Gdy w przerwie międzysezonowej Iga Świątek dość niespodziewanie zmieniała trenera, kibice i eksperci byli nieco zaskoczeni, ale i zaintrygowani. Świeże spojrzenie w sztabie miało prawo kompletnie nie wypalić, ale potencjał na ewentualną pozytywną zmianę był zachęcający. Teraz, po kilku miesiącach współpracy, wychodzi na to, że Iga Świątek dojrzała nie tylko psychicznie, ale i na korcie. Przynajmniej tak to wygląda w turnieju w Indian Wells.
W kalifornijskim turnieju Iga jest co prawda na razie tylko i aż w ćwierćfinale, co chociażby w porównaniu z półfinałem Australian Open nie jest tak imponujące, ale nie o zwycięstwa i przechodzenie kolejnych rund tutaj chodzi. Znacznie bardziej zwracamy uwagę na to, jak te mecze przebiegają.
SIŁA W GŁOWIE
Najbardziej rzuca się w oczy fakt, że Świątek wszystkie trzy mecze (w pierwszej rundzie miała wolny los) wygrywała odwracając wynik 0:1 w setach. Można na to spojrzeć z dwóch stron – jedna z nich to fakt, że Polka bardzo wolno wchodzi w swoje spotkania i topowe zawodniczki mogą to wykorzystywać. Z drugiej – to sprawdzian odporności psychicznej dla tenisistki, która w poprzednich sezonach często łatwo przegrywała po przegranej pierwszej partii.
Oczywiście każdej zawodniczce zdarza się łatwo przegrać mecz i nie zawsze jest to wina odporności psychicznej, jednak Iga bardzo często stawała w sytuacji, w której jeśli nie szło jej od początku, to nie szło wcale i w trakcie spotkania nie było co liczyć na szybką zmianę gry i nastawienia.
Teraz jest inaczej i jeśli mielibyśmy wybrać, to wolimy tę Igę, która wolno zaczyna i ćwiczy swoją odporność psychiczną. Powód jest prosty – kwestia lepszego wchodzenia w mecz wydaje się być znacznie łatwiejsza do poprawienia, nawet już w kolejnych turniejach. Rozwój mentalny to z kolei nigdy nic pewnego i dobrze, że jest on u naszej zawodniczki zauważalny.
Nie tylko w Indian Wells (tutaj chociażby odrobienie straty podania w decydującej partii z Angeliką Kerber), bo przecież w Australian Open Iga również odwracała spotkania z trudnych sytuacji. Co jeszcze bardziej zadowalające – jak uda się przetrwać trudny moment, to Polkę niezwykle trudno zatrzymać. Wystarczy spojrzeć na to, co się działo po pierwszym przegranym secie w każdym starciu – 6:0, 6:1 z Anheliną Kalininą, 6:2, 6:1 z Clarą Tauson i 6:2, 6:3 ze wspomnianą Kerber. Wszystkie mecze wyglądały na całkowicie odmienione.
SIŁA W GRZE
Do odwracania meczów nie wystarczy jednak wyłącznie siła mentalna. Jeśli rywalka ma dobry plan na mecz, trzeba szukać nowych rozwiązań. A to Idze wychodzi ostatnio coraz lepiej. Nawet w Indian Wells wchodząc w trakcie meczu na media społecznościowe można było przeczytać niezbyt merytoryczne tweety twierdzące np. że Polce wystarczy grać na backhand i mecz się szybko zakończy, bo nie idzie jej gra tym elementem najlepiej. A potem sytuacja się odwracała. Zmiana rodzaju uderzeń, narzucenie innego tempa gry, chwila przerwy na ochłonięcie (po przegranych setach Iga schodziła na parę minut do szatni) i powrót zupełnie innej zawodniczki.
W meczu z Angeliką Kerber po przełamaniu na 3:2 Twitter zawrzał – „Kerber rozgryzła Igę, po meczu!”, a potem Niemka nie wygrała już żadnego gema do końca spotkania, bo Świątek zmieniła grę i np. to ona grała częściej na backhand rywalki, który nie funkcjonował zbyt dobrze. Spora tu zasługa doświadczenia, którego Iga nabiera w ostatnich sezonach – musimy pamiętać, że to wciąż zaledwie 20-letnia tenisistka (a naprawdę łatwo o tym zapomnieć patrząc na jej grę) i dużo nauki wciąż jeszcze przed nią.
Świątek ma więcej miejsca na rozwój niż jej starsze i już doświadczone rywalki, jednak widać tu też świeże spojrzenie Tomasza Wiktorowskiego. Pamiętajmy, że to właśnie trener Wiktorowski był odpowiedzialny za rewitalizację kariery Agnieszki Radwańskiej i jej największe sukcesy. Oczywiście nikt nie zamierza tutaj deprecjonować wcześniejszej pracy Piotra Sierzputowskiego, który rozwinął Igę w tenisistkę światowej klasy, zwyciężczynię French Open i że dzięki temu w ogóle możemy mówić o szlifowaniu jej ogromnego potencjału. Świątek poczuła jednak, że potrzeba zmiany i ta zmiana jak na razie faktycznie się sprawdza.
Parę detali plus dojrzałość samej zawodniczki i o kryzysie z końcówki ubiegłego sezonu jak na razie możemy zapomnieć. Na pewno przyjdą kolejne, ale wygląda na to, że Iga dojrzewa na naszych oczach. Umiejętność dostosowania się do warunków spotkania to jedna z najtrudniejszych, ale i najbardziej wartościowych cech u tenisistów i tenisistek.
Rozwój widać też w rankingach. Jeśli Świątek wygra z Madison Keys w ćwierćfinale amerykańskiego turnieju, zajmie wirtualnie drugie miejsce w światowym rankingu, co byłoby wyrównaniem najlepszego wyniku Agnieszki Radwańskiej. Wirtualnie, bo grające wciąż w turnieju Maria Sakkari i Paula Badosa nadal mogłyby ją wyprzedzić, ale to Polka będzie tutaj na „pole position”. Z kolei pierwsza trójka (co i tak byłoby najlepszym w karierze wynikiem) byłaby już wtedy w zasadzie pewna. Na drugim miejscu Polka jest też w rankingu sezonowym, w którym z kolei przewaga nad kolejnymi zawodniczkami jest ogromna.
Możemy powiedzieć to sobie wprost – mamy jedną z najlepszych tenisistek na świecie. I nie, okazjonalne porażki we wczesnych rundach tego nie zmienią – to przytrafia się każdemu. Wystarczy przypomnieć, że wielu wróżyło Idze zniknięcie po ponoć „jednorazowym” sukcesie we French Open. Potem miała być wysoko w rankingach wyłącznie ze względu na punkty ze szlema. Tymczasem teraz te punkty już dawno zniknęły, a Świątek jest coraz wyżej w klasyfikacji WTA. Do tego Hubert Hurkacz w pierwszej dziesiątce (także jeszcze gra w Indian Wells). Powtarzamy się, ale takie powtarzanie się jest niezwykle przyjemne – polski tenis jest w świetnych rękach na lata do przodu.

Komentarze 0