisa decyzji. Czekaliśmy na French Open i jej ewentualne starcie ze Świątek jako dwóch ostatnich triumfatorek na kortach Rolanda Garrosa, jednak do tego już nie dojdzie.
To oczywiście oznacza, że w momencie, w którym Ash oficjalnie „wyciągnie” swoje nazwisko z rankingu, liderką cyklu po raz pierwszy w historii zostanie reprezentantka Polski. I o ile będzie nas to bardzo cieszyć, o tyle spodziewaliśmy się, że nastąpi to w trochę inny sposób. Teoretycznie jeszcze może, bo nie wiemy czy i kiedy nazwisko Barty zniknie z tabel (zawsze może sobie zostawić furtkę do powrotu), a turniejów nie brakuje. Za moment Miami i coraz bardziej zbliżająca się ulubiona dla Igi „mączka”, gdzie będzie można nabić trochę punktów. Nie to jest jednak w tej chwili najważniejsze.
– Wiem jak dużo pracy potrzeba, by wyciągnąć z siebie to, co najlepsze – kontynuowała Barty. – I wielokrotnie mówiłam swojemu zespołowi, że więcej nie potrafię tego robić, nie mam tego w sobie. Fizycznie oddałam tenisowi wszystko, co miałam i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Uważam to za swój sukces – zakończyła.
Australijka jest drugą w historii kobietą, który kończy karierę na szczycie rankingu (po Justine Henin w 2008 roku, która była niewiele starsza). W sezonie 2022 była niepokonana, ogólnie wygrała 25 ze swoich 26 ostatnich meczów licząc jeszcze z poprzednim sezonem. Kończy karierę z trzema szlemami (i czwartym w deblu), w tym ze swoim wymarzonym Wimbledonem (to zresztą po spełnieniu największego marzenia miało się nieco zmienić jej nastawienie), kilkunastoma innymi tytułami WTA i wielkim przesłaniem dla nas, nawet jeśli nie jest to powiedziane wprost.
W czasach częstej walki o zdrowie psychiczne, w czasach gdzie Naomi Osaka, Wiktoria Azarenka czy nawet Iga Świątek w końcówce ubiegłego sezonu nie dają sobie rady mentalnie z trudami życia na szczycie światowego tenisa, musimy pamiętać, że sportowcy to nie roboty. To oczywistość, która jest powtarzana w wielu możliwych momentach, ale wielu niestety nadal nie może wziąć sobie tego do serca. Może więc zanim pojawią się kolejne głosy w stylu „Świątek się skończyła” po jednym wcześnie przegranym turnieju albo że „Osaka robi to wszystko pod publiczkę”, pomyślimy o faktycznych problemach, jakie mogą spotkać w zasadzie każdego sportowca na każdym turnieju, meczu czy zawodach.
Ashleigh Barty, odchodzi, jak sama twierdzi, ku innym marzeniom. Niektórzy przewidują tutaj macierzyństwo, jednak o czym mówimy dokładnie wie tylko ona sama. Australijka zdaje sobie też sprawę, że Justine Henin, Kim Clijsters czy Martina Hingis po wczesnych emeryturach do sportu jeszcze wróciły, ale ona sama twierdzi, że czas odłożyć rakietę i na powrót w ogóle się nie zanosi. A jeśli tak, to to była przyjemność – dla nas, kibiców – oglądać tak znakomitą zawodniczkę na korcie. Cykl WTA na pewno zatęskni za swoją liderką.
