5 polskich aktorów, którzy rządzili w kinie lat 90., a my wspominamy ich bez okazji

Linda Psy.jpg
Kadr z filmu "Psy"

Który okazał się efemerydą, a który został z nami na dłużej?

Nie zawsze jesteśmy im za te filmy wdzięczni, ale nie wypominajmy po latach. O ile wśród pań jedyną prawdziwie kultową postacią polskiej kinematografii była wówczas Katarzyna Figura, o tyle krajowe kino miało ewidentnie męską twarz, patrząc na to, ilu przewinęło się przez ekrany aktorów w rolach pierwszoplanowych. Dzisiaj aktorki grają w filmach i serialach dużo ważniejsze role, wtedy, niestety, funkcjonowały głównie jako atrakcyjne dodatki do mężczyzn. Takie to były czasy.

Listę rozpoczęliśmy od selekcji i posadziliśmy na ławce rezerwowych m.in. Zbigniewa Zamachowskiego, Wojciecha Malajkata, Aleksandra Domogarowa, Piotra Szwedesa czy nieżyjącego już Macieja Kozłowskiego. Byli rozpoznawalni, ale nie aż tak. Ta piątka cieszyła się za to popularnością absolutnie zwariowaną. Nie każdemu udało się podtrzymać dobrą passę przez kolejne dekady, ale gdy mówicie lata 90. w polskim kinie, myślicie o nich.

5
Jarosław Jakimowicz
Młode Wilki.png
screen z filmu "Młode wilki", źródło: filmpolski.pl

Przeszczepiając terminologię muzyczną na kino, gość był stuprocentowym one hit wonderem - jak Despacito. Ogromną rozpoznawalność Jakimowicz zyskał wyłącznie dzięki kreacji Cichego w Młodych Wilkach (1995). To film wyjątkowy, bo z jednej strony portretujący wchodzenie w dorosłość w samym sercu lat 90., z drugiej - specyfikę tamtych czasów; jakieś przemyty, handel dragami i całą tę kryminalną, emblematyczną dla witającej się z kapitalizmem Polski otoczkę. Po latach ogląda się to jak nieudany przeszczep kina sensacyjnego z Hollywood w polskie realia, ale chyba właśnie dlatego Młode wilki są najbardziej najntisowym filmem, jaki powstał w Polsce.

Co z Jakimowiczem? Dziewczyny go kochały, bo wyglądał trochę jak surfer, trochę jak fan grunge'u, a trochę jak student SGH. Aktor zagrał jeszcze dużą rolę w kontynuacji Młodych wilków, ale później kariera mocno mu siadła i o pierwszoplanowych kreacjach nie było co marzyć. Najwyraźniej sam zainteresowany nie odnalazł się w nowej rzeczywistości, skoro zaczął chwytać się aktywności dość kontrowersyjnych. Wziął udział w programie Big Brother VIP (który zresztą wygrał), wdając się przy okazji w romans z niejaką Jolą Rutowicz, a w ostatnich kilkunastu miesiącach stał się królem serwisów plotkarskich. Dawny Cichy wykonał między innymi głośny performance w TVP, ściskając dłoń kompletnie zdezorientowanemu Antoniemu Macierewiczowi, celebrował narodziny dziecka Jacka Kurskiego, machając przed kamerą doniczką z kwiatami czy - to nasz ulubiony moment - wysyłał Matę w kamasze. To jest jego jakiś chory bunt. Jest z dobrego domu, a udaje gangsta. Ja bym go posłał do wojska! - grzmiał Mlody Wilk. Kiedyś lubiliśmy go w kinie, dziś pan Jarosław jest jednym z naszych ulubionych sieciowych szajbusów. Pozdrawiamy!

4
Michał Żebrowski
Ogniem i mieczem.png
screen z filmu "Ogniem i mieczem", źródło: filmpolski.pl

W 1999 facet zjadł polskie kino niczym Dawid Podsiadło krajową muzykę dwie dekady później. Już główna rola Skrzetuskiego w długo wyczekiwanym Ogniem i mieczem unieśmiertelniłaby jego postać, tymczasem Żebrowski wcielił się też w tytułowego Pana Tadeusza u Andrzeja Wajdy. Przypominamy - na ten pierwszy film wybrało się do kin ponad 7 milionów widzów, na drugi - ponad 6, a oba pojawiły się w kinach na przestrzeni paru miesięcy. Do dziś to niepobite rekordy frekwencyjne w Polsce po 1989 roku, a przecież trzeba pamiętać, że w latach 90. biletów schodziło dużo mniej; dziś pewnie na Ogniem i mieczem pękłaby dycha.

Ciekawe, że choć Żebrowski stał się idolem absolutnym, w kinie zagrał później tak niewiele. Był oczywiście Wiedźmin, he, he, ale były i kameralne Pręgi (Złote Lwy na festiwalu w Gdyni) czy thriller Sęp. Natomiast to dalej nie jest filmografia liczona w dziesiątkach pozycji. Może dlatego, że Żebrowskiego zawsze ciągnęło do teatru; w Warszawie grał m.in. w Ateneum, Narodowym i Wielkim, a od 2010 roku prowadzi Teatr 6. Piętro w Pałacu Kultury. Typ poważnego aktora w starym stylu, zresztą chyba zawsze taki był.

3
Marek Kondrat
Pułkownik Kwiatkowski.png
screen z filmu "Pułkownik Kwiatkowski", źródło: filmpolski.pl

Kondrat zawsze miał w sobie coś, co budziło u widza i sympatię, i respekt. Tu pośmiejemy się, pogadamy o winku (od lat działa prężnie w branży winiarskiej), poudajemy Andrzeja Wajdę na Przystanku Woodstock, ale generalnie to wiecie, kto jest bossem. Nie protestujemy, bo zawsze nim był.

Lata 90. przywitały się z Markiem Kondratem w pierwszej polskiej telenoweli, serialu W Labiryncie, szalenie popularnym na przełomie dekad. Oczywiście nie znaczy to, że Kondrat był wcześniej nieznany; w tę dekadę wchodził z bagażem kilkudziesięciu ról filmowych, teatralnych i telewizyjnych, a i tak większość kojarzyła go z pastiszowej piosenki Mydełko Fa. Natomiast trudno nie oprzeć się wrażeniu, że porządna kariera czekała go po 40-tce. Najpierw Psy, potem serial Ekstradycja, hitowy Pułkownik Kwiatkowski, Nocne graffiti czy Operacja Samum... W miejscu sympatycznego pana pojawił się aktor, który świetnie odnalazł się w kinie sensacyjnym. Najntisy zakończył, stając samemu za kamerą filmu Prawo ojca, ale z tym akurat poszło mu średnio. A potem był już Dzień świra, ale to kolejna dekada.

Pooglądalibyśmy sobie jeszcze Marka Kondrata w wielu filmach, ale od dziesięciu lat jest nieaktywny, występując tylko w reklamie banku (chociaż jego głos można było usłyszeć w Zabij to i wyjedź z tego miasta Mariusza Wilczyńskiego) i poświęcając się własnemu biznesowi. Szanujemy, bo w życiu chodzi o to, żeby dobrze ogarnąć sobie przyjemną emeryturę. Z drugiej strony - gdyby ktoś nakręcił polską wersję Wielkiego piękna, w roli głównej widzielibyśmy tylko jego.

2
Bogusław Linda
Psy.png
screen z filmu "Psy", źródło: filmpolski.pl

Doskonale wiecie, między jaką dwójką musiała rozstrzygnąć się walka o pierwsze miejsce. To jest wybór piekielnie trudny, więc dlaczego srebro zdobył właśnie Bogusław Linda? Po prostu on w odróżnieniu od swojego głównego konkurenta, o którym za chwilę, miał na początku lat 90. zbudowaną mocną pozycję w kinie; to w końcu rocznik 1952. Inna sprawa, że nasza ulubiona dekada dała mu nową, nieznaną wcześniej twarz twardziela. Przed Psami Linda był kojarzony w kinie jako wzór znerwicowanego neurotyka z filmów Kieślowskiego czy Agnieszki Holland. Co jak co, ale szlify zdobywał u najlepszych.

Ale odkąd Władysław Pasikowski zaangażował go najpierw do Krolla, a potem Psów, na punkcie Lindy rozpętało się wariactwo. Musicie wiedzieć, że ikoną mężczyzny był w tamtych czasach archetypowy macho, silny typ w kurtce skórzanej, z papierosem i twarzą naznaczoną przejściami. Ameryka miała Arnolda Schwarzeneggera, my - Bogusława Lindę. Facet był jak Midas - brało się go do filmu, ludzie masowo kupowali bilety. Akcja - reakcja. Przez 10 lat nazwisko Lindy pojawiło się grubą czcionką na plakatach takich tytułów jak obie części Psów, Sara, Tato, Szamanka, Demony Wojny wg Goi, Pan Tadeusz, Złoto dezerterów, Szczęśliwego Nowego Jorku, Słodko-gorzki... Naprawdę trudniej było znaleźć jakikolwiek hit bez Lindy niż z Lindą. W dodatku to on zgarnął podobno rekordową gażę za udział w reklamie telewizyjnej.

Każdy, ale to każdy młody widz chciał być jak Boguś. Gdyby wtedy istniał instagram, jego fotki na motocyklach zgarniałyby setki tysięcy lajków. Po 2000 trochę zwolnił tempo, ale w kinie jest obecny do dziś. Aha, no i nagrał bardzo fajną płytę.

1
Cezary Pazura
Kiler.png
screen z filmu "Kiler", źródło: filmpolski.pl

W swojej autobiografii Byłbym zapomniał Pazura pisał, że w okresie największej popularności (końcówka lat 90.) uwielbienie fanów było tak wielkie, że naprawdę nie dawało mu żyć; aktor mial trudności z dostawaniem się na własne występy kabaretowe, tyle osób chciało zobaczyć go na żywo. O ile Bogusław Linda był dyżurnym twardzielem polskiego kina, o tyle Cezary Pazura wszedł - przynajmniej częściowo - w rolę naczelnego śmieszka, dlatego przyrównywano go do Jima Carreya, też wówczas będącego na topie.

Bardziej Kiler czy 13 Posterunek? Trudno powiedzieć, co było popularniejsze, grunt że obie te produkcje ukazały się w tym samym momencie, jesienią 1997 roku. Ale przecież były jeszcze Psy, gdzie zdaniem wielu to on zagrał najlepszą rolę. Było Nic śmiesznego, Sztos, Ajlawju, byli Chłopaki nie płaczą (to akurat początek 2000, ale powstało w 90's)... I kabaretowe monodramy, z których był znany od zawsze. Trochę przeszkodziło mu to, że wielu kojarzyło go wyłącznie jako gościa od głupich min, to przecież naprawdę świetny aktor, o czym pisaliśmy w osobnym tekście. Do dziś gra sporo, choć czasem zdarzają mu się wpadki - te Przypadki Cezarego P. czy (zwłaszcza) samodzielnie wyreżyserowany Weekend to już pan Czarek mógł sobie podarować.

Pazura nie jest twarzą lat 90., Pazura jest latami 90. W dodatku to gość, który bardzo dobrze odnalazł się w nowej rzeczywistości. Jest aktywny w social mediowych kanałach, funkcjonując jako wujek Czarek. I trzeba przyznać, że wypada tam nie jak boomer, ale sympatyczny człowiek, który nie sili się i nikogo nie udaje. Skoro raperzy nagrywają dla niego tribute'y, to znaczy, że jest zwyczajnie lubiany.

Podziel się lub zapisz
Współzałożyciel i senior editor newonce.net, prowadzący audycję Nevermind w newonce.radio. Najczęściej pisze o kinie, serialach i wszystkim, co znajduje się na przecięciu kultury masowej ze sprawami społecznymi.