Lekcja gry turniejowej im. Didiera Deschampsa. Francuska klamra Matsa Hummelsa

Zobacz również:Piękne kulisy kadry Manciniego. 12 rzeczy, których dowiedzieliśmy się po serialu „Sogno Azzurro”
Francja Niemcy Euro 2020
Michael Molzar/SEPA.Media /Getty Images

Francuzi nie stłamsili rywali jak Włosi czy Belgowie. Nie stworzyli widowiska takiego jak Holandia. Nie ruszyli na rywali jak Anglicy. Ani nie wygrali tak wysoko, jak Portugalczycy. A jednak skoro, nie wychodząc z trybu energooszczędnego, byli w stanie ograć Niemców na ich terenie, można to traktować jako pokaz siły.

Rzadko wspominanym momentem niemieckiej wędrówki po tytuł mistrzów świata w 2014 roku było ćwierćfinałowe starcie z Francją. Tamten turniej miał z niemieckiej perspektywy wiele mitotwórczych momentów. Męczarnie z Algierą w 1/8 finału, jeden z najbardziej spektakularnych występów w karierze Manuela Neuera, sprzeczka Pera Mertesackera z dziennikarzem. Rozbicie Brazylii w taki sposób, że każdy nawet po latach pamięta, jak pachniało tamtego dnia powietrze. I ogranie Argentyny w finale po zwycięskim golu Mario Goetzego, który miał pokazać światu, że jest lepszy niż Lionel Messi. W tym wszystkim ogranie Francji było meczem bez historii. Szybko strzelony gol po rzucie rożnym, a później dość spokojna kontrola nad wydarzeniami. Drużyna turniejowa nie szaleje, gdy nie musi.

FRANCJA JAK BUBKA

Tamtego gola Matsa Hummelsa wskazuje się czasem jako dowód, że Niemcy wreszcie dojrzeli do sięgnięcia po tytuł. Francja ten stopień dojrzałości też osiągnęła. Jeszcze nie wtedy w Brazylii. I nawet nie do końca dwa lata później u siebie. Jednak już w 2018 roku, wszyscy obserwowali ich poczynania, czekając, kiedy nastąpi eksplozja tych wszystkich niezliczonych talentów, którymi naszpikowany był ich skład. Turniej się skończył, nawet go wygrali, ale eksplozja — może poza meczem z Argentyną — nie nastąpiła. Francja nie była zachwycająca, lecz pragmatyczna. Skala piłkarskiego talentu w tej ekipie służyła Didierowi Deschampsowi do rozstrzygania decydujących momentów, ale nie zmieniała jego sposobu myślenia. O tym, by nie wykonać ani jednego zbędnego ruchu. Jak Siergiej Bubka – zamiast poprawić rekord świata od razu o dziesięć centymetrów, podnosić sobie poprzeczkę z zawodów na zawody o centymetr.

KONIECZNE STO PROCENT

Niemcy, którzy w 2014 roku byli jeszcze drużyną turniejową, od tamtego gola Hummelsa przeszli inną wędrówkę niż Francuzi. Najpierw nieznacznie się obsunęli, potem wyrżnęli o dno, a odbili się od niego już nie na pułap, na którym byli wcześniej. Dziś Niemcy nie mogą rywalizować z Francją, myśląc jednocześnie o kolejnych meczach, które mają do rozegrania na turnieju. Muszą grać na sto procent możliwości, od pierwszego dnia wchodząc w mistrzostwa, jakby mieli rozegrać finał. I to bez gwarancji, że ich sto procent na rywala wystarczy.

NIEUDANE POWROTY

Mecz Niemiec z Francją znów rozstrzygnęła jedna bramka Hummelsa. Jednak tym razem zdobyta w drugą stronę. Stoper Borussii Dortmund zaliczył pechowy powrót na wielki turniej. Podczas gdy Niemcy obawiali się potężnej siły francuskiego ataku, największą krzywdę zrobili sobie sami. A lider ich formacji defensywnej i tak może mówić o szczęściu, bo wydaje się, że w drugiej połowie po jego ryzykownym wślizgu w Kyliana Mbappe sędzia powinien był podyktować rzut karny. Gdyby tak się stało, trzeba by mówić o wręcz bardzo słabym powrocie Hummelsa do drużyny narodowej. Thomas Mueller nie wypadł o wiele lepiej. Miał jedną sytuację po strzale głową, jednak piłka przeleciała z dala od bramki. O ile gracz Bayernu Monachium na mundialach zwykle imponował niezwykłą skutecznością, o tyle Euro są dla niego turniejem przeklętym. Rozegrał na kontynentalnych mistrzostwach już jedenaście meczów i wciąż nie ma żadnego gola. Nie ma drugich rozgrywek, w których cechowałaby go taka niemoc.

GWIAZDY NA SMYCZY

Niemcy być może łudzili się, że mistrzowie świata będą mieli ochotę prowadzić grę, co da im okazje do szybkich kontrataków, którymi chce teraz grać Joachim Loew. Jednak Francja była zbyt pragmatyczna, by zrobić coś, co ułatwi życie Niemcom. Deschamps tradycyjnie zagonił gwiazdy do cierpliwego wyczekiwania na okazje po przechwycie i dopiero wtedy spuszczał je ze smyczy. Francuzi oddali w całym meczu tylko jeden celny strzał. Wszystkich uderzeń naliczono im ledwie trzy. Jednak biorąc pod uwagę, że dwa ich gole strzelone po pięknych akcjach nie zostały uznane, a być może należał się im także jeszcze rzut karny, można ocenić, że Francuzi byli znacznie groźniejsi, niż wskazują podstawowe statystyki. Zwłaszcza prawa strona, na której grał Kimmich, mocno Niemcom przeciekała. Inna jednak sprawa, że flanki, po której biega Kylian Mbappe, zazwyczaj po prostu nie da się zatamować. Niemcy znów musieli budować ataki pozycyjne i znów okrutnie się z tym męczyli. Naprawdę klarowną sytuację udało im się wypracować tylko jedną, w której jednak Serge Gnabry spudłował. Francuzi potraktowali ich jak rywala ze średniej półki europejskiej piłki. Zrobili to, co trzeba, a potem spokojnie kontrolowali mecz, czekając na gwizdek. Po to jest turniej, by nie szaleć już w pierwszym meczu.

INNY POKAZ SIŁY

I być może właśnie to powinno być miernikiem przygotowania drużyny do odniesienia sukcesu na turnieju. W pierwszych meczach ciekawie zaprezentowali się Włosi, Belgowie, Holendrzy, czy Anglicy (też pragmatyczni, ale nie aż tak). Ich mecze niewątpliwie dały kibicom większą frajdę niż oglądanie Francuzów. Jednak przy ocenie rozkładu sił zawsze trzeba brać pod uwagę, z kim grali. Jeśli Francja do ogrania Niemców na ich terenie nie potrzebuje się nawet porządnie spocić, to znaczy, że jest piekielnie silna. Siłą organizacji oraz błysków jednostek. Tym razem reprezentacyjną formę pokazał Paul Pogba, innym razem błysną Benzema, Griezmann czy Mbappe i w ten sposób Francja znów może przebrnąć przez całą ścieżkę do tytułu. Takie mecze pokazują, że być może największą siłą “Trójkolorowych” wcale nie jest któryś z ich genialnych piłkarzy, lecz zbiorowa świadomość, co trzeba robić, by wygrywać turnieje. Grać w trybie oszczędzania energii tak długo, jak tylko się da. Najlepiej przez całe mistrzostwa.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi.