
Tylko kilka dni dzieli nas od wznowienia rozgrywek MLS. Liga amerykańska stała się dla nas ciekawa ze względu na liczne transfery Polaków, jednak po jej boiskach biega też wiele dawnych oraz dopiero nadchodzących gwiazd światowej piłki. Podpowiadamy, na kogo warto zwrócić uwagę.
Już w najbliższą środę Major League Soccer wznowi rozgrywki. W Orlando odbędzie się turniej z udziałem wszystkich zespołów, w którym wyniki poszczególnych meczów będą się liczyć do tabeli sezonu zasadniczego. W ten sposób kolejna z poważnych lig piłkarskich naszej planety rzuci wyzwanie koronawirusowi i zostanie skonsumowana przez ciągle głodnego “kibica w kapciach”. Będzie to okazja do przyjrzenia się z bliska pięciu Polakom (Przemysław Tytoń, Przemysław Frankowski, Adam Buksa, Kacper Przybyłko, Jarosław Niezgoda), a także wielu zawodnikom znanym z europejskich boisk, których być może straciliście z pola widzenia. Poziom MLS systematycznie rośnie, pojawia się w niej sporo młodych talentów. Kto może okazać się następcą Miguela Almirona i Alphonso Daviesa, bohaterem kolejnego, znaczącego transferu? Niewykluczone, że przekonamy się już na dniach. Na razie jednak skupiamy się na największych gwiazdach, których nazwiska powinny was przyciągnąć przed ekrany.
Carlos Vela
Gdy podpisywał kontrakt w 2018 roku jako pierwszy zawodnik i zarazem twarz wchodzącego do MLS zespołu LAFC, trener Bob Bradley powiedział mu - “Grałeś w Hiszpanii przeciwko Messiemu, ale teraz chcę, abyś był Messim w MLS”. Carlos Vela stał się dokładnie takim piłkarzem — bezsprzecznie najlepszym w lidze. 31-letni reprezentant Meksyku może występować w każdej lidze świata (zresztą jeszcze niedawno miał ponoć ofertę z Barcelony), ale właśnie tutaj został gwiazdą numer jeden. Bezdyskusyjny MVP ostatniego sezonu, w którym zdobył 34 gole (rekord wszech czasów) i 15 asyst, prowadząc LAFC do najlepszego w historii wyniku w rozgrywkach zasadniczych. W play-offach jego zespół nieoczekiwanie przegrał jednak ze Seattle Sounders, tak więc Vela nie zrealizował jeszcze najważniejszego celu. W tym sezonie LAFC — z Kennethem Vermeerem, nowym, doświadczonym bramkarzem, byłym reprezentantem Holandii i wzmocnioną defensywą — znów są uważani za jednego z głównych kandydatów do tytułu. Tańczący z piłką przy nodze Vela jest głównym powodem, dlaczego grają ofensywny, piękny dla oka futbol, z duetem młodziutkich, bardzo utalentowanych skrzydłowych z Urugwaju (Rodriguez-Rossi) i weteranem Adamą Diomande na szpicy. To jednak on jest silnikiem, który napędza całą maszynę. “Wszyscy znajomi zazdroszczą mi teraz, że mieszkam w Los Angeles i jestem częścią bardzo ekscytującego projektu. Grałem w Europie od dziesięciu lat i tęskniłem już za domem. Teraz mam blisko do rodziny i przyjaciół, z którymi wspólnie się wychowywałem. Dla nas w Meksyku te rzeczy są bardzo ważne” - mówił Vela. W Ameryce jest największą piłkarską atrakcją i ulubieńcem kibiców. Warto obejrzeć MLS nawet wyłącznie dla niego.
Nani
Ma 33 lata, a w ostatnich dniach w internecie pojawiło się zdjęcie, na którym wygląda niczym… kulturysta. Kto jak kto, ale niegdyś najlepszy portugalski piłkarz zaraz po Cristiano Ronaldo, nie marnował czasu w trakcie kwarantanny. Chyba zamieszkał w siłowni. To zaskakująca zmiana, bo przez lata ten filigranowy pomocnik słynął bardziej z techniki i zwinności, a nie siły fizycznej. Nani, który na początku ubiegłej dekady był gwiazdą i zarazem jednym z dwóch najlepszych (obok Wayne’a Rooneya) piłkarzy Manchesteru United, podpisał kontrakt w Orlando w ubiegłym roku, stając się następcą Brazylijczyka Kaki, który zakończył karierę. Oczekiwania były więc ogromne. Na razie 33-latek, który rozegrał 112 meczów w reprezentacji Portugalii, zdobywając z nią mistrzostwo Europy w 2016 roku, prezentował się nieźle, ale nie miał takiego wpływu na zespół jak choćby Vela (12 goli i 10 asyst w 30 meczach). W ubiegłym sezonie Orlando City nie zakwalifikowali się nawet do play-offów, a teraz walczą z Interem Miami Davida Beckhama o prymat na słonecznej Florydzie. Na pewno, aby osiągnąć sukces w turnieju, w którym przecież teoretycznie wystąpią w roli gospodarza, potrzebują Naniego w formie.
Bojan Krkić
Miał zostać gwiazdą Barcelony, wydawało się, że ma wszystko, ale nagle jego kariera znacznie przystopowała i zaczął tułać się po świecie. W Montrealu ma pomóc Thierry’emu Henry’emu, byłemu koledze z Barcelony, który po nieudanym debiucie trenerskim w Monaco musi teraz udowodnić wartość. Bojan debiutował w La Liga, mając 17 lat i 19 dni, bijąc rekord samego Leo Messiego, a jeszcze przed ukończeniem osiemnastego roku życia strzelił zwycięskiego gola w wyjazdowym spotkaniu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów w Gelsenkirchen. Wydawało się, że Barca ma kolejną perełkę na lata — dziesięć goli w debiutanckim sezonie, jednogłośnie entuzjastyczne opinie ekspertów… Stało się jednak inaczej. Najpierw przegrał rywalizację o miejsce w składzie z Pedro i Davidem Villą, a następnie rozpoczął nowy etap kariery, czyli piłkarza-obieżyświata. Próbował sił w Romie, Milanie, Ajaksie, Stoke City (gdzie nabawił się poważnej kontuzji kolana), a nawet FSV Mainz i Alaves. Z upływem czasu było coraz gorzej. W ubiegłym roku wylądował w Montrealu, ale na razie zagrał jedynie w ośmiu meczach. Ma dopiero 29 lat, a już uchodzi za futbolowego emeryta. Chyba że Henry wyzwoli w nim dawną iskrę z czasów, gdy wspólnie występowali w Barcelonie. To już prawdopodobnie ostatnia szansa dla nieprzeciętnie utalentowanego, a jednak niespełnionego piłkarza.
Javier "Chicharito" Hernandez
Najbardziej uwielbiany przez meksykańskich kibiców, prawdziwy idol milionów miłośników futbolu w kraju Azteków. Los Angeles Galaxy zaoferowali mu najwyższy kontrakt w zespole (sześć milionów dolarów rocznie plus bonusy) głównie po to, by przebił popularność Veli, lidera lokalnego konkurenta LAFC. Jednocześnie zastąpił Zlatana Ibrahimovica, który w dwóch poprzednich sezonach w 56 meczach strzelił 52 gole i miał 17 asyst, będąc — obok Veli — najlepszym piłkarzem MLS. Nic dziwnego, że kibice Galaxy spodziewali się fajerwerków od samego początku. Ale w dwóch meczach przed zawieszeniem rozgrywek Chicharito, odcięty od podań, zdecydowanie rozczarował. Czy teraz będzie inaczej? W Orlando nie będzie mógł liczyć na wsparcie rodaka Jonathana dos Santosa, który podda się operacji przepukliny, tak więc pozostaną mu dynamiczne, oskrzydlające akcje Cristiana Pavona - 24-letniego Argentyńczyka, który zimą ma duże szanse na transfer do klubu z czołowej ligi europejskiej. Hernandez ma już 32 lata i ciekawą karierę za sobą, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że choć miał dobre momenty w wielkich klubach jak Manchester United i Real Madryt to jednak nie wycisnął z niej maksimum. W Major League Soccer musi być jednym z trzech najlepszych piłkarzy, inaczej zostanie okrzyknięty rozczarowaniem.
Ezequiel Barco
Prawdopodobnie największy talent w Major League Soccer i zarazem kandydat numer jeden do hitowego transferu po zakończeniu sezonu. Działacze Atlanty United odrzucili już sporo ofert za 20-latka, który trzy lata temu, przychodząc z Independiente, kosztował ich rekordową sumę w historii MLS, bo aż piętnaście milionów dolarów. - To, że Ezequiel zdecydował się wybrać nas, a nie licznych kontrahentów z Europy, pokazuje jakim klubem się staliśmy. To jeden z największych młodych talentów w całej Ameryce Południowej oraz czołowy zawodnik argentyńskiej młodzieżówki - mówił Carlos Bocanegra, były kapitan reprezentacji USA i wiceprezes United. Barco nie zawiódł oczekiwań, zdobywając z klubem z Georgii tytuł mistrzowski i stając się jednym z najefektowniej grających piłkarzy w MLS. Znakomity drybler, obdarzony wrodzoną szybkością zwrócił na siebie uwagę skautów z całego świata. Jak informowały lokalne media, znalazł się w orbicie zainteresowań tak uznanych firm, jak Roma, Inter Mediolan, Manchester United, Arsenal, Sporting Lizbona, Valencia i Benfica Lizbona. Na razie spokojnie rozwija się pod okiem trenera Franka de Boera — który wie co nieco o futbolu na najwyższym światowym poziomie — i szykuje się do występu w Orlando. Pod nieobecność Jozefa Martineza, najskuteczniejszego snajpera, który zerwał ścięgno Achillesa, to on będzie najważniejszym zawodnikiem drużyny z mistrzowskimi aspiracjami.
Victor Wanyama
Są piłkarze, którzy pięknie grają na fortepianie, ale i tacy od noszenia go. Wanyama w dotychczasowej karierze zasłynął głównie jako sumienny wyrobnik w roli defensywnego pomocnika, ale teraz będzie musiał robić trochę jedno i drugie. W Montrealu ma stać się liderem drugiej linii i z racji doświadczenia może mieć na ekipę Impact (cóż za zbieżność słów) duży wpływ. Pobyt w nowym klubie rozpoczął jednak od słów, że “szanuje Thierry’ego Henry’ego jako trenera i legendę Arsenalu, ale nigdy nie będzie się z nim zgadzał w kwestiach związanych z derbami Londynu, ponieważ uważa się za dozgonnego fana Tottenhamu”, po czym… przeprosił kibiców Spurs za ten transfer. Kenijczyk rozegrał 97 meczów w barwach Tottenhamu, będąc jednym z ulubieńców Maurizio Pochettino, z którym współpracował już w Southampton. Wspólnie trzykrotnie poprowadzili Tottenham do miejsca w czołowej czwórce. W Montrealu też mierzy wysoko i to dosłownie, bo mieszka w wynajętym apartamencie na 64. piętrze. Jukka Raitala, kapitan Impact, nie może się go nachwalić - “On jest bardzo silnym i bardzo inteligentnym piłkarzem. Zapytałem go po treningu — czy kiedykolwiek jakikolwiek zawodnik potrafił przepchnąć cię, idąc ramię w ramię? Nie odpowiedział, ale nie musiał.”
Nicolas Lodeiro
Jeden z najlepszych piłkarzy Major League Soccer od 2015 roku, gdy trafił do Seattle Sounders z Boca Juniors. Z tym zespołem aż trzykrotnie awansował do ścisłego finału, dwukrotnie (w tym w ubiegłym sezonie) zdobywając tytuł mistrzowski. Obdarzony znakomitą techniką, stał się liderem Sounders i zarazem osobą, od której skauci drużyn przeciwnych rozpoczynają raporty. Pod względem wpływu na zespół równać się z nim mogą jedynie Vela i Diego Valeri z Portland Timbers, ale Lodeiro bije każdego z nich, jeśli chodzi o osiągnięcia z drużyną. 26 goli i 41 asyst w 101 meczach to również są liczby, które muszą budzić szacunek. Lodeiro osiągał sukcesy, zanim trafił do MLS — był gracze Ajaksu Amsterdam, a z reprezentacją Urugwaju zajął czwarte miejsce na mistrzostwach świata (2010) oraz wygrał Copa America (2011). Na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Niedawno skończył 31 lat, ale ma jeszcze przed sobą sporo grania na wysokim poziomie. Powszechnie uważany za jednego z pięciu najlepszych piłkarzy w historii Major League Soccer.
Alejandro Pozuelo
W ekipie Toronto FC, finalisty z ubiegłego sezonu, nie brakuje znanych piłkarskich nazwisk i zarazem graczy z olbrzymim doświadczeniem w Europie, jak choćby Michael Bradley i Jozy Altidore. To jednak Pozuelo - 28-letni ofensywny pomocnik, obdarzony “magicznym dotknięciem”, które robi różnicę na boisku — został ulubieńcem kibiców na BMO Field. Pozuelo występował w silnym ligach (Swansea, Rayo Vallecano), ale do tej pory najlepszy okres kariery spędził w Genku. W Toronto z miejsca stał się najważniejszym zawodnikiem, notując 12 goli i 12 asyst. - To piłkarz, który pociąga za wszystkie sznurki, kontroluje przebieg meczu i potrafi przeprowadzić akcję decydującą o końcowym wyniku” - mówi Bill Mannin, prezes klubu.
Giuseppe Rossi
“Syn marnotrawny”, który u szczytu kariery wybrał grę w reprezentacji Włoch zamiast USA, a na stare lata wrócił do Ameryki i podpisał kontrakt z Realem Salt Lake. Jako 17-latek debiutował w Manchesterze United, a ze Squadra Azzura poleciał na igrzyska olimpijskie (2008) i Puchar Konfederacji (2009), łącznie rozgrywając 30 meczów (7 goli). Zapowiadał się jako mega talent, ale niestety świetnie rozwijającą się karierę powstrzymały kontuzje. Po odejściu z Old Trafford próbował szczęścia w różnych miejscach — Newcastle, Villarrealu, Fiorentinie czy Genoi, gdzie dwa lata temu miał pozytywny wynik na obecność niedozwolonego środka dorzolamidu. Po czterech miesiącach przymusowej przerwy wznowił treningi z MU, po czym prowadził negocjacje z LAFC, aby ostatecznie wylądować w “krainie mormonów”, czyli Salt Lake City. Zdążył zadebiutować, wchodząc z ławki w meczu z Orlando City, gdy koronawirus doprowadził do przymusowej przerwy w rozgrywkach. Teraz jest jednak gotów raz jeszcze udowodnić wartość. “Doświadczenia z przeszłości, w tym kontuzje oraz inne problemy, wyrobiły we mnie silną wolę. Potrafię wrócić mocniejszy” - zapowiada 33-letni weteran rodem z New Jersey, wychowany w rodzinie włoskich emigrantów.
Winston Reid
31-letni kapitan reprezentacji Nowej Zelandii, z którą brał udział w (bardzo udanych dla niej) mistrzostwach świata w 2010 roku, zadebiutuje w Sportingu Kansas City po udanej karierze w Europie. Praktycznie całą poprzednią dekadę spędził w West Hamie, gdzie rozegrał aż 222 mecze, stając się jednym z ulubieńców kibiców. W sezonie 2012/2013 wybrano go najlepszym piłkarzem Młotów. Prawdopodobnie grałby tam do dziś, gdyby nie problemy z kolanem, które mocno ograniczały go w ostatnich latach. Emigracja do MLS stanowi więc dla niego szansę na odbudowanie kariery. - Ostatnie 19 miesięcy było dla mnie bardzo trudne. Potrzebowałem nowego wyzwania i cieszę się, że trafiłem do Kansas City - powiedział Reid. Jako środkowy obrońca powinien znacząco poprawić grę jednej z najgorszych formacji defensywnych w Major League Soccer w ubiegłym sezonie.