Craig David okazał się pionierem brytyjskiej sceny muzycznej i w końcu należy mu się szacunek

Zobacz również:Trzy powody, dla których warto wybrać się na Audioriver Park Edition
Craig David
fot. Bill Tompkins/Getty Images

Craig David zrobił karierę w czasach, w których nikomu to nie odpowiadało. Wzgardzony i wyszydzany musiał jednak poczekać aż Brytyjczycy docenią to, co zrobił i zacząć od nowa.

Craig David. Dla wielu cień z przeszłości, symbol bezpiecznych estetycznie brzmień początku milenium i muzyczny żart. Brytyjczyk po dziś dzień stanowi definicję mydłka, który sprzedawał muzyczną konfekcję wzorowaną na najświeższych w ówczesnych czasach popowych trendach. W tej wizji może mieć nawet mniej streetowego pierwiastka niż Sting, z którym nagrał numer, a który prześladował wszystkie żyjące osoby na przełomie 2002 i 2003 roku. Artystów, którzy są całkiem słusznie wyszydzani są całe wagony. Ale narracja wokół Craiga Davida narosła wokół niesprawiedliwych założeń, niedomówień i zwykłej ignorancji. Tymczasem autori 7 Days zasłużył, by publicznie rehabilitować jego wizerunek i docenić jego wkład w brytyjską kulturę muzyczną oraz jej popularyzację na świecie.

Podziel się lub zapisz
W muzycznym świecie szuka ciekawych dźwięków, ale też wyróżniających się idei – niezależnie od gatunku. Bo najważniejszy jest dla niego ludzki aspekt sztuki. Zajmuje się także kulturą internetu i zajawkami, które można określić jako nerdowskie. Wcześniej jego teksty publikowały m.in. „Aktivist”, „K Mag”, Poptown czy „Art & Business”.
Komentarze 0