Dwumecz wyjaśnień i odpowiedzi. Kadra koszykarzy w poszukiwaniu spójności

Zobacz również:OSTATNI MECZ #4. Pakt
Polska reprezentacja koszykówka
Fot. Wojciech Figurski/400mm.pl

Od dwóch porażek przygodę z reprezentacją Polski rozpoczął Igor Milicić. Pracujący od kilku miesięcy z kadrą selekcjoner cały czas próbuje znaleźć złoty środek, modyfikując szeroki skład. Najbliższe dwa mecze mogą tylko z pozoru wydawać się prostymi. Estończycy w obecnych kwalifikacjach do mistrzostw świata sprawili już małą niespodziankę.

61:69 z Izraelem i 69:72 z Niemcami – nie takiego nowego rozdziału w polskiej koszykówce oczekiwali zarówno kibice, jak i członkowie reprezentacji. Teoretycznie w każdym walczyli o zwycięstwo. W praktyce, kiedy było trzeba, rywale wrzucali wyższy bieg, zabierając dla siebie dwa punkty. Co ważne, zachodni sąsiedzi wygrali z nami grając mocno okrojoną kadrą.

PO PUCHARZE CZAS NA KADRĘ

– Chcę zbudować coś, z czego będziemy korzystać w przyszłości – mówił Milicić obejmując pracę. Zapowiedzi i plany z pewnością dały nadzieję na świeżość w kadrze. Kibice cały czas pamiętali pracę poprzednika, Mike’a Taylora – z ogólnego punktu widzenia bardzo solidną, lecz zakończoną problemami natury okołosportowej. Chorwat z polskim obywatelstwem obejmował kadrę jako człowiek „stąd”. Mieszka w naszym kraju od lat, bez problemów porozumiewa się po polsku, a ponadto na co dzień pracuje w naszym kraju. To on doprowadził do pierwszego mistrzostwa Energa Basket Ligi Arged Slam Stal Ostrów Wielkopolski.

W „Stalówce” pracuje do dziś. W ostatni weekend doprowadził ją do triumfu w Pucharze Polski. Zaraz po meczu skupił się na operacji „Estonia”. Daleko nie musiał się ruszać. Zarówno turniej finałowy z klubem, jak i zgrupowanie reprezentacji miało miejsce w Lublinie. Stolica województwa lubelskiego od dłuższego czasu jest niemal stałą lokalizacją, jeśli chodzi o mecze kadry. Ma to związek ze sponsorowaniem PZKosz przez tamtejszy samorząd.

POWRÓT… DO ROSZAD

Szeroki skład na nadchodzący dwumecz z Estonią różnił się mocno od tego sprzed dwóch miesięcy. W listopadzie oglądaliśmy wiele nowych twarzy, zastępujących tych, do których obecności przyzwyczailiśmy się przez lata. Teraz było nieco odwrotnie.

– Do szerokiego składu kadry w tym okienku, po konsultacji z całym sztabem szkoleniowym, postanowiliśmy dołączyć kilku bardziej doświadczonych zawodników. Już wcześniej sygnalizowałem, że nie wykluczam powołania tych graczy, gdy reprezentacja będzie ich potrzebowała. Ponadto, trudna sytuacja związana z pandemią koronawirusa sprawia, że musimy być gotowi na nieobecność niektórych koszykarzy – powiedział Milicić oficjalnej stronie PZKosz.

Jeszcze kilkanaście dni temu spodziewaliśmy się powrotu weteranów – Aarona Cela czy Damiana Kuliga. Pierwszy rozgrywa solidny sezon w Twardych Piernikach Toruń. Spędza na parkiecie średnio 29 minut, notując po około dwanaście punktów i pięć zbiórek. Podobnymi liczbami może pochwalić się także drugi z podkoszowych. Milićić bardzo dobrze zna Kuliga, gdyż na co dzień z nim współpracuje w Ostrowie. Ostatecznie żaden z nich nie znalazł się w wąskiej kadrze na dwumecz. Pierwszego wyeliminowała kontuzja, a drugiego decyzja trenera.

Wracają jednak ci, którym zdrowie nie pozwoliło na grę kilka miesięcy temu. Michał Michalak to król strzelców ubiegłego sezonu Bundesligi (w EWE Baskets Oldenburg), a Michał Sokołowski jest gwarantem dwucyfrowej liczby punktów dla włoskiego Treviso. Zabraknie za to Mateusza Ponitki i Tomasza Gielo. Skrzydłowy Zenita Sankt Petersburg będzie w czasie zgrupowania trenował z klubem. Na mocy trwającego od lat konfliktu, udział zawodników z najlepszych rozgrywek Europy w okienkach reprezentacyjnych jest utrudniony. W przypadku zawodnika greckiego Peristeri szansę na występy pokrzyżował koronawirus.

W kadrze zobaczymy też Andrzeja Plutę… choć nie tego, który jako pierwszy przychodzi na myśl. Dawny rozgrywający Polski od lat nie gra już profesjonalnie w „kosza”. Robi to jednak jego syn, Andrzej Pluta junior. Młodszy z rodu dobrze spisuje się grając dla Enea Abramczyk Astorii Bydgoszcz. W tym sezonie ma za sobą między innymi 31-punktowy mecz przeciwko Asseco Arce Gdynia.

ZAGRANICZNY REPREZENTANT

Wiele wskazywało na to, że znów zobaczymy w koszulce reprezentacji A.J-a Slaughtera (którego wątku nie poruszaliśmy powyżej). Amerykanin poprosił o zwolnienie ze zgrupowania, ze względu na narodziny dziecka. Warto jednak poruszyć jego wątek, gdyż w ostatnich tygodniach powstała dyskusja o potencjalnych nowych, zagranicznych nabytkach kadry.

Sprawa naturalizowanych graczy od lat budzi kontrowersje. Niektórzy uważają, że nie powinno korzystać się z zawodników niemających żadnych związków z krajem. Dla Amerykanów europejski paszport jest sporym ułatwieniem, jeśli chodzi o grę na Starym Kontynencie. Historia pokazała, że „zagraniczni reprezentanci Polski” często postępowali pragmatycznie, wykorzystując kadrę do zbudowania renomy. Slaughter nie ma żadnych polskich elementów wspólnych. Jego gra to w dużej mierze zasługa Mike’a Taylora. Obaj panowie mieli ze sobą bardzo dobre relacje.

O Slaughterze mówi się także w kontekście nadchodzącego EuroBasketu. Przepisy mówią jasno – w każdej kadrze jest miejsce tylko dla jednego naturalizowanego zawodnika. W ostatnich miesiącach mówi się jednak o nowych wzmocnieniach. Przewijają się trzy nazwiska. To Geoffrey Groselle, Will Cummings i Jonah Matthews. Pierwszego można pamiętać z gry dla Zastalu Zielona Góra w poprzednim sezonie EBL. MVP rundy zasadniczej gra obecnie w Fortitudo Bolonia. Nie wiadomo czy jest opcją wartą rozważenia, bo gra na pozycji środkowego. Polsce potrzebny jest raczej obrońca.

Są nimi Cummings i Matthews. Pierwszy przywdziewa obecnie koszulkę francuskiego Metropolitans 92. O tym, że 29-latek miałby grać dla Polski, powiedział jego klubowy szkoleniowiec, Vincent Collet. Absolwent Temple University jest czołową postacią drużyny z aglomeracji paryskiej. W EuroCupie notuje blisko osiemnaście punktów i pięć asyst na mecz. Daje mu to szóste miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców.

Ostatni spośród wymienionych gra obecnie w Polsce, a także jest z całej trójki najmłodszy (24 lata). Matthews stanowi o sile Anwilu Włocławek, czwartej ekipy w tabeli EBL. Choć rozgrywa dopiero drugi sezon na zawodowstwie, to nie widać po nim żadnej tremy. Z wynikiem 18,9 pkt/mecz jest najskuteczniejszym zawodnikiem polskich rozgrywek. Każdy z wymienionych zawodników według różnych informacji ma się starać o polski paszport. Na razie nie ma oficjalnej informacji, by któryś z nich go otrzymał.

ESTOŃSKA NIESPODZIANKA

Nadchodzący rywal, Estończycy, z pozoru są outsiderem grupy. To 49. reprezentacja świata, która w ostatnich dwudziestu latach tylko raz zagrała na wielkiej imprezie (EuroBasket 2015). Na początku eliminacji sprawiła sporą niespodziankę wygrywając w Norymberdze z Niemcami 69:66. Aż 45 punktów to zasługa trio Kristian Kullamae-Kaspar Treier-Siim-Sander Vene. Zawodnicy niemal po równo podzielili się zdobyczą. Dwóch pierwszych to koszykarze z rocznika 1999, z kolei Vene to doświadczony skrzydłowy, wyszkolony w akademii Żalgirisu Kowno.

Cała trójka znalazła się w szerokiej kadrze na nadchodzący dwumecz. W reprezentacji prowadzonej przez Fina Jukkę Toijalę znalazło się miejsce dla ośmiu graczy z ligi estońskiej. Pozostali to zawodnicy rozgrywek niemieckich, włoskich i hiszpańskich. Zespół naszych nadchodzących rywali zajmuje drugie miejsce w grupie. Poza wygraną nad Niemcami mają na koncie porażkę z Izraelem. Do kolejnej, trzeciej rundy eliminacji mistrzostw świata, przejdą trzy najlepsze zespoły.

BADANIE POTENCJAŁU

Kadra Milicicia kontynuuje praktykę oswajania młodych zawodników z reprezentacją. Podobnie jak kilka miesięcy temu, tak i teraz powołano grupę prosperujących koszykarzy, która u boku Artura Gronka, asystenta Chorwata trenowała przez kilka dni przed początkiem zgrupowania. Znaleźli się w niej Benjamin Didier-Urbaniak, Grzegorz Kamiński, Patryk Kędel, Michał Kraduski, Bartłomiej Pelczar, Dominik Wilczek, Wojciech Tomaszewski i Maciej Żmudzki.

Polacy najpierw zagrają w Tallinie, by trzy dni później rozegrać mecz w Lublinie. Oprócz walki o mistrzostwa świata, dwumecz z pewnością będzie kolejną szansą na przygotowanie się do EuroBasketu. W Pradze, Polacy zmierzą się w grupie D z gospodarzami, a także Serbią, Finlandią, Izraelem i Holandią. Zarówno Miliciciowi, jak i sympatykom biało-czerwonej koszykówki zależy na tym, by nadchodzące spotkania spełniły kilka funkcji – przyniosły cztery punkty, dały szansę ograć się nowym graczom, a także doprowadziły do lepszego zgrania przed mistrzostwami Europy.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Podróżuje między F1, koszykarską Euroligą, a siatkówką w wielu wydaniach. Na newonce.sport często serwuje wywiady, gdzie bardziej niż sukcesy i trofea liczy się sam człowiek. Miłośnik ciekawych sportowych historii.
Komentarze 0