Pariasi Europy. Francuzi mogliby się uczyć od Polaków (FELIETON)

Zobacz również:Bolesne nauki polskich bramkarzy w Ligue 1. Pomyłki Bułki i Majeckiego
In this photo illustration the French football professional
Fot. Budrul Chukrut/SOPA Images/LightRocket via Getty Images

Pamiętam to doskonale. Kiedy rok temu Ligue 1 planowała ekspansję w Stanach Zjednoczonych, mecz Montpellier - Saint-Etienne w Waszyngtonie obejrzało… 200 osób. Niestety, ale mistrzowie świata mają ligę, która w świecie nie obchodzi nikogo. Co gorsza, ten stan podtrzymują. Przedwczesne zakończenie ligi znowu zrobiło z nich pariasów.

Pewnie wiele osób widziało już tę okładkę. „Jak idioci?”. Latało po wszystkich kątach Internetu. „L’Equipe” kilka dni temu w prostej grafice obwieścił, że wszyscy wielcy przygotowują się do grania, a Francja jest już na wakacjach. Jak w tytule słynnej autobiografii Raymonda Domenecha - całkowicie sama przerzuca się oskarżeniami, podczas gdy reszta dyskutuje o grze, albo już za moment będzie dyskutować.

Można się dziś tylko uśmiechać do niedawnych słów prezydenta Macrona, jak to miał namawiać Angelę Merkel do zamknięcia futbolu. Przez chwilę nawet wzięliśmy to za możliwy scenariusz. A wystarczyło poczekać. Sytuacja zmienia się tak szybko, że Francuzi dopiero teraz ocknęli się, że wyszli na durniów. Poszli drogą Gibraltaru i Luksemburgu. A przecież zawsze chcieli być jak Anglia. Mówił o tym Jean-Michel Aulas, prezydent Lyonu. Dzisiaj we francuskich mediach w mocne tony uderza też Gerard Lopez, szef Lille.

Czuć w tym wywiadzie smutek. Francja ciągle chciałaby się widzieć jako członka europejskiego „Big Five”, a tak naprawdę już dawno wypadła za burtę. Czasami zwraca się na nią uwagę ze względu na demografię, bo to kraj 67 milionów ludzi. Na pewno dużą rolę odgrywa historia. Ale teraźniejszość jest brutalna: liga nie ma nic do powiedzenia, telewizje nie chcą płacić, w europejskich pucharach nie liczy się nikt poza PSG. A i tutaj szału nie ma, bo przecież przy tych nakładach finansowych nieprzebicie granicy ćwierćfinału poważnie nie wygląda.

Pandemia pewne rzeczy uwypukliła. Francuski futbol nie jest dziś głupszy od innych, on po prostu jest na swoim miejscu. Od lat odzwierciedla rozleniwione, próżne społeczeństwo. Widzieliśmy to choćby przy okazji Euro 2016, gdzie momentami organizacyjnie naprawdę wiele rzeczy leżało. Liga od wielu lat nie robi nic, żeby gonić Europę. Choć sama dalej uważa się za silną i drogą. Cena praw telewizyjnych do Ligue 1 w Polsce jest tak nieadekwatna, że nikogo nie opłaca się tego kupować. Piszę to z przykrością, bo sam te rozgrywki oglądałem. Choćby po to, by zerkać na młodego Edena Hazarda w barwach Lille.

Bernard Caiazzo, prezydent Saint-Etienne powiedział ostatnio wprost: „Modlę się, żeby Premier League wystartowała”, bo wtedy dalej będzie kupować od nas piłkarzy. Nie mówił nic o Francji. Wielu ludzi już dawno pogodziło się ze słabością ligi. Gerard Lopez przyznał, że to widać w decyzjach polityków. W innych krajach władze uczyniły z piłki symbol optymizmu i powrotu do normalności, a we Francji biała flaga i prosimy się rozejść. Tytuł „Jak idioci?” niesie się po Europie, a przecież mówimy o kraju, który stworzył kiedyś mundial, Euro i klubowe puchary. Był eksporterem wybitnych umysłów, wzorcem w szkoleniu młodzieży, a jako reprezentacja z gigantyczną podażą talentu znaczy dziś najwięcej na świecie.

Im dłużej o tym czytam, tym bardziej doceniam pracą, jaką w czasie pandemii wykonano w Polsce. Możemy śmiać się z komediowych akcji jak ta Alana Urygi w Płocku, który wybijając piłkę strzelał do własnej bramki. Wiadomo, że 16 transmitujących krajów nagle nie zakocha się w futbolu made in Poland. Ale organizacyjnie znowu stanęliśmy na wysokości zadania i trzeba to podkreślać. Jeszcze kilka tygodni temu dyskutowaliśmy o turnieju w stylu Big Brothera, a dziś jako jedni z pierwszych w Europie powoli szykujemy się na powrót kibiców. To już chyba standard. Gdy wymaga tego sytuacja i gdy wszyscy patrzą, dopinamy wszystko na ostatni guzik i nawet to hula. W ostatnich latach potrafiliśmy zorganizować Euro U-21, mundial U-20, albo finał Ligi Europy w Narodowym. Nie sądzę, by przykładowi Francuzi zrobili to lepiej I wszystko byłoby pięknie, gdy na końcu nie trzeba byłoby jeszcze grać w piłkę.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.