Jak dostać pracę w piłce? Drugi Sociedad na razie nam nie grozi (FELIETON)

Zobacz również:Pariasi Europy. Francuzi mogliby się uczyć od Polaków (FELIETON)
taktykamini.jpg
JAKUB GRUCA / 400mm.pl

Real Sociedad właśnie zatrudnił dziennikarza do działu analizy, w sumie już czwartego, a najlepsze jest to, że żaden nie skończył trzydziestu lat.

Popisałem o tym wczoraj na WhatsAppie z Carlosem Urbano z „El Confidencial”. Jedno zdanie jest warte przytoczenia. Mianowicie: „Kończą nam się w kraju uzdolnieni dziennikarze, wszyscy wolą pracować w klubach”.

Obserwuję to od jakiegoś czasu. Piłka przeżywa boom: kapitalistyczny, jakościowy, ale przede wszystkim technologiczny. Owszem, trochę to ostatnio wyhamowało, jednak za moment znowu przyspieszy. W świecie, gdzie na wszystko jest jakaś apka, nie da się dłużej siedzieć w piwnicy. Roberto Olabe, dyrektor sportowy Realu Sociedad, powiedział ostatnio w magazynie „Panenka”: „Starzeję się, więc chcę mieć wokół siebie pasjonatów. Nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś grał wcześniej w piłkę”. Klub ma dziewięć pionów i w każdym najważniejszym kryterium jest wiedza.

To jest trend ostatnich dwóch lat: jeszcze nigdy kluby nie były tak otwarte na ludzi z zewnątrz. Internet poszerzył percepcję, dał ambonę tym wszystkim, którzy dotąd swoją pasję trzymali w szufladach i przenośnych dyskach. Wiedzieli o niej oni sami, ewentualnie ich rodzina, a teraz mogą pokazać ją światu. Jeśli ktoś chce zgłębiać piłkę, ma tak naprawdę wszystko pod ręką: eksperckie konta na Twitterze, analizy wideo, platformy statystyczne i ludzi, do których kontakt jest błyskawiczny i którzy w większości przypadków chcą rozmawiać. Poprzeczka naprawdę wisi nisko. Wystarczy chcieć.

Kiedyś napisałem o tym duży tekst. Pomysł podchwyciłem właśnie po rozmowie z Carlosem Urbano, który wcześniej opisał to samo, tylko że z akcentem na Hiszpanie. Nazwał tych wszystkich internetowych pasjonatów „generacją Maldinich”, od popularnego dziennikarza z Madrytu, dzisiaj też YouTubera, bo o piłce gada codziennie i gęba mu się nie zamyka. Urodzeni w latach 90. kupili ten styl. Biegle poruszają się w świecie social mediów, a zamiast pójść w sobotę na imprezę, wolą obejrzeć Getafe z Levante. I jeszcze heatmapy przejrzą na dobranoc.

statyglowne.jpg
WOJCIECH FIGURSKI / 400mm.pl

Dawniej tacy ludzie schowani byli w czterech ścianach. Żaden klub by na nich nie spojrzał, a dzisiaj same ich wyszykują i oferują pracę. Urbano wyliczył, że w pięciu największych ligach pracuje dziś 230 osób w wieku 21-33 lat. To dane sprzed pół roku, bo teraz są jeszcze większe. Wiele klubów chciałoby mieć swojego Rene Maricia, kiedyś autora niemieckiego bloga o taktyce, a dziś asystenta Marco Rose w Moenchengladbach. Nagle wszyscy zdali sobie sprawę, ile warte jest świeże spojrzenie z zewnątrz. Narracja z serii „co ty wiesz, w piłkę nie grałeś” dalej jest spotykana, ale nikt już tego głośno nie powie, bo narazi się na śmieszność.

Mam duży szacunek do ludzi, którzy znają zapach szatni. To jest doświadczenie, którym nasiąkasz jak gąbka. Czucie piłki jest ogromnym kapitałem. Ale też nie rozpływałbym się nad ich nie wiadomo jaką wiedzą. Wielu jest takich, którym świat odjechał, a piłkę oglądają chyba już tylko z przymusu. Od lat przynudzają tymi samymi frazesami, nie rzucając na rynek nic nowego. Świat pędzi, a oni stoją. Prawda jest taka, że dzisiaj więcej o piłce dowiesz się z Twittera niż od tych, którzy roszczą sobie prawo, że oni grali i że oni wszystko wiedzą. Liczba blogów i profili z analizami rośnie z każdym rokiem. A najlepsze jest to, że robi się na to popyt. To pewnie kwestia przystawienia ucha do odpowiedniej bańki, ale wielu ludzi jest już zmęczonych ciągłym czytaniem i słuchaniem alkoholowych anegdotek. Chcieliby lepiej orientować się w tym, co oglądają. Internet daje dziś pod tym względem niesamowite rozwiązania.

W Polsce nie ma jeszcze tej świadomości. Ale i tutaj mury będą padać. Gdy siedem lat temu w Canal+ robiłem reportaż o analizach w klubach Ekstraklasy, była pod tym względem pustynia. Legia pokazała mi InStata. Platformy analityczne miała reprezentacja Adama Nawałki, ale większość drużyn nie miała nic. Dzisiaj o liczbach się mówi, liczby się analizuje, nikt nie powie, że działa na nosa, bo wyjdzie na durnia. Mimo to analiza ciągle jest potwornie niedofinansowana. Dziennikarze, jeśli z branży uciekają, to raczej nie do klubów, bo tutaj na działy analizy i scoutingu zwyczajnie nie ma kasy. Pasjonaci też odbijają się od ściany. Czasem łatwiej jest im nawiązać kontakt z zagranicą niż z Polską. Drugi Sociedad na razie nam nie grozi.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.