Bełchatowska tęsknota za potęgą. Wysokie wymagania, gorsze realia

Zobacz również:Znane powroty i potężne wzmocnienia. W PlusLidze nikt nie pracuje w trybie oszczędzania energii
PGE Skra Belchatow - Jastrzebski Wegiel
Fot. Adrian Mielczarski / Pressfocus

Przez dwadzieścia lat gry na ekstraklasowym poziomie PGE Skra Bełchatów stała się legendarną marką polskiej siatkówki. Tylko AZS-AWF Warszawa zdobył więcej mistrzostw niż klub z województwa łódzkiego. W ostatnich sezonach Skry brakuje jednak nawet na podium. W tym roku walczy jeszcze o brąz, ale już bez Slobodana Kovaca. Serb zdaniem szefów zespołu nie osiągnął satysfakcjonujących wyników.

Play-offy PlusLigi okazały się pechowe dla dwóch szkoleniowców. Andrea Gardini i Slobodan Kovac jeszcze w ich trakcie musieli pożegnać się z pracą. W przypadku Włocha bezpośredni wpływ miała seria spotkań z Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle (w Lidze Mistrzów i krajowych rozgrywkach), a także kłopoty w starciach z Treflem Gdańsk. Zawodnicy znad Bałtyku wygrali pierwszy mecz ćwierćfinałowy przeciwko Jastrzębianom, co postawiło ich w podbramkowej sytuacji. Prezes Adam Gorol znany z częstych zmian trenerów w nieoczekiwanych momentach nie wahał się i zrezygnował z 56-latka, wstawiając na jego miejsce tymczasowego trenera w postaci Nicoli Giolito.

W Bełchatowie do zmiany doszło tuż po porażce w półfinale z… Jastrzębskim Węglem. Jak możemy przeczytać w oświadczeniu na oficjalnej stronie klubu, przyczyną zwolnienia były „niezadowalające wyniki drużyny”. Komunikat zespołu nie przeszedł bez echa w środowisku siatkarskim. Pojawiają się głosy o hipokryzji, gdyż zdaniem wielu osób Serb z dostępnych warunków wyciągnął maksymalny wynik.

PRZYJĘCIE W TYLE

Mijają cztery lata, od kiedy żółto-czarni cieszyli się z ostatniego mistrzostwa Polski. Pokonując ZAKSĘ w finałowej serii cieszyli się wówczas z dziewiątego złota. Póki co to nie tylko ostatni triumf, ale także ostatni medal w dorobku. W 2019 roku skończyło się na szóstym miejscu. Rok później, w momencie przerwania rozgrywek przez koronawirusa, Skra plasowała się na trzeciej pozycji, ale wówczas nie przyznawano medali. Z kolei w ubiegłym sezonie zespół przegrał walkę o brąz z Vervą Warszawa.

Do nowego podchodził z innym szkoleniowcem. Michała Mieszko Gogola zastąpił Kovac. Serb wcześniej pracował z Cisterną oraz z reprezentacją Serbii. Poprowadził kadrę do mistrzostwa Europy 2019, lecz dwa lata później po tym samym turnieju odszedł, skupiając się na Skrze. W Bełchatowie trafił na jednego ze swoich reprezentantów. Po ośmiu latach przerwy do Polski wrócił Aleksandar Atanasijević.

Pozycję atakującego Kovac miał już zaklepaną. Podobnie zresztą jak rozegranie i środek. Etatowym „sypaczem” Skry od lat jest Grzegorz Łomacz. Choć w sezonie olimpijskim był mocno krytykowany za formę, to w obecnym prezentował się o wiele lepiej. Pięciokrotnie wybierano go MVP spotkania, co jest drugim wynikiem wśród rozgrywających. Z kolei linia środkowych Karol Kłos-Mateusz Bieniek była najmocniejszym murem PlusLigi. Obaj panowie plasują się w trójce najlepszych blokujących ligi. Rozdziela ich tylko Norbert Huber, do niedawna były gracz Skry.

Mijają cztery lata, od ostatniego mistrzostwa Polski. Pokonując ZAKSĘ siatkarze Skry cieszyli się wówczas z dziewiątego złota. Póki co to nie tylko ostatni triumf, ale także ostatni medal w dorobku.

Piętą achillesową bełchatowian w tym sezonie było przyjęcie. Główną gwiazdą na tej pozycji miał być Taylor Sander. Amerykanin dołączył do klubu w sezonie 2020/21. Był po poważnej kontuzji barku, która sprawiła, że ominął pierwsze miesiące rywalizacji. Skra dała szansę, którą pod koniec sezonu zaczął wykorzystywać. Odrodził się, lecz kolejny uraz zabrał mu walkę o brąz. Obie strony były jednak z siebie bardzo zadowolone. Amerykanin podpisał kontrakt na nowy sezon i udał się na zgrupowanie reprezentacji. Prezes Konrad Piechocki opowiadał, że przyjmujący otrzymał dobrą ofertę z Włoch, lecz chciał zostać w Bełchatowie. – Powiedział, że ma dobrą propozycję, ale nie spłacił jeszcze swojego długu w PGE Skrze i jeśli klub wyrazi zgodę, to on chętnie zostanie u nas – mówił o Sanderze.

Po takich słowach nikt nie spodziewał się, że siatkarz USA wywinie numer i nie wróci do klubu. Gdy nadchodził termin powrotu po sezonie reprezentacyjnym, Sander nie odpowiadał. Kilkukrotnie nie wstawił się na wyznaczony termin do Bełchatowa. Z mediów społecznościowych można było wywnioskować, że cały czas trenuje, lecz nie w hali, ale na plaży.

– Zawsze chciałem dokonać zmiany, czekałem tylko na odpowiedni moment. Gra w hali jest naprawdę trudna dla ciała, a życie w Europie jest również bardzo wymagające, nie tylko dla mnie, ale dla rodziny. Mieszkanie w USA i podróżowanie jest o wiele lepsze. Po siedmiu latach grania, mam już dość i chcę nowego wyzwania. Nie chcę już się wypalać – opowiadał serwisowi volleyballmag.com w listopadzie 2021 roku.

Klub miał skierować sprawę do sądu, bo sprawa była nadzwyczaj kłopotliwa. W sytuacji, w której najlepsi siatkarze podpisują nowe umowy na kilka miesięcy przed początkiem sezonu, Skra została z ręką w nocniku. Ostatecznie zastępstwem okazał się 34-letni Dick Kooy. Były reprezentant Holandii, występujący teraz jako włoski zawodnik, przed laty grał w PlusLidze dla ZAKSY. Nie było to jednak zastępstwo 1:1. Duet Ebadipour-Kooy, wspomagany głównie Robertem Tahtem popełniał masę błędów. Zespół z Bełchatowa plasuje się w czołówce, jeśli chodzi o statystykę negatywnego przyjęcia i niemal na samym końcu, jeśli chodzi o przyjęcie perfekcyjne. Wyniku zbyt mocno nie poprawia Kacper Piechocki.

Libero Skry od lat jest na cenzurowanym. Fani siatkarza powiedzą, że to nagonka z powodu nazwiska. Przeciwnicy do nazwiska dorzucą jeszcze słabą formę. Rozmawiając o 26-latku co rusz wypomina mu się fakt, że klubem, w którym gra, rządzi jego ojciec. Próbując szukać linii obrony w liczbach… natrafiamy na problem. Libero to z zasady najlepiej przyjmujący siatkarz drużyny. Piechocki według statystyk plasuje się dopiero na 44. miejscu, za wieloma zawodnikami niegrającymi na tej samej pozycji. Co więcej, 26. miejsce zajmuje Milad Ebadipur, co oznacza, że libero nie jest nawet najlepszym przyjmującym w swoim klubie.

EUROPEJSKIE ZASKOCZENIE

Nie wiadomo na ile to brak awansu był bezpośrednią przyczyną zwolnienia, a na ile pretekstem, by pożegnać się za niepowodzenia w pucharach. Te z pewnością mogły potoczyć się lepiej. W Pucharze Polski przygoda skończyła się na ćwierćfinale. Po wyeliminowaniu Exact Systems Norwida Częstochowa, Skra dostała u siebie mocny cios, przegrywając 1:3 z Asseco Resovią. Ominął ją przez to turniej finałowy we Wrocławiu i szansa na polskie trofeum.

Dzięki czwartemu miejscu w PlusLidze Skra zakwalifikowała się do Pucharu CEV. Początkowo szło wszystko zgodnie z planem. W rundzie kwalifikacyjnej odprawiła bośniacki Mladost Brcko, a w następnych Duklę Liberec, Neftochimik 2010 Burgas i Arcada Galati. Rozgrywki funkcjonują na zasadzie drabinki, więc łatwo można prognozować, na kogo trafi się w kolejnym etapie. Kibice siatkarscy liczyli pewnie na półfinał Skra-Modena, bo oba zespoły to wielkie europejskie marki.

Psikusa sprawiło francuskie Tours, które jeszcze przed ćwierćfinałem odprawiło Abdel-Aziza, N’Gapetha i spółkę, wywołując olbrzymią sensację. W półfinale faworytem była Skra, lecz podobnie jak włosi, oni również dostali lekcję pokory. Każda z ekip była u siebie górą, przy czym bełchatowianie potrzebowali do triumfu tie-breaka, a Francuzi nie. Zespół Marcelo Fronckowiaka przeszedł do finału, gdzie po dwóch porażkach do zera przegrał puchar z Vero Volley Monza.

EFEKT (NIE)WYSTARCZAJĄCY

Skra toczy walkę o brąz, choć pierwszy etap wyścigu zakończył się falstartem. Rywal, Aluron CMC Warta Zawiercie, wygrała w Bełchatowie po tie-breaku, choć gospodarze mogli skończył mecz z triumfem w czterech setach. „Jurajscy Rycerze” w ćwierćfinale pokonali Resovię, a w półfinale postawili twarde warunki ZAKSIE, zmuszając ją do rozegrania trzech spotkań. W tym samym czasie Jastrzębski pokonał zawodników Kovaca w dwóch meczach do zera. Wynik wydaje się brutalny, ale warto mieć w pamięci fakt, że obecni mistrzowie Polski nie tak dawno nie dali szans również Cucine Lube Civitanovie, zwycięzcom Serie A z 2021 roku. Oznacza to ni mniej, ni więcej, jak to, że Jastrzębski wraz z ZAKSĄ stanowią czołówkę Europy, z którą porażka nie jest na dziś zaskoczeniem.

Próbując ocenić poczynania żółto-czarnych mocno naciąganą tezą byłoby stwierdzenie, że mogło być lepiej. Owszem Resovię w Pucharze Polski można było pokonać, lecz w turnieju finałowym Jastrzębski, a później ZASKA stanowiliby najprawdopodobniej przeszkodę nie do przeskoczenia. Podobnie sprawa ma się z Pucharem CEV, gdzie bełchatowianie walczyli jak równy z równym z Tours i choć być może powinni wygrać, to nie trafili na „leszczy”.

W teorii mogło być lepiej, ale również w teorii skład, jakim kierował Kovac nie predestynował do walki o najwyższe cele. Można usprawiedliwiać się Sanderem, ale w myśl powiedzenia „tak krawiec kraje, jak mu materii staje”, trudno mieć do Serba większe zastrzeżenia.

To nie jego wina, że kadra Skry nie dorównuje obecnie poziomem dwójce polskich dominatorów. Warto podkreślić, że przez większość fazy zasadniczej klub trzymał się ich blisko, kończąc pierwszą rundę na trzecim miejscu. Jeśli na koniec sezonu na szyjach siatkarzy zawisną brązowe medale, to wypadałoby podziękować za pomoc byłemu szkoleniowcowi. Jeśli nie, to nie warto robić z niego kozła ofiarnego, bo co mógł zrobić, to zrobił.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Podróżuje między F1, koszykarską Euroligą, a siatkówką w wielu wydaniach. Na newonce.sport często serwuje wywiady, gdzie bardziej niż sukcesy i trofea liczy się sam człowiek. Miłośnik ciekawych sportowych historii.
Komentarze 0