Swoje pierwsze covery publikowała, mając zaledwie 14 lat. Teraz drzwi do wielkiej kariery stoją przed nią otworem, a Sabrina konsekwentnie zmniejsza do nich dystans.
Sabrina Claudio to mieszanka Kuby z Portoryko, ale nagrywać zaczęła dopiero po przeprowadzce do Los Angeles. Jej covery, wrzucane na YouTube’a i Twittera, cieszyły się niezłą popularnością. Wtedy przyszła pora na autorskie numery, które trafiały na SoundClouda. Później poszło już z górki. Ep-ki, mixtape’y, trasa koncertowa z 6lackiem, numer z Flacko, a w końcu zeszłoroczny album studyjny - No Rain, No Flowers. Piosenkarka może pochwalić się też występem na tegorocznej Coachelli, który jak na tak mało rozpoznawalną artystkę jest ogromnym osiągnięciem. Teraz pozostaje czekać na jej kolejną produkcję - Truth Is, która wychodzi w przyszły piątek.
Ale nie myślcie, że ta piękność z vibem jazzowej piosenkarki z obskurnego baru nie zaliczyła w swojej karierze jeszcze żadnego skandalu. W tamtym roku odkryto stare konto na Twitterze należące do Sabriny, na którym publikowała rasistowskie wpisy. Wokalistka wstawiła wpis z przeprosinami, a następnie usunęła stary profil. Wpadka nie odbiła się szerokim echem, zwłaszcza że fani twórczości Sabriny to w dużej mierze ci, którzy wiernie trwali przy jej muzyce jeszcze od pierwszych coverów na YouTube.
Ktoś kiedyś napisał, że głos Sabriny brzmi jak płynne szkło wylane na perły i trzeba przyznać, że jest to wyjątkowo trafne określenie możliwości wokalnych młodej piosenkarki. Zmysłowe brzmienie, do tego podane ze smakiem, tu naprawdę nic nie ociera się o przypał. Dorastając na twórczości Mariah Carey, Ushera, Destiny’s Child czy Boyz II Men oraz muzyce latynoskiej, Sabrina wyciągnęła z tego wszystkiego najlepsze akcenty, dodała od siebie ogromną dawkę kobiecości i subtelności, tworząc własny, kameralny zakątek r&b. Wchodzicie i zatracacie się w chillu, który roztacza trochę jak gdyby od niechcenia, z intrygującą jednak nonszalancją.
A poza tym wygląda jak ósmy cud świata. Ale tego chyba nie musimy dodawać.
