Lekcja pokory dla Mbappe. Kto ponosi największą winę za porażkę Francuzów?

Zobacz również:Piękne kulisy kadry Manciniego. 12 rzeczy, których dowiedzieliśmy się po serialu „Sogno Azzurro”
EURO 2020. Francja - Szwajcaria: Kylian Mbappe
Fot. Marcio Machado/Getty Images

Kylian Mbappe zawiódł nie dlatego, że spudłował karnego. Zawiódł, ponieważ już wcześniej irytował nieudanymi zagraniami i sytuacjami, które piłkarz z jego statusem powinien udźwignąć. Nie ma drugiego gracza na tym Euro, który oddał dwanaście strzałów i nie strzelił gola. Różnica między Mbappe z 2018 a tym z 2021 roku polega na tym, że ten pierwszy skupiał się tylko na boisku. Drugi roztrząsał medialnie rzeczy, które dla świętego spokoju powinien zostawić .

To były najdłuższe sekundy w jego karierze. Godzina 00:44 w Bukareszcie i Mbappe samotny w polu karnym, nie dowierzający co się właśnie stało. Nie był na tym turnieju szczęśliwym talizmanem. Można było przeczuć, że jeśli Francuzom ma się stać nieszczęście, to wydarzy się właśnie w takim momencie i że antybohaterem będzie on.

Mbappe już przed turniejem był na celowniku mediów. Mówiło się, że nie może znaleźć dla siebie odpowiedniej pozycji, że wiosną przestrzelił karnego z Kazachstanem i że ogólnie w ośmiu ostatnich meczach tylko dwa razy strzelił gola. Na Euro dołożył do tego kolejne cztery spotkania. Znowu dał dużo wiatru, ale mało konkretów.

Oczywiście: w meczu z Niemcami był wspaniały. To on rozpędzał TGV, tworzył sytuacje i ośmieszał Matsa Hummelsa. Ze Szwajcarią też nie powiemy, że wszystko było złe, skoro to od jego wizji zaczynały się gole Karima Benzemy. Ale właśnie ten Benzema pokazuje, jaką rolę powinien odgrywać lider w kluczowych momentach. To musi być dźwiganie sytuacji ekstremalnych. Wpychanie goli, kiedy nie idzie. Benzema potrafił zachować zimną krew, której Mbappe w wielu sytuacjach na tym turnieju zabrakło. Mundial 2018 wyniósł go na szczyty, bo po drodze przydarzył się genialny mecz z Argentyną. Tutaj takiego Mbappe zabrakło.

Oczywiście nie ma sensu mówić, że Francja przegrała tylko dlatego, że zawiódł 22-latek. Mbappe może faktycznie mógłby przed turniejem darować sobie publiczne roztrząsanie słów Oliviera Girouda o braku podań. Może za szybko chciał w tej szatni odgrywać rolę lidera jak starsi Raphael Varane, Hugo Lloris czy Paul Pogba, ale to nie on jest głównym winowajcą porażki. Przyda mu się turniejowa lekcja pokory. Zresztą dla całej Francji porażka ze Szwajcarią jest przypomnieniem, że piłka nigdy nie będzie sumą indywidualnych umiejętności.

Didier Deschamps po serii rzutów karnych wziął w obronę Mbappe. Pytanie teraz, kto weźmie w obronę Deschampsa, bo jeśli szukać głównego winowajcy klapy, to oczywiście trzeba kierować się do niego. To on spijał śmietankę, gdy trzy lata temu wieszczono, jak to genialnie ujarzmił gwiazdorów. Francja była pragmatyczna i świetnie ułożona taktycznie. Opierała się na pewnej obronie, która tym razem zawiodła. Przywiązanie do nazwisk typu Varane i Kimpembe od początku było kwestionowane. Ale jeszcze bardziej Deschamps przegrał tym, że nie do końca wiedział, jaka ta kadra chce być.

Sporo eksperymentował wiosną, a przed Euro jeszcze bardziej te eksperymenty podkręcił. Nie było na tym Euro drużyny, która tak mocno majstrowała z ustawieniem. Deschamps zerwał z klasycznym 4-2-3-1, bo chciał wykorzystać potencjał trio Mbappe, Griezmann, Benzema. Potem jednak wrócił do starego systemu, by w meczu ze Szwajcarią nagle zagrać trójką obrońców, chociaż przez dziewięć lat kadencji zagrał tak raptem trzy razy. Środek obrony ni stąd, ni zowąd nagle powierzył Clementowi Lengletowi. Próbował nowego systemu, nie mając wahadłowych, co biorąc pod uwagę jaką różnicę na tym turnieju robią boki, jest zastanawiające. Nie można wszystkiego zrzucić na kontuzje Lucasa Hernandeza i Lucasa Digne’a. Tyle się mówiło, że Deschamps ma kopalnię piłkarzy, a na końcu decyduje się na eksperymentalny system z Adrianem Rabiotem na lewej stronie.

Francuscy dziennikarze już w trakcie fazy grupowej zwracali uwagę, że ta kadra śmierdzi improwizacją. Mistrzowie świata w meczu ze Szwajcarią ciagu 45 minut aż trzy razy zmienili ustawienie. Deschampowi dostawało się dawniej za to, że jest nudny i przewidywalny, ale ta stabilność przynajmniej dawała wynik. W pewnym momencie przegiął w drugą stronę. Wyglądał jak rozemocjonowany maniak Football Managera, tak mocno przestawiający klocki, że na koniec sam już nie wiedział, w co ta drużyna gra. „L’Equipe” nazwało to „orgią zmian” i już zaczyna się dyskusja, że to wybitne pokolenie potrzebuje lepszego szefa kuchni. Nie ma wątpliwości, że za moment zacznie się kampania z twarzą Zinedine’a Zidane’a.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.