Po tym, jak Lil Peep i XXXtentacion przedwcześnie opuścili nasz ziemski padół, spora część ich fanów poczuła się muzycznie osierocona. Czy niespełna 20-letni reprezentant Calumet Park ma szansę przynajmniej po części wypełnić powstałą po nich lukę?
Jared Higgins urodził się 2 grudnia 1998 roku w Chicago, a dorastał na niczym nie różniących się od tysięcy podobnych miejsc w Stanach, anonimowych przedmieściach wietrznego miasta, znanych jako Calumet Park. Zwykłej suburbii kojarzonej jedynie z tego, że to właśnie tam pierwsza ulica w USA dorobiła się nazwy Obama Drive. Po rozwodzie rodziców młodego Jareda i jego starszego brata wychowywała samotnie mama - ortodoksyjna chrześcijanka, która zakazywała im słuchania rapu. Najnowsze nagrania Gucci Mane’a, Lil Wayne’a czy Chief Keefa Juice WRLD miał więc szansę sprawdzić tylko u swojego kuzynostwa; a w domu skupiał się głównie na grze na pianinie, gitarze i bębnach.
Kiedy jednak poszedł do liceum, postanowił na poważnie skupić się na rapie. I założył konto na soundcloudzie. To właśnie tam w 2015 roku trafił numer Forever, podpisany jeszcze ksywką JuicetheKidd, który to - zmieniony później na bardziej globalny - pseudonim jeszcze niepełnoletni wówczas Jared zawdzięczał swojej fryzurze, charakterystycznemu fade’owi do złudzenia przypominającemu uczesanie Tupaca z filmu Juice. Kolejny track nazywał się Too Much Cash i wyprodukował go do dziś współpracujący z reprezentantem Illinois beatmaker Nick Mira. I choć w międzyczasie Jared próbował jeszcze sprawdzać, czy może - ewentualnie - drogą jego kariery nie jest praca w fabryce, to wydana w połowie 2017 roku ep-ka 9 9 9 utwierdziła go w przekonaniu, by rzucić wszystko inne i poświęcić się tylko i wyłącznie muzyce. To właśnie z tego, wypuszczonego pod szyldem sieciowego kolektywu Internet Money, cyfrowego krążka pochodzi pierwszy wielki hit Juice’a - Lucid Dreams, który pół roku później ponownie wypuściło Interscope Records. Zresztą Juice w międzyczasie podpisał z nimi kontrakt. A mroczny, surrealistyczny klip do Lucid Dreams wyreżyserował nie kto inny, jak możnowładca współczesnego teledyskowego hajpu - Cole Bennett.
Zanim jednak Juice WRLD zainkasował trzy miliony baksów od Interscope, pod koniec zeszłego roku wypuścił kolejną EP-kę Nothing Different, z której pochodzi jego drugi najpopularniejszy numer - kawałek All Girls Are The Same, do którego obrazek również stworzył Bennett. I to właśnie od momentu jego premiery Jared Higgins właściwie nie musi już się zastanawiać, czy droga, którą - nieco na przekór swojej mamie - obrał w życiu jest słuszna. Staram się robić muzykę, która pomoże ludziom radzić sobie z ich problemami i opowie im też trochę o tych, przez które sam przechodzę - to młody raper opowiadał Zane'owi Lowe w wywiadzie dla Beats 1 Radio - To wszystko, o czym nawijam, jest prawdziwe i w tym tkwi siła. Kiedy jeszcze uczyłem się w liceum, albo nawet i wcześniej, byłem dobry we freestyle’u. Później zacząłem rapować i nagrałem kilka krążków, które nie miały żadnego przekazu, żadnej istotnej treści. I wtedy pomyślałem sobie - dlaczego nie włożyć serca w to, co robię?
Na jego debiutanckim longplayu - wydanym 23 maja albumie Goodbye & Good Riddance, a także na wypuszczonej ledwie dwa tygodnie temu EP-ce Too Soon…, owo serce Jared ma na dłoni. Bo nieważne, czy wspomina swoje pełne smutku i rozstań, trudne dorastanie, czy składa hołdy swym tragicznie zmarłym idolom, w każdy kolejny śpiewny wers, który kładzie na tych minimalistycznych, zbasowanych acz melancholijnych bitach, wkłada przytłaczającą wręcz ilość emocji. I od zawsze niezbędną w rapie - acz dziś podkręconą owym współczesnym, uczuciowym ekshibicjonizmem - stuprocentową dawkę szczerości. I nawet gdyby nie przyznawał tego w wywiadach, wiedzielibyśmy, że jego ulubionym albumem jest 808s & Heartbreak. A to, czy ma on szansę wypełnić pustkę powstałą na scenie po odejściu Lil Peepa i XXXtentaciona, dopiero się okaże. Ilość jego numerów, które prędko wspinają się po drabince Billboardu, świadczy jednak o tym, że ma na to spore szanse.
