Kraina fiordów, wikingów i... zjawiskowych artystów, czyli rap w norweskim wydaniu

Karpe norwegian rap
fot. materiały prasowe/Karpe

W ciągu ostatnich lat brzmienia z różnych zakątków Europy zaczęły przebijać się do świadomości polskich słuchaczy. I dobrze, bo zagraniczny rap to nie tylko ten z USA.

Z fenomenalnym lotem Brytyjczyków zdążyliśmy się dobrze zapoznać, coraz chętniej sięgamy też na półki z niemieckimi i francuskimi produktami. Dlatego tym razem obieramy nieco zaskakujący kierunek – północ. Lecimy do do Krainy Fiordów, w której mroźny klimat często miesza z ciepłym brzmieniem muzyki.

Na początek kilka faktów. Spotify jest ze Szwecji. Co ciekawe, w Skandynawii, konsumpcja muzyki na YouTubie praktycznie nie istnieje. Dysproporcja pomiędzy liczbą wyświetlonych klipów a odpalonych streamów jest ogromna. Piractwo nie istnieje, ludzie chętnie konsumują muzykę na żywo. Undergroundowi artyści sprzedają imponujące liczby biletów. Społeczeństwo jest otwarte – w hip-hopie przedstawiciele orientacji innej, niż heteroseksualna, nie wzbudzają kontrowersji. Chociaż język norweski wydaje się naturalną barierą, którą trudno sforsować, to przygoda z tamtejszą sceną może okazać się inspirującą wycieczką.

1
Dårlig Vane (Martin Hazy, Amadou, Kikkan)

Oglądaliście Skam? Jeśli tak, to prawdopodobnie słyszeliście największy hit grupy – Gikk i Bakken. Ale zanim ten znalazł się na serialowym soundtracku, na Spotify miał mniej niż 6k odsłuchów. Dziś może pochwalić się wynikiem 12,5 milionów. Szczyt popularności Dårlig Vane przypada na 2017 rok – wtedy m.in. zgarnęli prestiżową nagrodę Årets Urørt radia NRK, która przyznawana jest najlepiej rokującym artystom w kraju. Wydaje się jednak, że swoich pięciu minut po premierze serialu nie wykorzystali należycie.

Ich wizytówką są proste, ale bardzo agresywne trapowe bity – te w odniesieniu do przekroju brzmienia norweskiej sceny szczególnie ich wyróżniają. Ten kierunek nie dziwi – w końcu ich idolem był Waka Flocka Flame z czasów Flockavelli. Sporym nadużyciem byłoby jednak stwierdzenie, że ich twórczość inspirowana jest sceną Atlanty.

Teksty? Jak na trap przystało – braggowe przechwałki. Jest gang, jest hajs, jest styl i prawdziwość. Jednak tam gdzie trap, tam często też kontrowersje. Na grupę spadła krytyka za obraźliwe traktowanie w tekstach kobiet. Jednak czy powinno to dziwić, w kontekście tego, że skandynawskie media porównują trio do Migosów? Na początku października ukazał się singiel promujący ich nadchodzący album – dobry pretekst do zapoznania się z ich twórczością.

2
Kamelen

Wywrotowiec o barwnym życiorysie. W 2015 roku uciekł z policyjnego aresztu i dopiero po dwóch miesiącach został ujęty w rodzinnym Bergen. W tym czasie wypuścił swój debiutancki singiel Si ingenting. Nie trudno się domyślić, że okoliczności towarzyszące premierze, tylko nabijały sprzedaż.

W 2018 roku podczas swojego koncertu został oskarżony o znieważanie policjantów na służbie. Kontrowersji nie brakowało – raper wykrzykiwał fuck police, ale tłumaczył później, że był to element jego performance’u. Grzywna, jaką na niego nałożono, została uchylona – skończyło się na pokryciu kosztów procesów sądowych.

Dziś Kamelen jest jedną z ikon środowiska hip-hopowego oraz ważnym głosem mniejszości muzułmańskiej w Norwegii. W 2017 roku album Ambivalent został nominowany do norweskiej nagrody Grammy – tym samym artysta oficjalnie rozgościł się w mainstreamie. Od tamtej chwili złagodniał, rozwinął się wokalnie, przestał się buntować przeciwko wszystkiemu. Co ważne, długo pozostawał niezależny, odrzucając liczne propozycje od topowych skandynawskich wytwórni. Dopiero w tym roku skusił go norweski oddział Sony Music, przy którego wsparciu wypuścił projekt #FRIKJENT.

3
Dutty Dior

Na norweskiej scenie próżno szukać kogoś, kto w ciągu dwóch lat wydałby tyle hitów. Dutty na tyle mocno ugruntował swoją pozycję, że jeśli utrzyma formę, to w przyszłości być może trafi do grona legend tamtejszej muzyki. Młody hitmaker rozbił bank collabem z jeszcze bardziej znanym artystą – Isahem. Efektem ich współpracy był jeden z hitów – kawałek Hallo (28 milionów odsłuchów na Spotify). Wszechstronność Duttiego i ogromna pewność siebie przyciąga do niego odbiorców w różnym wieku. Norwegowie zakochani są w jego lekkiej, płynącej liryce. Ciekawostka: tegoroczny projekt Diora i Isaha – Begge To został wydany w formie tokena NFT.

4
Ivan Ave

Ivan Ave do gwiazd norweskiej sceny się nie zalicza, ale warto o nim wspomnieć. Jako nastolatek był DJ-em i b-boyem robiącym grafficiarskie wrzuty. Nieprzypadkowo na jego krążkach wyczuwalne są wpływy jazzowej i soulowej muzyki z lat 70., którą poznał dzięki diggowaniu hip-hopowych krążków. Rapuje po angielsku, co do pewnego momentu w Norwegii było normą. Jego twórczość to wypadkowa fascynacji muzyką lat 90., alternatywnym r'n'b i funkowym brzmieniem. W jego dyskografii znajdziemy klasowe produkcje Kaytranady, z którym niejednokrotnie udało mu się współpracować. Ivan wyskoczył z norweskich, zbyt ciasnych dla jego potencjału ram i dał się poznać europejskiej publice. Stało się to m.in. za sprawą występu w popularnym projekcie Colors. Wszystkie albumy Ivana zostały wydane przez niemiecką wytwórnię Jakarta.

5
Karpe

Członkowie zespołu Karpe – Magdi i Chirag – mają status ikon na scenie, na której działają od ponad 20 lat. Są przedstawicielami norweskiego nurtu świadomego rapu. Rozpoznawalność zdobyli dzięki głośnym, statementowym utworom traktującym o równości i potępiającym m.in. dyskryminację kobiet oraz rasizm. Powiedzieć, że zaznaczyli swoją obecność na kartach historii norweskiej muzyki, to jak nie powiedzieć nic. Oni wręcz wyryli na nich swoje pseudonimy.

Rap duetu opisywany był jako poezja ociekająca wyrafinowaną sztuką, wynosząca kulturę nizin na salony. Głównie za sprawą nietuzinkowej liryki. Panowie uznawani są za najlepszych norweskich tekściarzy. W 2008 roku wyróżniono ich norweskim Grammy. Co więcej, sceniczne performance’y uchodzą za jedne z najbardziej spektakularnych. Na koncie mają sześć wydawnictw, a Heisann Montebello, album z 2016 roku, to jeden z największych sukcesów komercyjnych w historii norweskiej branży. Każdy utwór z projektu przekroczył magiczną granicę miliona odsłuchów na Spotify, a połowa utworów aż 10 milionów.

6
Arif

Arif jawi się słuchaczom jako świadomy raper, zwracający uwagę na problemy współczesnego świata. Wyróżnia się również zmysłem estetycznym i niesamowitą kreatywnością. Wyobraźcie sobie muzyka, który dochodzi do wniosku, że za chwilę świat spotka zagłada, a jedynym rozwiązaniem jest ucieczka statkiem kosmicznym wypełnionym Fantą i zabawkami. Zwariowana wizja, ale z prostym przesłaniem.

O Arifie często wspomina się poza Skandynawią. To kolejny artysta z zestawienia, który ma na koncie norweskie Grammy. Regularnie podbija też playlisty streamingowe, a jego znak rozpoznawczy stanowi mieszanka rapu i r'n'b.

7
Amara

Ulubiony artysta młodego napastnika Borussi Dortmund, Erlinga Braut Haalanda, któremu zresztą sporo zawdzięcza. Piłkarz bardzo często widywany jest w merchu związanym z raperem, którego pozostaje wiernym słuchaczem. Co ciekawe, jeszcze przed pandemią koronawirusa planowali wspólną organizację turnieju w FIFA.

Amara zadebiutował w 2019 roku, wydając solowy album Atlantis w wytwórni Rolig Records podlegającej pod norweski oddział Warner Music. Jego muzyka błyskawicznie zyskała na popularności, a w stolicy Norwegii ma dzisiaj status gwiazdy. To żywy dowód na to, że w Skandynawii również znajdziemy r'n'b stojące na bardzo wysokim poziomie. Zdecydowanie najsprawniej idzie mu łamanie barier między norweskim językiem a odbiorcami nieoswojonymi z jego brzmieniem. Wszystko za sprawą krystalicznie czysto wyprodukowanych wokali, których nie powstydziłyby się największe gwiazdy tego gatunku zza oceanu. Na koncie ma dwa solowe wydawnictwa oraz jedno w kooperacji z Chrisem Abolade, który w tym roku udzielił się na Ziomalskim Mixtapie Żabsona.

Podziel się lub zapisz
Z ekipą newonce związany od marca 2020 roku, kiedy stał się jednym z prowadzących pasma Sajko Radio. Na rynku działa jako początkujący zajawkowicz-freelancer. Pasjonat mniej oczywistych scen muzycznych, gier komputerowych, podróży i basketu. W nieustającym love-hate relationship z polskim rapem.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.