Głośne bicie na alarm. Jak reprezentacja Anglii trwoni kapitał społeczny i marnuje potencjał

Zobacz również:Głupi i głupszy – w godnym Monty Pythona wyścigu bezmyślnych istot brawurowa ucieczka Greenwooda i Fodena
Anglia
Fot. James Williamson/AMA/Getty Images

Po finale Euro atmosfera, jaka zapanowała wokół reprezentacji Anglii, była najlepsza od lat. Minęło 14 miesięcy i sytuacja niemal całkowicie się odwróciła. Spadek do Dywizji B w Lidze Narodów to jednak wypadkowa problemów, jakie kadra Garetha Southgate'a miała już od jakiegoś czasu.

Kiedy w czerwcu Anglicy rozpoczynali zmagania w grupie Ligi Narodów od falstartu, wydawało się, że dużą rolę odegrało w tym zmęczenie. Po pierwsze, zakończył się właśnie sezon, który przez przesunięte mistrzostwa Europy zaczął się nieco później niż normalnie, a później była gonitwa, by pomieścić wszystko w terminarzu (co szczególnie w Premier League bywa wyzwaniem). Po drugie, nikogo te rozgrywki przesadnie nie grzeją. Mimo wszystko w kraju wtedy zawrzało.

Powodów nie brakowało. Anglicy wylosowali trudny zestaw, bo ich rywalami są Włosi, Niemcy i Węgrzy, ale z uwagi na tych ostatnich, każdy spodziewał się co najgorzej trzeciego miejsca. A i ono nie byłoby uznane za dobry wynik. Ponadto w czerwcu Anglia dwukrotnie grała z Węgrami, więc można było szybko załatwić sprawę, a weryfikację przejść na tle Włochów i Niemców. Łatwiej jednak powiedzieć, a trudniej zrobić.

ZŁE SYGNAŁY W CZERWCU

Po czterech czerwcowych spotkaniach nad głową Garetha Southgate'a zebrały się ciemne chmury. Nie dość bowiem, że przegrała ona z Węgrami po raz pierwszy od 60 lat, to jeszcze w rewanżu u siebie tydzień później dała im się rozbić 4:0. To była najwyższa domowa porażka reprezentacji Anglii od 1928 roku. Jedyne punkty przyszły po remisach z Włochami (0:0) i Niemcami (1:1), a i tego ostatniego by nie było, gdydy nie skuteczny rzut karny Harry'ego Kane'a w 88. minucie. Wróciła też dyskusja o stylu, przywiązaniu selekcjonera do niektórych piłkarzy i tym, dokąd zmierza ten zespół pod jego wodzą.

Gareth Southgate
Fot. Mattia Ozbot/Getty Images

Nastroje nie były dobre, ale i tak trudno było spodziewać się aż takiej katastrofy jak spadek z Dywizji A. Po piątkowej przegranej w Mediolanie taka jest jednak rzeczywistość. Anglia zamiast rywalizować z najsilniejszymi w Europie, w kolejnej edycji Ligi Narodów ustawi się na jednej półce z takimi reprezentacjami jak Finlandia, Czarnogóra, Albania czy Szwecja. I choć na co dzień można powiedzieć, że Liga Narodów nikogo na Wyspach nie grzeje, to spadek jest traktowany jak kompromitacja.

Na Southgate'a znów spadła duża krytyka, co w zasadzie nie jest niczym nowym. Ale po finale ME atmosfera wokół kadry była najlepsza od dawna. Minęło 14 miesięcy i dziś nastroje są najgorsze od początku jego kadencji, a ta zaczynała się świeżo po Euro 2016, ostatnim turnieju, na którym Anglicy mocno zawiedli. Roya Hodgsona zastąpił wtedy Sam Allardyce, który wytrwał na stanowisku jeden mecz z uwagi na aferę korupcyjną, dlatego Southgate zaczynał z niskiego pułapu i musiał odbudować zaufanie angielskich kibiców do drużyny narodowej.

DOJŚCIE DO ŚCIANY

W ciągu sześciu lat na pewno mu się to udało. Półfinał mistrzostw świata, a potem pierwszy finał dużego turnieju od 55 lat roztoczyły nad nim parasol ochronny, ale w końcu powiało świeżością. Southgate wprowadził młodych zawodników, otworzył się przed mediami i sam stał się liderem, jakiego Anglicy nie mieli na tym stanowisku od bardzo dawna. Mimo tego nie każdy był co do jego pomysłu przekonany i dziś, niewiele ponad rok od momentu, gdy jego kadrze towarzyszyła najlepsza atmosfera, parasol ochronny złożył się bardzo szybko.

Trudno nie odnieść wrażenia, że jesteśmy blisko zamknięcia pewnego cyklu. Southgate ma wprawdzie umowę do 2024 roku, ale wydaje się, że w Katarze musiałby zdobyć złoty medal, żeby ją wypełnić. Odpadnięcie z Dywizji A Ligi Narodów, w dodatku w fatalnym stylu (dwa punkty i jeden gol po pięciu meczach) daje namacalny dowód jego krytykom, że ta formuła już się wypaliła i że ten selekcjoner ogranicza potencjał drużyny.

Od czasu zakończenia Euro, Anglia gra bowiem bardzo słabo. W tym czasie pokonała tylko Andorę, Albanię, San Marino oraz Szwajcarię i Wybrzeże Kości Słoniowej w sparingach. W trzech meczach z Węgrami, w eliminacjach MŚ i Lidze Narodów, ugrała jeden remis, a dwa pozostałe spotkania przegrała. Nie dała też rady Włochom i Niemcom. Już po przegranym finale Euro z Italią, gdy Anglia prowadziła przecież po dwóch minutach, był pewien niesmak, ale dominował przekaz, że należy się cieszyć i docenić pracę Southgate'a. W końcu to jedyny obok Alfa Ramseya selekcjoner, który ma z kadrą dwa medale i podobnie jak mistrz świata z 1966 roku i brązowy medalista ME 1968, zdobywał je w dwóch kolejnych turniejach.

OGRANICZENIE NA WŁASNE ŻYCZENIE

To, co dzieje się po porażce z Włochami i spadku do Dywizji B, można uznać za wylew gromadzonej od lat frustracji. Krytycy Southgate'a najczęściej bowiem zarzucali mu, że jego podejście ogranicza możliwości zdolnego pokolenia. Jego minimalizm to na pewno jeden z powodów roztrwonienia prowadzenia w półfinale mundialu z Chorwacją i finale Euro, ale objawia się on tak naprawdę niezależnie od przeciwnika i rangi meczu.

Anglia - Węgry. Gareth Southgate
Fot. Eddie Keogh/The FA via Getty Images

Anglicy strzelają bardzo mało goli, choć na papierze mają skład, który kompletnie nie powinien mieć takich problemów. Na pozycjach w ofensywie jest przecież prawdziwe bogactwo. Owszem, nie każdy jest dziś w swojej najwyższej formie, ale Harry Kane, Phil Foden, Raheem Sterling, Jack Grealish, Mason Mount, Tammy Abraham, Jarrod Bowen i Bukayo Saka powinni gwarantować bramki. W odwodzie są jeszcze niepowołani ostatnio Jadon Sancho, Marcus Rashford czy wiecznie pomijany James Maddison (w 2022 roku w Premier League więcej goli i asyst z Anglików ma tylko Kane), a liczby w ataku regularnie dorzucają boczni obrońcy Reece James, Kieran Trippier i Trent Alexander-Arnold, jednak tego ostatniego Southgate regularnie pomija i debata o tym towarzyszy kibicom na Wyspach przy okazji niemal każdego zgrupowania.

Pragmatyczne podejście Southgate'a frustruje. Owszem, międzynarodowy futbol w ostatnich latach coraz bardziej skręca w stronę nacisku na organizację w defensywie i bazuje na stałych fragmentach, ale trudno nie odnieść wrażenia, gdy patrzy się na grę Anglików, że mogliby prezentować się znacznie lepiej. Z Włochami, w meczu o być albo nie być w Dywizji A, wyszedł znów bardzo zachowawczym ustawieniem, a dodatkowo postawił na kilku swoich ulubieńców, którzy są dziś bez formy. I to kolejny zarzut wobec niego na chwilę przed mundialem w Katarze.

OBAWY PRZED KATAREM

Southgate bezgranicznie ufa chociażby Harry'emu Maguire'owi, który mimo tego, że wylądował na ławce w Manchesterze United, z Włochami zagrał od początku. Podobna historia dotyczy Luke'a Shawa, choć on akurat w piątek wszedł z ławki. Do zmiany Jordana Pickforda w bramce zmusiła go dopiero jego kontuzja, ale postawił na Nicka Pope'a, swoją etatową dwójkę, po raz kolejny odsuwając Aarona Ramsdale'a, który świetnie spisuje się w Arsenalu. Nienaruszalna jest też pozycja Sterlinga czy Rice'a, choć ten pierwszy ma sporo konkurentów, a drugi słabo zaczął sezon w West Hamie.

Z jednej strony Southgate przed nikim nie zamyka drzwi do kadry, ale z drugiej te do jedenastki już znacznie trudniej otworzyć. Włosi dziwili się, że na stadionie w Mediolanie z rywalami, których zna doskonale, nie zagrał Fikayo Tomori, kóry bardzo dobrze radzi sobie w Milanie, za to grał Maguire. Wcześniej dziwił brak powołanie dla Bena White'a z Arsenalu. Jego klubowy kolega Saka robi mnóstwo szumu w polu karnym i wyrósł na lidera ofensywy Kanonierów, za to u Southgate'a zasuwa na wahadle. I o ile można zrozumieć pewne przywiązanie do nazwisk na szczeblu międzynarodowym, gdzie doświadczenie i zgranie są ważnymi elementami, to niektórzy zawodnicy w tej kadrze muszą zastanawiać się, po co właściwie jeżdżą na zgrupowania.

Pragmatyzm Southgate'a objawia się więc na różne sposoby. Selekcjoner może się bronić tym, że przed mundialem nie zamierza dokonywać rewolucji, jednak kibice zastanawiają się, o co właściwie Anglicy powalczą w Katarze. Ich obowiązkiem jest wygrać grupę z USA, Iranem oraz Walią, bo to pozwoli na grę z drugim zespołem grupy A (Katar, Holandia, Senegal, Ekwador). Ale jeśli przejdą ten etap, w ćwierćfinale mają spore szanse naciąć się na kogoś z grona Francja, Dania, Argentyna. Podobnie będzie zresztą, gdyby wyszli z drugiego miejsca, choć to oznacza duże ryzyo trafienia na Holandię w 1/8 finału. I to już rywal, który mógłby sobie z Anglią poradzić.

POTRZEBA ODŚWIEŻENIA

Southgate niewątpliwie zrobił bardzo dużo dobrej roboty w trakcie swojej kadencji, jednak chyba nie jest w stanie tchnąć w tę drużynę czegoś nowego. Łatwo oczywiście wskazywać winę i domagać się zmian, a trudniej wymyślić dobrego następcę, ale jeśli po mundialu to nadal on będzie selekcjonerem Anglików, wielu kibiców nie będzie zadowolonych.

Potencjał tego zespołu jest bardzo duży, a następne pokolenia piłkarzy, wychowanych już po systemowych zmianach, gwarantują dopływ talentów, który zwyczajnie szkoda marnować na grę w niskim bloku. A Southgate pokazał już wiele razy, że raczej się nie zmieni. Turnieje rangi mistrzostw świata już wiele razy w przeszłości wyznaczały koniec pewnych trenerów na ławce drużyny narodowej i przed Katarem da się wyczuć zmęczenie Southgate'em.

Rok, który można było wykorzystać na rozpęd i dalszy rozwój drużyny po srebrnym medalu Euro, wydaje się dziś rokiem zmarnowanym. Kapitał społeczny po zeszłorocznych mistrzostwach Europy wydaje się kompletnie utracony. Anglicy na mundial pojadą z wieloma znakami zapytania, niepewni po opuszczeniu elity Ligi Narodów i pod ogromną presją ze strony opini publicznej. Southgate musiałby przywieźć puchar, by zagwarantować sobie spokój i dalszą pracę, a na tę chwilę nic nie wskazuje na to, by Anglię w ogóle wymieniać w szerokim gronie kandydatów do jakiegokolwiek medalu.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i amerykański wyznaczają mu rytm przez cały rok. Na co dzień komentator spotkań Premier League w Viaplay. Pasję do jajowatej piłki spełnia w podcaście NFL Po Godzinach.
Komentarze 0