Oni mogą być z siebie dumni. Siódemka wygranych PlusLigi 2021/2022

Zobacz również:Znane powroty i potężne wzmocnienia. W PlusLidze nikt nie pracuje w trybie oszczędzania energii
PGE Skra Belchatow - Jastrzebski Wegiel
fot. Adrian Mielczarski / Pressfocus

Mówi się, że tylko mistrz jest zadowolony z sezonu. Jeśli byłoby to prawdą, mielibyśmy tabun rozczarowanych siatkarzy. Na szczęście w wielu klubach znajdziemy zawodników, którzy po ostatnim sezonie mogą czuć dumę z dyspozycji. Niektórzy mieli coś do udowodnienia. Inni po prostu po raz kolejny zrobili swoje.

Lada moment rozpoczną się zmagania reprezentacji Polski. Siatkarze czołowych klubów nie mają zbyt dużo czasu na regenerację. PlusLiga dopiero zakończyła rozgrywki, a ZAKSĘ, mistrza Polski, czeka jeszcze finał Ligi Mistrzów. Obłożony kalendarz już teraz stanowił spore wyzwanie. W najbliższym sezonie, do którego ma przystąpić szesnaście zespołów, może być jeszcze trudniej. Pod koniec nietrudno o kontuzje z powodu przeciążeń i przetrenowań.

Liga mistrzów świata co rok odsłania wszystkim fanom volleya atuty w postaci świetnych siatkarzy. Ktoś notuje sezon życia, a ktoś ma rozczarowujący okres – takie są koleje losu. Najwięcej szans na pokazanie się miały kluby z czołowych miejsc. Przez to ich zawodnikom najłatwiej było pokazać się w korzystnym świetle.

Przygotowaliśmy siódemkę siatkarzy, którzy mogą czuć się zwycięzcami. Niektórzy dosłownie, bo na ich szyjach zawisł złoty medal, inni moralnymi, bo indywidualnie spisywali się bardzo dobrze. Nie jest to zestawienie „dream teamu” sezonu, choć gdybyśmy mieli takowy stworzyć, to niektóre nazwiska podane poniżej by się w nim znalazły. Kto z siatkarzy PlusLigi może powiedzieć sam do siebie: „dobra robota”?

1
Rozgrywający: Marcin Janusz (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle)

Rok temu na rozegraniu w Kędzierzynie-Koźlu pozostało bezkrólewie. Benjamin Toniutti po wicemistrzostwie odszedł do Jastrzębskiego Węgla. Klub z województwa śląskiego już w trakcie sezonu 2020/21 zakontraktował go po cichu, przy okazji żegnając się z Lukasem Kampą. Ten trafił do Trefla. Trójkąt zamknął były gracz gdańszczan Marcin Janusz, który zamienił północ kraju na triumfatora Ligi Mistrzów.

Pochodzący z Nowego Sącza zawodnik musiał zderzyć się z inną presją. Choć w przeszłości występował w PGE Skrze Bełchatów, do Kędzierzyna trafił z innymi oczekiwaniami. Miał z miejsca zastąpić mistrza olimpijskiego w najlepszym klubie Europy. Zadanie wykonał niemal perfekcyjnie. Po pierwszych tygodniach nowego sezonu w ZAKSIE nie widać było zmiany „sypacza”. Grała tak samo dobrze jak rok wcześniej.

– Naprawdę bardzo doceniam to, gdzie się dostałem i zdaję sobie sprawę z tego, jakie miałem szczęście. Gdy mam szanse, staram się je wykorzystywać i cieszę się, że dotąd się udaje – mówił 27-latek po zdobyciu mistrzostwa portalowi siatka.org. Janusz przez sezon stał się obok Grzegorza Łomacza faworytem do gry na rozegraniu w kadrze Polski. Choć Fabian Drzyzga ma duże zasługi, na dziś nie ma powodów, by gracza Asseco Resovii Rzeszów stawiać nad rozgrywającym „Koziołków”.

2
Przyjmujący: Piotr Orczyk (Aluron CMC Warta Zawiercie)

Do 2020 roku rozmawiając o Orczyku, często można było natrafić na szyderę. Łagodnie mówiąc, krytykowano jego przydatność w Skrze, choć wcześniej miał za sobą solidne sezony w lidze belgijskiej. Zastanawiano się, co robi w Bełchatowie, a w parze z Kacprem Piechockim uważano go za piętę achillesową „Pszczółek”.

Dwa lata później Orczyk znajduje się w innym położeniu. Właśnie rozegrał drugi dobry sezon w Zawierciu. Był rezerwowym dla duetu Facundo Conte-Uros Kovacević. Trudno zastąpić 1:1 brązowego medalistę olimpijskiego i MVP mistrzostw Europy z 2019 roku. Przyjmujący nie był jednak kulą u nogi dla Igora Kolakovicia. Gdy wchodził, często bywał cichym bohaterem, na którego dobre występy zwracali uwagę głównie zagorzali fani siatkówki lub klubu z Zawiercia.

Pewna gra rezerwowego nie pozostała niezauważona przez nowego selekcjonera. Orczyk otrzymał powołanie do szerokiej kadry, choć nie załapał się do składu na nadchodzącą Ligę Narodów. Sam może być jednak z siebie dumny. Z siatkarza, z którego często sobie drwiono, stał się solidnym przyjmującym, którego na ławce chciałby mieć chyba każdy trener PlusLigi.

3
Przyjmujący: Rafał Szymura (Jastrzębski Węgiel)

Trochę podobny status co Orczyk miał Szymura. Nie był nigdy obiektem drwin, ale tak samo jak kolega po fachu w ostatnim sezonie najczęściej bywał rezerwowym. Starszy z braci Szymurów niejednokrotnie zastępował, a to Tomasza Fornala, a to Trevora Clevenota w przyjęciu.

Szymura okazał się szczególnie potrzebny przy okazji play-offów. Wobec problemów zdrowotnych i sportowych w drużynie otrzymał szansę występów w pierwszej szóstce. Nie zmarnował szansy, a wręcz przeciwnie. Czasem to on był tym, który ciągnął zespół do dalszej walki. Po jedynym wygranym przez Jastrzębski meczu finału z ZAKSĄ komisarz nagrodził statuetką właśnie Szymurę.

W kadrze Grbicia znalazło się dla dwóch braci. Młodszy, libero Kamil, dostał powołanie po raz pierwszy. Starszy miał już epizod za kadencji Vitala Heynena, lecz jak sam mówi, dopiero teraz czuje się pełnoprawnym członkiem kadry.

4
Atakujący: Karol Butryn (Indykpol AZS Olsztyn)

2021/2022 – 532 punkty (3. miejsce)

2020/2021 – 552 punkty (1. miejsce)

2019/2020 – 430 punktów (2. miejsce)

Od trzech sezonów Karol Butryn nie schodzi z podium klasyfikacji najlepiej punktujących siatkarzy PlusLigi. Choć dwoił się i troił w Radomiu oraz w Rzeszowie, nie miał szans przebić się do kadry Heynena. Ten otwarcie mówił, że w okresie olimpijskim liczą się ci obyci w boju. Butryn, rocznik 1993, takowego nie miał. Co więcej, dopiero teraz, w wieku 29 lat wreszcie puka do kadry.

Atakujący wraz z Toreyem DeFalco stanowił zabójczy ofensywny duet AZS-u Olsztyn. Amerykanin zakończył rozgrywki jako najskuteczniejszy gracz całej ligi, więc „Akademicy” z powodu dwóch siatkarzy na podium mogą czuć dumę. Butryn dobrze grał zarówno u Marco Bonitty, jak i u Javiera Webera, lecz podobnie jak reszta składu odczuł pozytywną zmianę na ławce trenerskiej.

Butryn to także ex-aequo (z DeFalco) drugi najlepiej serwujący siatkarz ostatniego sezonu. Z wynikiem 53 asów przegrał tylko z Mateuszem Bieńkiem. Teraz obaj panowie będą mieli okazje wspólnie siać spustoszenie w zespołach rywali, przywdziewając biało-czerwoną koszulkę.

5
Środkowy: Norbert Huber (Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle)

Największy pechowiec wśród wygranych czy największy wygrany wśród pechowców? Niestety, należy skłonić się ku pierwszej opcji. Huber w finale PlusLigi doznał urazu Achillesa, który wyłącza go z gry do końca roku. Skupmy się jednak na okresie do kontuzji, bo ten wypadł 23-latkowi rewelacyjnie.

Pochodzący z Humnisk środkowy trafił przed sezonem ze Skry. Tam grał dobrze, ale w Kędzierzynie-Koźlu wrzucił piąty bieg. Podobnie jak Janusz szybko zaadaptował się do zespołu Gheorghe Cretu. Dobrze zastąpił Jakuba Kochanowskiego, który przeszedł do Resovii.

Zdobywca pięciu statuetek dla MVP meczu PlusLigi zakończył sezon jako drugi najlepiej blokujący siatkarz rozgrywek. Do tego dorzucił 348 punktów, co jak na środkowego jest bardzo dobrym wynikiem. Możemy dywagować „co by było, gdyby”, ale pamiętajmy, że cały czas rozmowa toczy się o graczu z rocznika 1998. Huber w tym sezonie wdarł się do świadomości fanów volleya jako wielka nadzieja wśród środkowych.

6
Środkowy: Mateusz Poręba (Indykpol AZS Olsztyn)

Poręba to zawodnik o rok młodszy i nie mniej utalentowany od Hubera. Od 2018 roku jest zawodnikiem AZS-u. W ubiegłym sezonie na moment trafił do Serie A. Po zakończeniu zmagań w Olsztynie, wypożyczono go na moment do Vero Volley Monza.

Mierzący 203 centymetry zawodnik tworzył środek „Akademików” z Taylorem Averillem. Podobnie jak cały zespół, tak i on nie może mieć powodów do narzekań. Dwudziestodwulatek często kończył spotkania z wysoką skutecznością w ataku. Sezon 2021/2022 zakończył z 206 punktami, z czego 45 zdobył blokiem.

Olsztyn od dawna uchodzi za siatkarski uniwersytet przed występami dla bogatych i utytułowanych klubów. O Porębie już się mówi jako o nadziei polskiej kadry. Choć związany jest jeszcze kontraktem z AZS-em, ostatnio mówi się o zainteresowaniu ZAKSY. To jednak na razie melodia przyszłości. Póki co środkowy i stolica Warmii tworzą zgraną parę.

7
Libero: Jakub Popiwczak (Jastrzębski Węgiel)

Rok temu Popiwczak cieszył się statusem libero numer trzy polskiej reprezentacji. Z pozoru to wysoka pozycja. W praktyce, gdzie na igrzyska pojechał tylko Paweł Zatorski, a na mistrzostwa Europy dołączył do niego Damian Wojtaszek, zawodnik jastrzębian stał na straconej pozycji.

Dziś realia są inne. Libero Projektu Warszawa zakończył karierę reprezentacyjną, więc 26-latek awansował na miejsce libero numer dwa. Choć „Zati” to nadal klasa światowa, po tym sezonie Popiwczak nie musi czuć się gorszy od zawodnika Resovii. To on był najlepiej przyjmującym siatkarzem PlusLigi (56,12 procent).

Libero wicemistrzów Polski nazwał ostatnie dni słodko-gorzkimi. Z jednej strony otrzymał powołanie do kadry, z drugiej przegrał walkę o złoto z ZAKSĄ. On sam raczej nie może sobie niczego złego zarzucić. Bez niego obrona drużyny byłaby o dwie klasy gorsza.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Podróżuje między F1, koszykarską Euroligą, a siatkówką w wielu wydaniach. Na newonce.sport często serwuje wywiady, gdzie bardziej niż sukcesy i trofea liczy się sam człowiek. Miłośnik ciekawych sportowych historii.
Komentarze 0