Tite pożegnał się z brazylijską publiką efektownym 4:0 z Chile na Maracanie. Po mistrzostwach świata w Katarze zostawi reprezentację, aby – tak jak Luis Enrique – na wypadek niepowodzenia nie wysłuchiwać kampanii o wyrzuceniu go na bruk. Przegrał jak dotąd dwa mecze o punkty z Belgią w ćwierćfinale mundialu i z Argentyną w finale Copa America, a i tak jest kwestionowany za zbyt defensywny i pragmatyczny styl gry. W rzeczywistości to jednak fachowiec, bo jak mało kto potrafi zarządzać humorami Neymara, a do tego trzyma się credo z grą na zero z tyłu. Podaje jedenastkę kilka dni przed meczem, a i tak przeciwnicy nie mogą go zaskoczyć. Od przyszłego roku Tite będzie do wzięcia w piłce klubowej, więc już rozdzwoniły się telefony chociażby z Arsenalu.
Jeszcze nie pracował w Europie, ale to może być kolejne nazwisko, które wzmocni rynek trenerski w najsilniejszych ligach świata w 2023 roku. W jednym z wywiadów wymsknęło mu się, że mundial w Katarze będzie zamknięciem pewnego rozdziału i to tam szykuje się na pożegnanie z brazylijską reprezentacją. Trochę jak Luis Enrique, który mówi do dziennikarzy: „Wolę nie mieć dłuższego kontraktu, bo jak coś mi nie wyjdzie, to wy pierwsi będziecie krzyczeć o zwolnienie mnie. A tak przynajmniej sytuacja będzie jasna i spokojnie sobie odejdę”. Presja w takich miejscach jest niesamowita, więc trzeba sobie dozować emocje.
Brazylia zakwalifikowała się na wszystkie mistrzostwa świata, więc nic dziwnego, że i tym razem wygrała eliminacje. Ale zrobiła to bez choćby jednej porażki, z trzema remisami na finiszu, ale wcześniej niemalże bezbłędnie, do tego grając 12 meczów na zero z tyłu. Zabawili się, pokazując futbol dojrzały i skuteczny. A mimo to Tite wysłuchuje krytyki i buczenia, bo w oczach narodu Brazylijczycy powinni nieustannie cieszyć oko. Wygrywanie to za mało, ma być jeszcze joga bonito tak jak z Chile (4:0) na jego pożegnanie z grą przed własną publicznością.
Żywot trenera w Brazylii nie jest łatwy. Nigdzie karuzela szkoleniowców nie kręci się tak szybko jak tam. Na 20 klubów w elicie tylko dwa pozwoliły sobie, aby utrzymać menedżera na stanowisku przez cały rok. Wynika to z modelu zarządzania klubami, presji kibiców i populistów na stanowiskach prezydenckich, stąd każdy kryzys kończy się rzuceniem ofiary na pożarcie. Podobnie jest w drużynie narodowej, bo chociaż Tite na 71 meczów wygrał 53, również jest kwestionowany. Bo nie zdobył mundialu. Bo oddał ostatnie Copa America. Ale to były dwie jedyne jego porażki w spotkaniach o punkty, pozostałe trzy wpadki to sparingi. Mało komu udaje się utrzymać taką regularność, do tego jedno Copa America zdobył w 2019 roku.
Niecierpliwi Brazylijczycy zawsze chcą wszystkiego. Teraz naprawdę mają bajeczną paczkę z Neymarem, Viniciusem, niesamowitymi Antonym oraz Raphinhą z przodu, odradza się Coutinho, a Lucas Paqueta trzyma w drużynie narodowej wysokie standardy. I chociaż mistrzostwa zdobywa się obroną, a nie atakiem, z tyłu też nie mają sobie nic do zarzucenia. Trzon w postaci Alissona lub Edersona, Thiago Silvy, Marquinhosa, Danilo czy Casemiro może robić wrażenie. Oni we większości meczów nie tracą bramek i to też święta zasada Tite. Zachowanie zdrowego balansu, a nawet przesunięcie tego suwaka bardziej na stronę defensywny. On nie daje się porywać emocjom i za wszelką cenę myśli o równowadze.
Patrząc szerzej na pracę wykonywaną przez Tite, należą mu się duże pochwały. Jeśli zwykle obrywa od opinii publicznej, nie chodzi o samą piłkę. Dostaje mu się za sympatyzowanie z lewicą, za przemycanie poglądów politycznych, za odrzucanie niezaszczepionych piłkarzy, i tak dalej. Jakby przyjęło się, że w selekcjonera można uderzać dla zasady. Nawet jeśli wygrywa prawie wszystko w ostatnich miesiącach, jest niewystarczająco dobry. Bo albo jego drużyna zdobyła kilka bramek za mało, albo właśnie – ten sam punkt wyjścia – kilka lat wcześniej nie wygrała mundialu.
Oczywiście, że różnica klas w Ameryce Południowej jest widoczna, więc jest mu łatwiej śrubować kolejne rekordy. Sam Lionel Scaloni odpowiedzialny za kadrę Argentyny uważa, że brakuje im poważniejszych testów z kadrami z Europy, aby uzmysłowić sobie, w jakim miejscu są. Za to pytany o tę kwestię Luis Enrique twierdzi, że nie ma takiej konieczności, bo same mistrzostwa będą wyznacznikiem poziomu. I nie trzeba co chwilę ze sobą grać, aby wiedzieć, w jakim miejscu jest Argentyna czy Brazylia.
Nie wiemy, czy dla Neymara Katar będzie pożegnaniem z reprezentacją, ale dla Tite już na pewno tak. Przez lata wziął pod swoje skrzydła gwiazdora, obudował wokół jego i przyjaciół całą reprezentację, ale to przyniosło skutek. Chronił go przed aferami, tłumaczył cierpliwie w gorszych chwilach, brał w obronę, podkreślając jak dobrym jest chłopakiem i jak imponuje wszystkim dookoła. Neymar mu się odwdzięczał kapitalnymi liczbami, bo w nikim nie miał takiego obrońcy jak w Tite. Każdy gorszy moment wychodzący poza boisko zamiatał pod dywan, co pokazuje, że akurat podejście do humorków i gwiazd ma jak mało kto. Ustala zasady i mocno się ich trzyma.
To fachowiec, o jakiego warto postarać się już dzisiaj. Tak robi Edu Gaspar z Arsenalu, z którym pracowali w przeszłości. Wykonał pierwsze telefony i stara się zabezpieczyć kandydaturę Brazylijczyka. Nie na dziś, bo przecież Mikel Arteta wykonuje kapitalną pracę, ale na pewną ewentualność. W końcu w piłce trzy miesiące to wieczność, a Tite poszuka pracy dopiero od 2023 roku. Najpewniej dopiero od lata, więc mówimy o rzeczywistości dopiero za ponad rok. Niemniej w Londynie bardzo podoba im się styl zarządzania aktualnego selekcjonera Canarinhos. Potrafi to robić, gdy wszyscy w niego uderzają. Jego sława po mundialu może się drastycznie zmienić, ale dziś wygląda na trenera, który zasługuje na szansę w najlepszych ligach świata. I warto zachować się właśnie tak jak Edu Gaspar: dzwonić i budować dobre relacje jeszcze dzisiaj, zanim dogada swoją przyszłość.
