Namioty pod lotniskiem, fałszywe alarmy i święto Amazona. Francja oszalała na punkcie Messiego

Zobacz również:Messi w końcu przemówił. Czuje się oszukany, ale zostanie w Barcelonie. Przynajmniej na razie
Lionel Messi Press Conference
Fot. Marc Gonzalez Aloma/Europa Press via Getty Images

Przedłużająca się opera mydlana z Leo Messim i PSG doskonale obrazuje współczesne ściganie się na newsy. Pisać trzeba błyskawicznie, podawać każdy detal, szybko trzeba też kasować, bo co jakiś czas słychać fałszywy alarm. Francuzi w nocy z poniedziałku na wtorek masowo usuwali informację, że Messi poleciał na Ibizę podpisać kontrakt. Okazało się, że samolot, owszem, wystartował, ale bez głównego bohatera na pokładzie.

Informację pierwszy podał Loic Tanzi, dziennikarz RMC Sport. Po trzech minutach miał już setki retweetów i kopię newsa na głównej stronie L’Equipe. Trzy minuty później skasował tweeta, pisząc aktualizację. Messi cały poniedziałek spędził w Barcelonie i musiał mieć ubaw jak mocno wodzeni za nos są kibice i dziennikarze. Każdy chce podać najważniejszego newsa lata, albo chociaż jakiś szczegół, który wyeksponuje ich nazwisko.

– Fabrizio Romano, gdzie jesteś? To nie czas na spanie – piszą Hiszpanie na Twitterze. Romano, jeden z głównych newsmanów wielkiej piłki odpowiada: „Ja nigdy nie śpię… Nigdy”. W ostatnich dniach ograniczał się do podawania informacji, które podawali wszyscy dookoła. Gruchnęło dopiero we wtorek zaraz po godzinie 12.00. Messi oficjalnie zgodził się na dwuletnią umowę z opcją przedłużenia o rok. Zarabiać będzie 35 mln euro rocznie.

PSG, mimo przeciągających się negocjacji, cały czas pozostawało spokojne. Francuzi wiedzieli, że tak naprawdę tylko oni byli w grze i że zostały już tylko do ustalenia szczegóły. W poniedziałek kibice od 7:30 koczowali na lotnisku Le Bourget. Niektórzy rozbijali namioty, inni z lornetkami doczytywali tablice rejestracyjnych samolotu. Pierwszy fake news pojawił się o 13:30, mówiąc, że Argentyńczyk wyląduje tuż, tuż. Dwadzieścia kilometrów od lotniska, w siedzibie klubu dobrze jednak wiedzieli, że nic takiego się nie wydarzy.

Niesamowicie ogląda się te obrazki spod stadionu: tłum ludzi przy metalowych barierkach, kordon wozów policyjnych i telewizje z całego świata, które jeszcze przed północną nadawały relacje spod klubowego sklepiku. Nie przeszkodził im pasek informacyjny jednej z angielskich stacji wypuszczony zaraz po godzinie 16.00 pt: „Messi jest w domu z dziećmi”. Potwierdzeniem było video Argentyńczyka spacerującego po ogrodzie.

Marc Mechenoua, francuski dziennikarz Goal.com, jeszcze wczoraj twierdził, że Argentyńczyk nie przyleci do Paryża w ciągu następnych 48 godzin. Nie było sensu, żeby był tu już teraz, skoro obie strony nie doprecyzowały kontraktu. Operacja była dużo bardziej skomplikowana niż się wszystkim wydawało. Szczególnie drażliwa pozostawała kwestia praw do wizerunku. Dotyczyła tak wielu podmiotów, że nikt nie chciał podpisywać papierów na kolanie. Przełomem okazał się dopiero wtorkowy poranek. Messi najpóźniej w środę ma przejść badania medyczne. PSG zaprzeczyło plotkom, że już przed weekendem zarezerwowało wieżę Eiffla, by uczcić hitowy transfer. Ale kto wie, za chwilę znowu coś się może zmienić.

Na pewno pierwszym wygranym transferu będzie Amazon. Amerykański gigant latem kupił 80 procent praw telewizyjnych do Ligue 1 za 250 mln euro za sezon. Już wtedy mówiono, że zrobił to po cenie promocyjnej. Stary nadawca Canal+, według wciąż trwającej umowy, musi płacić 322 mln za zaledwie dwa spotkania. Amazon czuł się wygranym, a teraz, gdy dojdzie Leo Messi liczy na natychmiastowy efekt sprzedaży abonamentów. We Francji wciąż wspomina się efekt Neymara w 2017 roku. Wówczas w ciągu pierwszych 10 dni nowego sezonu publiczność Ligue 1 wzrosła o 40 procent.

Jean Michel-Aulas, prezydent Lyonu i członek zarządu LFP mówi, że w końcu coś drgnęło w szarym krajobrazie piłki nad Sekwaną. Silne PSG z Messim, Neymarem i Mbappe to sygnał dla innych, by nie zostać daleko w tyle. Zbroi się Marsylia, Monaco, Nicea, Lyon, wciąż na powierzchni unosi się Lille, choć jeszcze wiosną przewidywania były jednoznaczne. Pojawiły się też realne informacje o tym, że PSG po tym jak zaklepie Messiego, jeszcze tego lata ruszy po Eduardo Camavingę. To jest prawdziwa gorączka złota. Kibice, którzy w poniedziałek rozbijali namioty pod Le Bourget, mówią w „Le Parisien”: „Nic się nie stało. We wtorek też tam będziemy”.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.