GenZie wysysa wszystko ze swoich podopiecznych. Czy Friz znowu rozbił bank?

Zobacz również:„Twoje 5 minut", „Love Island”, „The Circle” – influencerskie reality show to przyszłość?
Genzie
Genzie / Instagram @projektgenzie

Byli członkowie Ekipy mają żal do Friza. Ale Karol Wiśniewski jawi się czołowym biznesmenem ery YouTube’a, nie baczącym na koleżeńskie układy. Jego nowy projekt GenZie, po wyprodukowaniu przez rok ogromnej liczby treści, nadal cieszy się zadziwiającą oglądalnością.

Lody, koncerty, książki. Ubrania, donuty, koncerty, cukierki, napoje, zeszyty. Przeloty helikopterem, egzotyczne podróże, holding. I przede wszystkim będące tego bazą filmy – dziesiątki formatów, bajtów, pranków. Wydaje się, że uniwersum Karola Friza Wiśniewskiego i spółki to coś, czego nie trzeba przedstawiać już nawet starszym czytelnikom. Bo wieści o jego finansowych sukcesach – wszak ciężko tę karierę rozpatrywać w oderwaniu od kontekstu rynkowego – w ostatnich dwóch latach często docierały do mainstreamu. Zdolność do kapitalizacji niemal każdej głupoty jest u tej postaci oraz najbliższych jej współpracowników zadziwiający. Pamiętacie satyryczne fanpejdże kolportujące memy pod nazwą Humans of Late Capitalism? Friz mógłby im dostarczać kontent codziennie. A mówiąc językiem youtube’owym – mógłby robić im daily.

Głowa Ekipy, zaczynając od vlogów na temat Pokémon GO, a kończąc na taśmowej produkcji kontentu krzyżującego reality show z teleturniejami wszelkiej maści, nie zatrzymuje karuzeli monetyzacji. Dywersyfikując social mediową działalność i okraszając ją wymienionym w pierwszych zdaniach merchem, wzbudza podziw u obserwatorów rynku. Choć huczne wejście na giełdę tylnymi drzwiami (Ekipę kupiło najpierw biuro inwestora Januarego Ciszewskiego, by zmienić potem nazwę na Ekipa Holding) zatoczyło koło – notowania akcji w 2022 roku spadły do poziomu sprzed dwóch lat – sam Friz wciąż biznesowo się rozwija. Jednocześnie, niczym zimny homo oeconomicus, raczej nie kłania się ziomkom i koleżeńskim układom. Dlatego od niedawna w influencerskim światku głośno jest o rozpadzie Ekipy. Z plotek, wywiadów i oficjalnych komunikatów, wyziera żal wielu członków tego projektu do założyciela. Ale jego okręt zawitał już do innego portu i być może zwerbował nową załogę. Co z tego wyszło? Czy GenZie, nowe dziecko słynnego youtubera, przerodzi się w coś długofalowego?

Zróbmy sobie influencera

GenZie to w końcu swojego rodzaju eksperyment, który właśnie miał swój finał. Dziś ciężko nie oprzeć się wrażeniu, że Friz mógł stworzyć go jako coś, co zastąpi Ekipę lub będzie w jakimś sensie współtworzyć tę markę. Tym samym z roli jednego z głównych aktorów produkowanego ze znajomymi kontentu przeszedł na pozycję nie tylko kuratora nowych formatów, ale i przede wszystkim promotora nowych osobowości.

Prześledźmy – zaczęło się od talent show Twoje 5 minut, gdzie członkowie Ekipy jako jurorzy oceniali uczestników w różnego rodzaju wyzwaniach. Finalnie najciekawsi kandydaci zostali członkami GenZie. Nowej grupy, która – podobnie jak Ekipa – dała się zamknąć w wielkim domu, by nagrywać tam filmy. Ku częściowemu oburzeniu fanów Wiśniewski zasięgowo zabezpieczył ten projekt. Część widzów liczyła, że będzie składał się z pięciu najmocniejszych uczestników talent show, ale tych wybrano trzech. Poza wyłonionymi w Twoje 5 minut twarzami (oraz Bartkiem Laskowskim – chłopakiem jednej z uczestniczek) Friz zaangażował do GenZie parę zaprawioną już w tworzeniu treści. Parę o niemałej pozycji na influencerskim rynku.

A dokładnie Patryka Barana, który jako Mortalcio w momencie dołączenia do projektu miał 600 tys. subskrybentów na YouTube, oraz Wiktorię Bochnak, znaną na Instagramie i TikToku jako Kartonii. Ten pierwszy usunął większość tworzonego wcześniej kontentu. Związany z fame MMA influencer publikował też klasyczne treści dla dzieciaków oraz utwory. Jego stare kawałki to nieznośny, ckliwy i generyczny pop-rap. Ale dziś Baran, dzięki boostowi w postaci GenZie to twórca z ponad milionem subskrybentów, który najwyraźniej wciąż ma chrapkę na karierę muzyczną. Zresztą, czy w internetowej rzeczywistości musi być ona określana jako osobna droga? Fakt, że GenZie, podobnie jak Ekipa, mają na koncie koncerty oraz utwory o milionowych zasięgach dowodzi, że takie podziały nie mają znaczenia. Oczywiście, nie jest to twórczość wpływająca na jakąkolwiek scenę. Muzyka to tylko jedna z możliwości, jakie daje nowy produkt Wiśniewskiego. A produkt ten się sprofesjonalizował. Stąd nowe solowe tracki Mortalcia, wydawane jako Mortal, choć wciąż generyczne i miałkie nie odbiegają tak bardzo – przynajmniej na poziomie brzmienia i flow – od polskiej trapowej przeciętnej.

24 filmy w 24 godziny

Czy GenZie możemy zatem traktować jako kolejny strzał w dziesiątkę Friza? To, co najbardziej kluczowe dla całego przedsięwzięcia, czyli zasięgi, sympatia młodych widzów oraz sprzedaż Dooti Donuts, dowodzi, że tak. W ramach tego projektu powstały długie godziny kontentu, którego nie jest w stanie przyswoić dojrzały odbiorca popkultury. Ale jakimś cudem wykręcał on niemożliwe liczby – nawet w formule daily, kiedy wideo z wyzwań ekipy (nie mylić, póki co, z Ekipą) wlatywało na kanał każdego dnia i potrafiło osiągać przynajmniej pół miliona wyświetleń. Aż do samego końca, gdy przed finałem Friz w kwestii nadprodukcji kontentu najwyraźniej przypomniał sobie memiczne powiedzenie: potrzymaj mi piwo i zaprzągł uczestników GenZie do wystąpienia w 24 uploadach zrealizowanych w 24 godziny. To zadanie zostało wykonane z zasięgowym powodzeniem. Zwieńczono je także filmem dokumentalnym, który przy okazji ukazuje, że choć wygłupy tych ludzi przed kamerą mogą wydawać się błahe, to kosztują sporo zaangażowania.

Warto dodać, że mnogość formatów i pomysłów determinujących cykl – często opartych na głupiej fetyszyzacji produktów – sprawia wrażenie, że odbiorcy otrzymali nowy telewizyjny kanał w pigułce. Bo czymże różni się współczesna oferta komercyjnych stacji karmiących widzów produkcjami z segmentu reality i paradokumentami, od propozycji Friza, który w jednym projekcie realizuje formuły teleturniejowe, reality TV, konwencje z TikToka i talent show? Do tego przecież sam zainteresowany – co wiemy m.in. z wywiadów Tromby – wykazuje się niemałym profesjonalizmem. Dba o to, by kontent był przystępny dla jak najmłodszej widowni (w planach był podobno także serial animowany). Bez przekleństw, nawiązujący mocno do życia w sieci, z wesołymi uczestnikami. Zaprojektowany jak treści z dawnego Bravo, ale podany w wiarygodnej dla najmłodszych formie. Tak jak rapowany kawałek Dzięki, który jest o… podziękowaniach za miłe komentarze oraz oczywiście hejcie na hejterów. A to wszystko na trapowym bicie.

To nie koleżeńskie układy

To, co budzi obecnie największe zainteresowanie w kontekście rozpadu Ekipy, to niesnaski. Czyli konflikt między Frizem i Wujkiem Łuki – posiadaczami największego procentu akcji spółki Ekipa Holding poza inwestorem – a pozostałą częścią grupy. Okazało się, że Marcysia, Murcix, Poczciwy Krzychu, Tromba, Mini Majk czy Patecki nie tylko zgarniali do tej pory dużo mniejsze pieniądze. Problemem są również ich długoterminowe umowy dotyczące zarządzania wizerunkami i kampaniami reklamowymi. Przypomnijmy – wszyscy członkowie, którzy zdecydowali o odejściu, mimo że złożyli wypowiedzenia, zrobili to bezskuteczne. Takie było stanowisko spółki zarządzanej w dużej mierze przez Wiśniewskiego. On i jego wspólnicy zatem w dalszym ciągu mogą ściągać marże z działalności tych influencerów, których jednocześnie omijają intratne ruchy biznesowe, jak choćby te związane z wypuszczeniem serii pralin. Ci, którzy uwierzyli, że współtworzą kontent niczym grupa przyjaciół, zawiedli się. Sprawa umów jest jednak nadal dyskutowana pomiędzy stronami i być może niedługo opisany wcześniej stan rzeczy ulegnie zmianie.

A Friz? Niezależnie od poczynań na giełdzie, nie zatrzymuje się. GenZie zamyka rok z ogromnym potencjałem, więc Wiśniewski z pewnością ma już plan jak go zagospodarować. W zanadrzu ma też drugą edycję show Twoje 5 minut. Historia Ekipy z pewnością nauczy nowych młodych potencjalnych partnerów biznesowych, że warto spojrzeć, jakie się podpisuje umowy. I zapisze się w dziejach polskiego internetu jako kolejny dowód ułudy rzekomego koleżeńskiego układu jakichś twórców, która pryska wraz z pojawieniem się dużych pieniędzy. Friz najwidoczniej już wcześniej znał tę regułę. Dziś jawi się Zygmuntem Solorzem-Żakiem ery YouTube’a. Jego wykalkulowane ruchy i skupianie wokół siebie nowych influencerów świadczą, że pewnie jeszcze długo będzie rozdawać karty. Choćby z tylnego siedzenia.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Pisze o memach, trendach internetowych i popkulturze. Współpracuje głównie z serwisami lajfstajlowymi oraz muzycznymi. Wydał książkę poetycką „Pamiętnik z powstania” (2013). Pracuje jako copywriter.
Komentarze 0