Stópkarze wstają z kolan! Fetysz stóp – od tabu do hajpu i mema

Zobacz również:Polecamy się w Dniu Seksu: teksty i podcasty w twojej okolicy
stópkarze

Wśród najsłynniejszych uczestników obsesji na punkcie stóp zwykło się wymieniać króla rock'and'rolla Elvisa Presleya, ojca chrzestnego pop-artu Andy'ego Warhola i seryjnego mordercę-nekrofila Teda Bundy'ego. To akurat gorzej. No i jeszcze Quentina Tarantino, który nakręcił kultowe sceny stópkarskie w Pulp Fiction i Pewnego razu... w Hollywood. Chociaż ten ostatni nie traktuje akurat foot fetishu zbyt poważnie, wskazując podobny przelot u Buñuela i Hitchcocka. Ale i bez niego stópkarze weszli z buta (albo bez) do mainstreamu. Materiał pierwotnie ukazał się w maju 2022 roku.

Fakt, nie opinia. Jeszcze nigdy fanatycy stópkarstwa nie byli tak widoczni. Aż prosi się o parafrazę kultowej pasty: połowa skrzynek odbiorczych zaje*ana prośbami o zdjęcia, skarpetki i rajstopy; co tydzień robią objazd po aukcjach internetowych, żeby skompletować silikonowe odlewy kobiecych stóp; jeszcze siedzą na jakichś grupkach dla fetyszystów i kręcą gównoburze o te najlepsze...

Stópkarstwo a Putin

Pomijając może BDSM ze swoimi atrybutami i rytuałami – żadne zjawisko z zakresu seksualnych praktyk czy fantazji równie dynamicznie co stópkarstwo nie wykroczyło poza tabu prosto do codziennego dyskursu, mediów nurtu głównego i memosfery. Kaz Bałagane naigrywał się ze stópkarzy m.in. w Money Mitch; Zofię Krawiec pytano na łamach Vogue o relacje z fetyszystami w sieci; temat grzeje i w Dzień Dobry TVN, i na Wykopie, gdzie powstały tak wysublimowane wątki, jak Stópkarze to najgorszy sort ludzi.

Nie tak dawno doszło nawet do abstrakcyjnego zderzenia światów, gdy Nadia Długosz (@nadjowa; dawniej – kanał Beksy na YouTube) ogłosiła, że chętni, którzy wesprą zbiórkę na rzecz Ukrainy co najmniej stówą, mogą liczyć na zdjęcie jej stóp.

Nadia Długosz: Moje stopy były memem, odkąd tylko zaczęłam działać w internecie. Od – mniej więcej – siedmiu lat dostaję kilkadziesiąt wiadomości tygodniowo od stópkarzy, a pod każdym zdjęciem, gdzie widać stopy zawsze było multum komentarzy od nich. Oni mają swoje fora, gdzie wymieniają się informacjami; mają swoje wątki na Reddicie, gdzie wycinają kadry z filmików. Nigdy w życiu nie brałam tego na poważnie, nie odpisywałam; robiłam screeny i śmialiśmy się z tego z najbliższymi znajomymi. Kiedy jednak dowiedziałam się o inwazji na Ukrainę, a potem sprawdzałam swoje DM-y zaoferowałam, że zatrudnię Ukraińców do pracy okazało się, że było tam kilka wiadomości na temat... stóp. Bo akurat byłam na wakacjach i wstawiłam zdjęcia w klapkach. Przyszło mi więc do głowy, że trzeba to połączyć. Ale nie spodziewałam się aż takiej skali.

W pierwszym tygodniu udało jej się zebrać trzydzieści tysięcy złotych. Na tym jednak licznik nie został zamknięty.

Nadia Długosz: Zebrana suma, którą w tym momencie mogę potwierdzić wynosi 65 tysięcy złotych, ale mogło być nawet coś ponad. Trudno mi było odczytywać wszystkie wiadomości, a zapytań było tak wiele, że na pewnym etapie zawiesiłam akcję. W jej trakcie cały czas siedziałam na telefonie i poświęcałam po dziesięć godzin dziennie na odpisywanie i weryfikację screenów. Pojawiało się też wielu oszustów, co ostatecznie negatywnie nastawiło mnie do przedsięwzięcia. Ale myślę, że jak na miesięczny wkład to dobry wynik i zrobiłam dużo, oszczędzając przy tym zdrowie psychiczne. Naprawdę – pisanie z niektórymi osobami było dość problematyczne. Ustalanie o jakie zdjęcia chodzi pokazało mi, że preferencje są różne; to bardzo ciekawa sfera. W zbiórce wzięło udział blisko pięćset osób. Wiele spośród nich chciało kilka sztuk, co oznacza, że po udanym zakupie wracało. Na początku wysyłałam byle co, ale zauważyłam, że pojawiało się niezadowolenie. „Ojej – myślałem, że wyślesz mi takie w białych stopkach jak mojemu koledze”. Wyglądało to czasami na lekką próbę wyłudzenia, więc – chcąc uniknąć cwaniaczków – zaczęłam pytać o oczekiwania. I dostawałam odpowiedzi typu: w jednym bucie zdjętym i drugim leżącym obok albo w dwóch białych skarpetkach, żeby – uwaga – obok leżała para Nike’ów. I czy mam Air Force’y, bo to czyjś fetysz. Ktoś inny poprosił o ujęcie w skarpetkach mojego narzeczonego. Ostatecznie wysyłałam tylko takie rzeczy, które mogłabym sama wrzucić na swój profil bez przekraczania granic. I tak pojawiły się zarzuty, że ta akcja ocierała się o sex working, ale stawiane były pewnie przez te same osoby, które przy zdjęciach z dekoltem sugerowały mi założenie OnlyFans. Nie sądziłam też, że pojawię się na Pudelku. Wcześniej portale plotkarskie nie interesowały się mną, bo byłam nudna. Ktoś mógł uznać, że takie zamieszanie kłóci się z moim wizerunkiem, ale cóż – nie będę się tym przejmować. Zwłaszcza, że od początku wojny w Ukrainie zaangażowałam się w pomoc na wielu platformach.

Seks w wielkim mieście

Oswajanie foot fetishu nie jest jednak kwestią ostatnich miesięcy, a lat. Pochylił się nad tym Louis Staples z GQ, który przypominał, że już pod koniec najntisów w jednym z odcinków drugiego sezonu Sex and the City – Charlotte poznała sprzedawcę w sklepie obuwniczym, który okazał się stópkarzem. A mowa o serialu, który w dość powszechnym przekonaniu zainicjował rewolucję obyczajową i rzucał światło na sytuacje, z którymi wcześniej niekoniecznie każdy chciałby się obnosić. Mój rozmówca – dr Robert Kowalczyk (seksuolog kliniczny, współprowadzący SexAudycję w TOK Fm, psychoterapeuta z Instytutu SPLOT) wskazuje także postać opryskliwego sprzedawcy butów ze Świata według Bundych, Ala jako pionierskiego bohatera pod tym względem w telewizyjnym uniwersum.

dr Robert Kowalczyk: Przejście zjawiska do mainstreamu uwalnia lęk. Następuje normalizacja, a ludzie gotowi są rozmawiać o upodobaniach w bardziej otwarty sposób. Proszę zauważyć, że nadal funkcjonujemy w moralnym gorsecie, jeśli chodzi o seksualność. Jest to pokłosie dziewiętnastowiecznego myślenia o tym obszarze. Zakładającego, że seks powinien mieć wymiar genitalno-genitalny, prokreacyjny, a wszystko, co nie prowadzi do ciąży podlega ocenie negatywnej. Obecnie ten gorset ulega poluzowaniu. Odkrywane i eksponowane zaczynają być różne drogi, prowadzące do przyjemności.

Tym, czy dla publicity wspomnianego już BDSM była premiera porno dla mamusiek – książki Pięćdziesiąt twarzy Greya E. L. James, tym dla stópkarstwa okazało się uruchomienie OnlyFans, czyli platformy, która umożliwia momentyzowanie contentu dla dorosłych w modelu subskrypcyjnym. I nagle taka przebrzmiała celebrytka Kerry Katona (ex-Atomic Kitten) była w stanie zarobić na feet pikach dużą bańkę funtów, a w świat szły kolejne informację o no-name'owych onlyfansiarach, na których konta wpływają tysiące dolarów miesięcznie za tego typu działalność.

Zresztą, wprowadźmy tu trochę parytetu – redaktorzy Daily Mail przed rokiem uczynili bohaterem materiału 35-letniego Jasona Stromma z Arizony, któremu subskrybenci za takie fotki zapewniają pensję w wysokości czterech tysięcy dolarów. Tak trzeba żyć. Start OnlyFans miał miejsce w 2016 roku i to generalnie był The year stópkarstwo broke. W tamtym czasie powstało także wikiFeet, czyli – jak sama nazwa wskazuje – taka Wikipedia, tylko że ze zdjęciami stóp mniej i bardziej znanych postaci. Serwis ściąga miliony użytkowników każdego miesiąca.

Fun fact. Jeżeli potraktuje się pornografię jako papierem lakmusowy – skala zjawiska jest olbrzymia. I mamy w tym pewne zasługi jako naród. Według danych Pornhub – Warszawa w 2019 roku była miastem numer jeden na świecie, jeśli chodzi o wyszukiwanie produkcji dla dorosłych związanych z obuwiem sportowym. W sneaker pornie wyprzedziliśmy wtedy Berlin, Mediolan, Pragę, Paryż, WIedeń, Rzym i Frankfurt. Brawo my.

I żeby było normalnie

dr Robert Kowalczyk: Bardzo często ten rodzaj upodobań dyskutowany jest w kontekście fetyszyzmu. To pojęcie w seksuologii pojawiło się wiele lat temu. Mamy więc twórców, którzy rozważali na poziomie preferencji, co może „kręcić”. Bardzo ważne jest przy tym, żeby fetysz stóp nie wybrzmiał z definicji tylko jako rodzaj dewiacji czy psychopatologii. Należy mówić o pewnym elemencie różnorodności w obszarze seksualności. Rzeczywiście są osoby, dla których stopy czy buty są ważnym elementem budującym pobudzenie. Niektórzy uzyskują satysfakcję z dotykania, całowania, ssania, łaskotania; istnieje taka praktyka jak foot job – pieszczenie penisa stopami. To pełne spektrum upodobań, które przejawia się w wielu konstelacjach.

W większości popularnonaukowych publikacji poświęconych tematowi powracają wyniki włoskich badaczy z Uniwersytetu Bolońskiego. W 2006 roku przeanalizowali oni kilkaset dyskusji na grupkach dla fetyszystów. Spośród pięciu tysięcy internautów, którzy brali w nich udział, 47% osób zajaranych częściami ciała preferowało stopy i palce u nóg, a 32% spośród tych, którzy ekscytowali się przedmiotami wskazywało obuwie. Autor książki Tell Me What You Want – dr Justin Lehmiller z Kinsey Institute przebadał z kolei pod koniec ubiegłej dekady cztery tysiące Amerykanów i wyszło mu, że 18% heteroseksualistów ma taki przelot (21% wśród homo- i biseksualistów); jeśli chodzi o kobiety było to odpowiednio 5% i 10%. Potwierdziło to skalę jeszcze jednego – belgijskiego researchu przeprowadzanego w podobnym okresie (17% wśród mężczyzn, 4% wśród kobiet). Podobnej jednomyślności próżno szukać w temacie źródeł fetyszu.

dr Robert Kowalczyk: Nie ma tu jednej, obowiązującej odpowiedzi. Powstało wiele koncepcji, mających to wyjaśnić. Psychodynamiczne czy behawioralne – zakładające, że uczymy się takiego upodobania. Dla przykładu, behawioryści przyjmując, że fundamentalne znacznie mają pierwsze doświadczenia – fetysz stóp tłumaczyli w ten sposób; długi i częsty kontakt z danym obiektem połączony z podnieceniem, masturbacją tworzy skojarzenie. Powtarzanie go powoduje utrwalenie - fetysz gotowy. Są też teorie neurobiologiczne, wedle których obszar przetwarzający bodźce sensoryczne ze stóp – leży w mózgu obok regionu odbierający stymulację genitaliów.

Na pytanie: czy to normalne?, odpowiedź jest już jedna. Cytując klasyka: gdyby to było złe to Bóg by inaczej świat stworzył.

dr Robert Kowalczyk: W seksuologii zadajemy sobie pytanie, czy mamy do czynienia z fetyszyzmem w ujęciu klinicznym, czy z przejawem różnorodności. Kiedy określamy coś jako parafilię, czyli w ujęciu medycznym – zjawisko wykraczające poza granice? Kiedy fetysz zostaje oddzielony od osoby i ważniejsze stają się stopy niż ich posiadacz, posiadaczka; kiedy fetysz warunkuje osiągnięcie satysfakcji seksualnej i jedynym źródłem zaspokojenia, prowadząc do unikania stosunków genitalnych. Ale zasadniczo dyskomfort często bierze się stąd, że w kulturze modern judeochrześcijańskiej jesteśmy trenowani do bardzo określonego i ograniczonego myślenia o seksualności. A im więcej – wspomnianej – różnorodności, tym więcej zdrowia. Dopóki nie naruszamy praw innych osób – wszystko OK.

Tak że spokojnie. Zajawka stopami nie świadczy o zaburzeniach, nie wyklucza stworzenia normalnej relacji i generalnie nie jest niczym złym. Oczywiście do momentu aż nie stajesz się creeperem, który zadręcza swoim hobby osoby postronne. Wygląda więc na to, że z tą preferencją jest tak, jak w Spidermanie: z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność. Poza tym, kontynuując kaskadę dowcipu: i co pan zrobisz, nic pan nie zrobisz.

stopkarze grafika

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Senior editor w newonce.net. Jest związany z redakcją od 2015 roku i będzie stał na jej straży do samego końca – swojego lub jej. Na antenie newonce.radio prowadzi audycję „The Fall”. Ma na koncie publikacje w m.in. „Machinie”, „Dzienniku”, „K Magu”,„Exklusivie” i na Onecie.
Komentarze 0