Sport przegrywający z konfliktami. Nieoczekiwany obraz koszykarskiej kadry Polski

Zobacz również:OSTATNI MECZ #4. Pakt
Konferencja prasowa Mateusza Ponitki i Radoslawa Piesiewicza
Fot. Adam Starszyński / Pressfocus

Reprezentacja Polski czy klub Polski? Sytuacja w kadrze koszykarzy trwająca już kilkanaście miesięcy zdaje się poddawać w wątpliwość status drużyny narodowej. Od czasu mistrzostw świata w Chinach oraz turnieju kwalifikacyjnego w Kownie, nad biało-czerwonym basketem wisi fatum mniejszych i większych konfliktów. Oliwę do ognia dolał w ostatnich dniach Marcel Ponitka, wskazując za przyczynę nieobecności w kadrze swojego brata, Mateusza. Ten momentalnie odpowiedział... historią rodzinnych spraw.

Reprezentacja piłkarzy w mediach społecznościowych jest znana pod nazwą „Łączy nas piłka”. Przekładając to na warunki koszykarskie, moglibyśmy mieć „Łączy nas kosz”, przy czym biorąc pod uwagę wydarzenia z ostatnich kilkunastu miesięcy, polska koszykówka narodowa raczej dzieli niż łączy – i to nie tylko kibiców, ale też samych reprezentantów.

W 2019 roku cieszyliśmy się z sukcesu polskich koszykarzy. Choć w porównaniu na przykład do siatkówki, trudno mówić o ósmym miejscu mistrzostw świata jako o wielkim osiągnięciu, to biorąc pod uwagę fakt, że na występ w turnieju czekaliśmy kilkadziesiąt lat, ćwierćfinał jawił się jako dobry prognostyk na przyszłość. W rzeczywistości stał się początkiem końca spokoju w kadrze.

RODZINNE BRUDY

Do wcześniejszych wydarzeń jeszcze wrócimy. Teraz skupmy się na tych z ostatnich dni. Marcel Ponitka udzielając wywiadu TVP Sport potwierdził to, o czym mówiło się od dawna. Nieobecność w kadrze jest jego zdaniem spowodowana osobą Mateusza Ponitki. Starszy brat, kapitan kadry, konsekwentnie lobbuje za nieobecnością młodszego brata w reprezentacji.

– Dostałem informację, że sportowo szkoleniowiec jest jak najbardziej na tak, ale Mateusz nie akceptuje mojej osoby w kadrze i nie widzi możliwości, by wspólnie ze mną pracować na konto sukcesów kadry narodowej – mówił dla sport.tvp.pl nowy koszykarz Zaragozy.

O stosunkach obu panów mówiło się od lat. W marcu na konferencji prasowej po przylocie z Rosji, Mateusz w zwięzły sposób potwierdził, że konflikt istnieje, lecz nie podał szczegółów. Zmienił podejście kilkanaście godzin po publikacji wywiadu z Marcelem.

– Jedno jest jednak pewne: po wywiadzie, który ukazał się w TVP nie ma już możliwości, bym zagrał z nim w jednym zespole. Uważam zresztą, że w kadrze potrzebne są osoby z charakterem, a nie ludzie, którzy płaczą w mediach i się nad sobą użalają – opowiadał starszy Ponitka dla „Przeglądu Sportowego”.

Kapitan kadry po raz pierwszy (jego zdaniem) przeszedł do kontry, opowiadając szczegóły słynnego konfliktu. Głównymi jego sprawcami mają nie być bracia, ale ich rodzice, którzy po decyzji życiowej Mateusza zerwali wszystkie kontakty, nastawiając wszystkich bliskich przeciwko niemu. Młodszy z braci miał pod ich wpływem dyskredytować brata w środowisku.

– Jedno jest jednak pewne: po wywiadzie, który ukazał się w TVP nie ma już możliwości, bym zagrał z nim w jednym zespole – zarzeka się Mateusz, wskazując, że jeśli Milicić będzie chciał powołać brata, to on sam chętnie odda miejsce. Odwołał się też do faulu ze starcia Parmy Perm z Zenitiem Sankt Petersburg. 28-latek mocno uderzył Marcela i go nie przeprosił. Podkreślił, że nie było w nim żadnych złych intencji, przepraszając jednak za brak profesjonalizmu.

Sprawę z innej perspektywy opisał Milicić. Przede wszystkim dał zrozumienia, że to on, a nie kapitan decyduje o składzie reprezentacji. Wytłumaczył też, że nieobecność Marcela Ponitki jest jednak spowodowana czynnikami sportowymi. To zawodnik grający na pozycji rozgrywającego, która w obecnej drużynie jest najsilniej obsadzoną. Chorwat z polskim obywatelstwem widzi starszego z braci (który w obecnym okienku w kadrze pojawił się dopiero w Stambule) nawet na „jedynce”, choć w klubie grał jako „dwójka” i „trójka”. Dodatkowo na rozegraniu ma do dyspozycji A.J.'a Slaughtera, który w ostatnich meczach kadry spisywał się solidnie.

SAMORODNI WICHRZYCIELE

Czy konflikt da się załagodzić? Zdaniem Mateusza Ponitki nie. Z kolei Marcel zadeklarował chęć wyjaśnienia sytuacji. Poza więzami rodzinnymi, które według opowieści starszego z braci są bardzo poszarpane, na konflikcie mocno cierpi kadra. W polskiej drużynie od lat do mediów przedostają się informacje o konfliktach, kłótniach czy odejściach z kadry. Przed kilkunastoma miesiącami głównym tematem był Adam Waczyński. Były kapitan kadry miał chłodne relacje z Radosławem Piesiewiczem, obecnym prezesem Polskiego Związku Koszykówki. Były selekcjoner, Mike Taylor, odebrał mu opaskę kapitana. „Waca”, który już wcześniej miał pod górkę z PZKosz, finalnie odpuścił i zakończył karierę reprezentacyjną. Co ważne, oficjalnie nie opowiedział się za nim nikt z czołowych zawodników kadry, w tym Mateusz Ponitka.

Z osobą Waczyńskiego wiąże się postać Marcina Gortata – człowieka, którego w obecnych władzach PZKosz darzy się podobną sympatią, jaką często zięciowie i synowe darzą swoje teściowe. Najsłynniejszy Polak w NBA nigdy nie gryzł się w język jeśli chodzi o krytykę władz. Sam Piesiewicz także potrafił wbijać szpilki, mówiąc na Balu Mistrzów Sportu 2020 o „liderowaniu na boisku, a nie w mediach społecznościowych”, nawiązując do „Polish Hammera”. Były koszykarz w odpowiedzi nazwał włodarza związku „karierowiczem”.

Obaj panowie cały czas pozostają w pewnego rodzaju „zimnym konflikcie”. Gdy PZKosz wraz z Ponitką zorganizowali w marcu konferencję prasową, zarówno koszykarz, jak i prezes mocno krytykowali Gortata, zwanego na wydarzeniu „panem Gortatem”. Dostało mu się za ataki na reprezentację. W odpowiedzi w kierunku Piesiewicza padły zarzuty o manipulowanie Ponitką. Zarówno były center, jak i szef federacji przez lata wygłaszali zdania, które przekraczały granicę dobrego smaku, sprawiając, że polski kosz stawał się obiektem lekkiej szydery. To jest jednak gra dwóch dorosłych ludzi, która bezpośrednio wpływu na kadrę nie ma.

EUROBASKET TUŻ ZA ROGIEM

Nieobecność Waczyńskiego nie jest już dzisiaj niczym dziwnym. Milicić kilka miesięcy temu jasno dał do zrozumienia, że to koszykarz zrezygnował z kadry, apelując, by dalej nie roztrząsać tego tematu. Z kolei absencja Marcela Ponitki cały czas zbierała głosy zaskoczenia i niedowierzania, gdyż młodszy z braci ostatni sezon spędził w lidze rosyjskiej i niemieckiej, a w najbliższych rozgrywkach będzie rywalizował w prestiżowej, hiszpańskiej ACB. Nowy gracz Zaragozy wobec braku powołań u Milicicia, zamiast gry 5x5 ma się skupić (w kontekście reprezentacyjnym) na rywalizacji 3x3.

– Jestem zainteresowany grą w koszykówkę w każdej formie. Skoro na dziś nie mam siły przebicia w kadrze 5x5, a chyba jakiś potencjał do gry na poziomie reprezentacyjnym mam, czym zwróciłem zainteresowanie trenera Renkiela, to nie widzę powodów, dla których miałbym mu odmówić – mówił Ponitka.

Warto dodać, że już za trzy tygodnie Polskę czekają zmagania na EuroBaskecie. W praskiej grupie biało-czerwoni zmierzą się z gospodarzami, a także z Serbią, Finlandią, Izraelem i Holandią. Kilka dni przed pierwszym meczem rozpoczną także rywalizację w prekwalifikacjach do następnych mistrzostw Europy. To skutek braku awansu do drugiej rundy eliminacji mistrzostw świata 2023.

Gdzieś między krzykliwymi informacjami o konflikcie braci, toczy się dyskusja o obecności Jeremy’ego Sochana. PZKosz jest na łączach z władzami San Antonio Spurs, które bardzo niechętnie patrzą na wysłanie młodego skrzydłowego na europejski turniej. Za kilka miesięcy czekają go pierwsze mecze w NBA, więc w takiej sytuacji chcą, aby jak najlepiej zaadaptował się do otoczenia. Sochan to najwyższej wydraftowany gracz ekipy z Teksasu od czasów Tima Duncana. Wiąże się z nim duże nadzieje. Polska federacja wysłała do Stanów Łukasza Koszarka, dyrektora reprezentacji, lecz nie wiadomo czy ostatecznie przyniesie to oczekiwany skutek.

Z brakiem 19-latka w tym roku reprezentacja musi się pogodzić. Na pogodzenie trudno liczyć jeśli chodzi o Marcela i Mateusza. Dwaj bracia w ostatnich dniach tak mocno siebie zaatakowali, że o koszykówce znów mówi się w kontekście małosportowym. Najlepszym lekarstwem na złą atmosferę byłby sukces na EuroBaskecie. W przeciwnym wypadku hasło z początku tekstu „Łączy nas kosz”, należałoby na dłuższy czas zamienić na „Łączą nas dramy”.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Podróżuje między F1, koszykarską Euroligą, a siatkówką w wielu wydaniach. Na newonce.sport często serwuje wywiady, gdzie bardziej niż sukcesy i trofea liczy się sam człowiek. Miłośnik ciekawych sportowych historii.
Komentarze 0