Wielu raperów, z którymi konkurował Trippie, dziś nie nagrywa na dobrym poziomie. W przypadku Redda jest zdecydowanie inaczej.
Od niezbyt rozgarniętego internetowego nawijacza po jeden z najlepszych pop-rapowych projektów 2018 roku. Fenomen Trippie Redda pokazuje nam, że metoda małych kroczków w budowaniu swojej kariery ma zdecydowanie większy sens, niż branie sceny szturmem, tak jak zrobiło kilka jego konkurentów zaczynających przygodę z rapem w podobnym czasie. Co wpływa na to, że pozycja twórcy Topangi z roku na rok jest coraz bardziej zauważalna i, przede wszystkim, coraz mocniejsza?
Nieśmiałe podrygi wydawnicze z początków kariery (2016 rok) kompletnie nie wskazywały na to, żeby ich autor miał za trzy lata stać się jednym z najważniejszych raperów młodej sceny w Ameryce. A jednak. Jak udała mu się ta sztuka i czy rzeczywiście jest się czym jarać?
Początkową inspiracją urodzonego w 1999 roku Redda była muzyka, której słuchano w domu: T-Pain, Gucci Mane, Lil Wayne, ale także Marylin Manson i Kiss. I to właśnie to niecodzienne połączenie gatunkowe najbardziej wpłynęło na jego późniejszy rozwój jako rapera. W 2016 roku wydał trzy mixtape’y (Awakening my InnerBeast, Beast Mode i Rock The World Trippie), na których współpracował m.in. z Pierre Bourne’em i Kodie Shane. Gdy tylko skończył naukę, przeniósł się z Ohio do Atlanty, gdzie wsiąkł w muzykę i zaczął zajmować się rapem na poważnie, wkręcając się w lokalną branżę. Na początku stawiał kroki nieśmiało, ale właśnie - to było na początku.
O ile pierwsze trzy projekty to widoczna inspiracja wymienionymi wcześniej wykonawcami, o tyle kolejne wydawnictwa były już pełnoprawną pracą nad własnym stylem. Krzykliwość Marylina Mansona i Kiss, a także ich wizerunek gwiazd rocka zaczął mieszać się w Trippiem z niesztampowym flow i linijkami Lil Wayne’a i muzycznymi rozwiązaniami T-Paina. W 2016 roku wszystkie te aspekty były zauważalne z osobna, a A Love Letter To You pokazał, że Trippie potrafił zatrzeć inspiracyjne oczywistości do tego stopnia, że zaczęły przypominać jego własny styl. No właśnie – własny, to znaczy jaki?
Krystalizujący się na pierwszym A Love Letter To You, a doskonale słyszalny na ! i najnowszej odsłonie czteroodcinkowego projektu ALLTY charakterystyczny styl Redda to już coś, co trudno będzie podrobić. Chyba najbardziej charakterystyczne dla jego stylu są wykrzyczane falsetem zaśpiewy. Tak dziwna zbitka słowna ma sens chyba tylko w przypadku twórcy Topangi, bo jego sposób modulacji głosu jest… przedziwny. Na przestrzeni zaledwie jednej linijki i jednego taktu Redd potrafi skorzystać z melorecytacji i śpiewu w wysokich i niskich tonach, cudacznego staccato i gardłowego, zachrypniętego (czy też może przepalonego) wyziewu. To niecodzienne połączenie na początku sprawiało wrażenie asłuchalnego i nieprzyjemnego, jednak z czasem nabrało swego rodzaju uroku i dziś jest nieodłącznym elementem twórczości rapera.
Trippie Redd nie robił dużych liczb do czasu sukcesu numeru Dark Knight Dummo z Travisem Scottem, który znalazł się na płycie Life’s a Trip. Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić tego, czy strategia sukcesywnego zdobywania fanów i rozłożenia tego procesu w czasie była od początku zaplanowana, ale jedno wiemy na pewno – zadziałała. Weźmy na tapetę raperów, którzy startowali i zdobywali popularność na SoundCloudzie w tym samym czasie, co Trippie. Lil Pump stał się sławny bardzo szybko i równie szybko tę sławę zaprzepaścił – jego debiutanckie Harverd Dropout nie spotkało się z najlepszym odbiorem wśród krytyków, a o samym Pumpie ostatnio jakoś cicho. Równie błyskawiczna była kariera 6ix9ine’a, który władował się po uszy w kłopoty z prawem i nie wróżymy mu powrotu do równie dużej kariery. Trippie Redd budował jednak swój fanbase jakby z boku, bez nazbyt głośnej i szybkiej kariery. Wyszedł na tym zdecydowanie najlepiej, bo nie dość, że nie wzniecił wokół swojego nazwiska kontrowersyjnych burz, to z wydawnictwa na wydawnictwo udowadnia, że rozwija się artystycznie i technicznie. Potrafi zarówno położyć porządne linijki i dobrze je zarapować, jak i wyśpiewać popowy hymn z Diplo. Następna dekada to będzie jego czas? Całkiem możliwe.