Kibice, którzy na co dzień oglądają Georginio Wijnalduma w Premier League, znają go jako pomocnika, który ciężko pracuje w środku boiska i nie boi się trudnych zadań. Ci, którzy najczęściej obserwują go w reprezentacji Holandii, mają jednak przed oczami inny obraz. W barwach Oranje 30-latek dostaje dużą wolność, dzięki czemu pokazuje piękniejszą stronę swojej gry.
Po ostatniej kolejce minionego sezonu Jürgen Klopp z trudem skrywał wzruszenie. Nie tylko dlatego, że jego Liverpool dzięki fantastycznemu finiszowi i wynikom innych meczów wbił się na trzecie miejsce w Premier League, rehabilitując się za w dużej mierze nieudany rok. Niemiec zapytany został o Georginio Wijnalduma, który właśnie miał za sobą ostatni mecz w barwach The Reds i wiadomo było, że nie przedłuży wygasającego kontraktu.
PRZYJACIEL KLOPPA
– Nie wiem, gdzie zacząć. Poznałem tego wspaniałego gościa po raz pierwszy u siebie w domu i od razu między nami zaskoczyło. To bardzo ciepły, bardzo mądry i otwarty facet. To dla mnie emocjonalny moment, bo z klubu odchodzi mój przyjaciel. Każdy, kto jest nim zainteresowany, powinien do mnie zadzwonić i o niego zapytać, a wtedy na pewno go kupi. Nie mógłbym być bardziej zadowolony z tego, co Gini zrobił w naszym klubie – mówił Klopp.
Wijnaldum też miał łzy w oczach i żegnał go szpaler, ale wiedział, że to nadchodzi. Przez cały sezon nie potrafił dogadać się z Liverpoolem w sprawie przedłużenia umowy i na rozstanie zanosiło się od kilku ładnych miesięcy. Karierę na Anfield zamknął z 237 występami, zdobytym mistrzostwem Anglii i trofeami za zwycięstwo w Lidze Mistrzów, Klubowych Mistrzostwach Świata i Superpucharze Europy. Najbardziej pamiętny moment przeżył jednak w rewanżowym meczu w półfinale LM przeciwko Barcelonie, kiedy Liverpool robił comeback i wygrywał 4:0, a on zdobywał dwie bramki.
Nie wiadomo, czy to telefon do Kloppa przekonał działaczy PSG, ale gdy wydawało się, że Wijnaldum lada chwila zostanie oficjalnie zaprezentowany jako nowy piłkarz Barcelonie, do gry weszli paryżanie i przebili ofertę. Holenderski pomocnik zacierał ręce na współpracę z Ronaldem Koemanem, który rozwinął go w kadrze, ale perspektywa gry dla Mauricio Pochettino też okazała się kusząca. Dzięki temu z czystą głową ruszył na mistrzostwa Europy.
– Nie tylko był zawsze do gry, ale w 90 procentach meczów prezentował się naprawdę bardzo dobrze. Ludzie mogą tego nie rozumieć, bo to nie były występy spektakularne, ale pamiętajcie: jako młody chłopak przychodził do nas jako dziesiątka albo skrzydłowy, a stał się pomocnikiem, który kontroluje gry. To trudny krok i możesz go zrobić wyłącznie wtedy, gdy doskonale rozumiesz piłkę – mówił Klopp.
NIEDOCENIANY
Być może właśnie w tym, co powiedział niemiecki menedżer, kryje się cała debata na temat Wijnalduma. Holender przychodził na Anfield po spadku z Newcastle, w którym zdobywał 10 bramek w Premier League. Wcześniej świetne liczby wykręcał w Eredivisie, skąd odchodził jako grający blisko pola karnego skrzydłowy, a po sezonie 2014/15, gdy zdobywał dla PSV 18 bramek, był piłkarzem roku w kraju. Klopp jednak przesunął głębiej, czyniąc z niego nieraz nawet szóstkę. Wiedział jednak, że ma w talii piłkarza uniwersalnego. Kiedy trzeba było, to Wijnaldum zagrał na boku pomocy, a także miał pojedyncze epizody jako fałszywa dziewiątka oraz stoper.
Jego wkład w ostatnie sukcesy The Reds może być jednak trudno dostrzegalny gołym okiem. W Liverpoolu Holender miał często pseudonim „Duch”, ale nie dlatego, że w ważnych meczach znikał, tylko przez to, że na boisku wykonywał niewidzialną robotę. Środek pola u Kloppa ma ciężko pracować, walczyć w odbiorze i nabijać kilometry, bo od zdobywania bramek są inni. Mohamed Salah i Sadio Mane terroryzują pole karne, a Roberto Firmino często się cofa i bierze za rozgrywanie, dlatego Wijnaldum wraz z Jordanem Hendersonem czy Fabinho odpowiadał za kontrolę w głębszych strefach. I robił to w dobry, odpowiedzialny sposób.
„Duch” nie wyróżniał się w ofensywie i nie odbierał piłki tak efektownie jak N'Golo Kante, ale robił to skutecznie. Gdy po meczu spojrzało się na liczby wymienionych podań czy stoczonych pojedynków, można było się spodziewać, że nazwisko Wijnalduma będzie wysoko w klasyfikacji. Taka rola sprawiła jednak, że przez niektórych był niedoceniany. John Barnes, były piłkarz Liverpoolu, niedawno sam w swojej wypowiedzi zawarł to, co dzieli fanów klubu w kontekście Holendra.
– Spisał się tutaj świetnie, ale nie będzie wielką stratą. To nie jest piłkarz, który wygrywa mecze. W Liverpoolu robi to ofensywny tercet i defensywa. Stratą byłoby odejście Salaha, Mane, Firmino, stratą była kontuzja Van Dijka, brakowałoby również Alissona. Ale Wijnaldum to nie Kevin De Bruyne czy David Silva. Kogoś takiego da się zastąpić – mówił.
INNA ROLA W KADRZE
Holandia to jednak osobna historia. W ojczyźnie nikt klasy Wijnalduma nie kwestionuje, bo w barwach Oranje oglądamy zupełnie innego piłkarza. Dla kibica reprezentacji Polski to obce, bo u nas raczej zachodzimy w głowę i zastanawiamy się „skoro może tak dobrze grać w klubie, to dlaczego nie pokazuje tego w kadrze?”, tymczasem w tym przypadku jest odwrotnie.
Różnicę najlepiej wyjaśnią nam liczby. Wijnaldum w Liverpoolu rozegrał 237 meczów i strzelił w nich 22 gole. W kadrze ma o 160 występów mniej, a goli 23. Dzieje się tak nie dlatego, że w reprezentacji nagle odkrywa w sobie strzelecki talent – wynika to po prostu z jego roli. Kolejni selekcjonerzy pamiętają Giniego jako ofensywnego pomocnika i skrzydłowego, który wyjeżdżał z Eredivisie z bogatym dorobkiem, dlatego próbowali odwzorować to w kadrze. Udało się dopiero Koemanowi, a teraz kontynuuje to Frank De Boer. Bilans Wijnalduma urósł bowiem w ostatnich kilku latach – 15 ze wspomnianych 23 bramek w kadrze zdobył w ostatnich 26 meczach. Kolejną dorzucił niedawno przeciwko Ukrainie na otwarcie Euro (3:2).
W barwach Oranje 30-latek gra znacznie wyżej i ma inne zadania. W Premier League zagrywa średnio 0,6 kluczowe podania na mecz i w Liverpoolu nigdy nie notował więcej niż jednego strzału na 90 minut. W kadrze te wartości rosną do 1,5 kluczowego podania i średnio ponad trzech uderzeń. W klubie miał również wyższe średnie odbiorów, przejętych podań i fauli, za to dużo rzadziej dotykał piłki w polu karnym. W reprezentacji spada mu za to celność podań, ale to dlatego, że częściej podejmuje ryzyko i zagrywa między linie.
Krótko mówiąc: w narodowych barwach ma na niego kto pracować. Za Wijnaldumem w środku pola ustawieni są Frenkie De Jong i Marten De Roon, którzy odpowiadają za odbieranie piłki i rozprowadzenie akcji z głębi pola. Dzięki temu były już piłkarz Liverpoolu może wspomagać atak. – Nazywa się go pomocnikiem „wielofunkcyjnym”, ale jego najlepsza pozycja to dziesiątka. Gini to zawodnik drużynowy, dlatego w klubie nie ma problemu z tym, by grać głębiej i brać odpowiedzialność za inne zadania – argumentował Koeman, gdy jeszcze pracował z reprezentacją.
STRZELEC I KAPITAN
On również uczynił z niego kapitana Oranje. Wijnaldum po raz pierwszy opaskę założył w listopadzie 2019 roku przeciwko Estonii (5:0) po tym, jak wygłosił w szatni przemowę. Chwilę wcześniej w Holandii wybuchł skandal po meczu w drugiej lidze, kiedy fani Den Bosch lżyli na tle rasistowskim piłkarza Excelsioru Ahmada Mendesa Moreirę. Wijnaldum tłumaczył bowiem, że sprawa Moreiry bardzo mocno go dotknęła. – Gini wszedł do szatni i powiedział, że kadra to środowisko, w którym nie ma rasizmu i kolor skóry się nie liczy, dlatego trzeba to wyraźnie pokazać. Chciał wraz z kolegami wyrazić jakiś sprzeciw i dać dobry przykład – mówił Koeman.
Mecz z Estonią bardzo mu wówczas wyszedł. Wijnaldum został pierwszym pomocnikiem reprezentacji Holandii od czasów Johana Neeskensa w 1972 roku, który strzelił hat-tricka w kadrze. Znalazł się też czas na manifest. Po jednej z bramek stanęli przed trybunami obok siebie z De Jongiem i z wystawionymi rękami wskazywali, że kolor skóry nie ma znaczenia. Obrazki szybko obiegły świat.
Jesienią 2020 roku Koemana zastąpił De Boer, ale w przypadku Wijnalduma niczego nie zmienił. 30-latek zachował opaskę kapitańską pod nieobecność Virgila Van Dijka i dalej gra bardzo blisko pola karnego rywali. Przeciwko Ukrainie to znów zdało egzamin, a Wijnaldum strzelił pierwszego gola w wygranej 3:2 i zakończył mecz z największą liczbą strzałów na boisku. Znów był tam, gdzie działy się najgroźniejsze rzeczy. – Jestem dumny jako kapitan. Byliśmy źli po stracie dwóch szybkich bramek, ale pokazaliśmy charakter – mówił później.
Dla Wijnalduma ważne jest również to, że przed Euro rozstrzygnęła się jego przyszłość klubowa, bo dzięki temu może w pełni skupić się na tym, by pokazywać swój talent. Wie, że dołączy do PSG i nie walczy o nowy kontrakt, jednak i tak ma coś do udowodnienia. Występami w kadrze może pokazać, że warto wykorzystywać go w nowym klubie tak samo, a nie jak w Liverpoolu. Koeman nieprzypadkowo chciał go w Barcelonie i można było liczyć, że również uwolni tam jego potencjał ofensywny. Nie wiadomo, czy Pochettino ma taki sam plan.
O tym się dopiero przekonamy, a wcześniej Wijnaldum swoją piękniejszą stronę będzie nadal pokazywał w reprezentacji. Liczby liczbami, ale może za sprawą udanych mistrzostw w końcu zostanie doceniony tak, jak na to faktycznie zasłużył.
