Przegląd nowego kina grozy: 21 ważnych horrorów, które powstały w XXI wieku (część 3)

przegląd horrorów xxi-ART-v3.jpg
grafika Hubert Żuber

Nasze zestawienie kończymy produkcjami najnowszymi; na ruszt bierzemy tytuły z lat 2016-2019. Przy przynajmniej jednym ktoś może, wzorem klasyka, ryknąć: to nie jest horror! To nie jest i nigdy nie będzie horrorem! A właśnie że jest.

Czytasz artykuł premium. Spodziewaj się więcej takich treści w newonce.club – naszej nadchodzącej subskrypcji.

Taki po prostu urok nowego kina grozy, które dość mocno dekonstruuje dawne pojmowanie gatunku. Zresztą z korzyścią dla niego samego. Ale zanim sprawdzicie ostatnią siódemkę - poznajcie czternaście innych dreszczowców, których znaczenie dla współczesnego kina wytłumaczyliśmy w poprzednich częściach rankingu: pierwszej i drugiej.

1
Mięso (2016)
mięso.jpg

reż. Julia Ducournau

fabuła: Justine rozpoczyna studia medyczne. I przeżywa szok podczas tradycyjnych otrzęsin dla pierwszoroczniaków; nagle ona, piątkowa uczennica i zdeklarowana wegetarianka (trzymania się jadłospisu bezmięsnego nauczyli ją rodzice - jarosze) zostaje zmuszona do zjedzenia wątróbki. Co więcej - odkrywa, że... mięso jej smakuje. I to aż za bardzo, co staje się przyczyną do uwolnienia jej nowego, demonicznego ja.

dlaczego: Mocny głos w sprawie poszukiwania kobiecej seksualności, wyrażony poprzez... horror kanibalistyczny? Potrzymaj mi nóż i widelec - mówi francuska reżyserka Julie Ducournau. Po czym kręci kino wymykające się jakimkolwiek szufladkom, czerpiące tyle z coming-of-age stories, ile z feministycznych manifestów oraz, oczywiście, filmów o kanibalach.

Ale jej debiutanckie Mięso to nie tylko zamach na patriarchat, ale i świetnie nakręcony (te senne pejzaże są jak z Donniego Darko), zaskakujący film grozy. Momentami wyjątkowo trudny w odbiorze; jeśli brzydzi was choćby małe skaleczenie po przecięciu się kartką papieru, to tutaj trafią się sceny rozdrapywania ran (dosłownie, nie w przenośni) jeszcze bardziej obrzydliwe niż w Czarnym Łabędziu. Ducournau pokazała, że potrafi bawić się konwencjami, czemu poważniejszy upust dała także w tegorocznym, nagrodzonym Złotą Palmą w Cannes Titane. Przede wszystkim te okropieństwa są u niej z konkretnego powodu - Mięso jest horrorem o czymś. Nawet jeśli w tym przypadku nie istnieje jedyna słuszna interpretacja.

2
Neon Demon (2016)
neon demon.jpeg

reż. Nicolas Winding Refn

fabuła: Punkt wyjścia klasyczny - młodziutka Jesse przyjeżdża do Los Angeles, żeby rozkręcić karierę modelki. Ale... Okazuje się, że wchodzi w przerażający światek, w którym starsze koleżanki będą żerować jak dzikie zwierzęta na początkujących, niewinnych dziewczynach. W dodatku wokół Jesse zaczynają dziać się dziwaczne, pozornie niewytłumaczalne zdarzenia. Wszystko to pomiędzy eleganckimi planami zdjęciowymi a obskurnymi, tanimi motelami, gdzie zło czai się w każdym kącie.

dlaczego: Giallo - tak nazywano włoskie miksy horroru z kryminałem, realizowane na Półwyspie Apenińskim w latach 70. i 80. Ich wyróżnikiem były dokumentujące zbrodnie malarskie kadry. Jeśli zatem widzieliście film, w którym mówili po włosku, a na ekranie pojawiały się ujęcia typu: kobieta w czerwonej sukni leży z krwawiącą raną po postrzale wśród równie czerwonych róż - to właśnie coś z nurtu giallo. Swoją drogą trzy lata temu do kin trafił remake bodaj najbardziej znanego tytułu tego gatunku, Suspirii. Ale my nie o nim.

Od premiery Drive Nicolas Winding Refn stał się pupilkiem tych widzów, którzy w kinie szukają twórców - erudytów, sprawnie przemieszczających się w gąszczu kontekstów kulturowych i przetwarzających je, żeby uzyskać nową jakość. Tak było właśnie z Drive czy Tylko Bóg wybacza - niby kino klasy B, a jednak arthouse. I tak było w przypadku mocno polaryzującego Neon Demon, gdzie dekadencki klimat grozy spod znaku Mulholland Drive łączył się z esetyką giallo. Zresztą to w ogóle mocno lynchowska rzecz, gdzie temat młodości pożeranej przez bezwzględny świat mody zostal potraktowany dosłownie. Jedna sprawa - to nie jest taki horror, do jakiego jesteście przyzwyczajeni. Natomiast wizualnie mamy tu absolutną czołówkę minionej dekady. Warto sięgnąć po ten tytuł choćby tylko dla zdjęć.

3
To (2017)
to.jpg

reż. Andy Muschietti

fabuła: Małe miasteczko Derry w stanie Maine. Po raz kolejny, po wielu latach, zaczynają ginąć tam dzieci. Grupa małolatów musi stawić czoła tajemnemu złu, jakie od lat czai się w Derry. Złu, którego ucieleśnieniem jest okrutny klaun Pennywise.

dlaczego: Bo to najbardziej kasowy horror w historii kina. Część pierwsza dosłownie zmiażdżyła konkurencję, wyprzedzając sędziwego Egzorcystę o kilka długości - film z 1973 roku zarobił 232 miliony dolarów, To - 327, a przecież mamy jeszcze część drugą, która wykręciła wynik na poziomie 210 milionów. No właśnie - część druga, która popsuła ogólny wizerunek odświeżonego horroru niczym plama z zupy na świeżo wykrochmalonym maminym obrusie; wyraźnie odstawała od jedynki, była rozlazła, powtarzalna, nie trzymała w napięciu. Za to część pierwsza nadrabiała z nawiązką. To po prostu świetny, wyjątkowo przerażający horror, a zarazem bardzo dobra opowieść o dojrzewaniu. I za ten miks gatunków, który przecież miał swojego godnego reprezentanta także w świecie seriali (Stranger Things), Pennywise musi znaleźć się w tym zestawieniu. Jest wiele osób, które widziało tylko jeden film grozy od lat - i najpewniej była to właśnie adaptacja książki Stephena Kinga. Kina autentycznie pękały w szwach.

4
Uciekaj! (2017)
uciekaj.jpg

reż. Jordan Peele

fabuła: On jest czarny, ona - biała. Tworzą udaną parę, ale kiedy po raz pierwszy jadą do jej rodziców, wówczas zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Ujmijmy to tak - znamy lepsze przywitania przyszłego zięcia przez teściów...

dlaczego: W tym zestawieniu pisaliśmy już o przeróżnych podgatunkach horroru - body horror, slasher, horror psychologiczny, comedy horror... Ale tu mamy rzecz wyjątkową - szufladkę przypisaną konkretnemu twórcy. Jordan Peele horror? Dla wygody zostawmy tę roboczą nazwę. Wystarczyły mu dwa pełne metraże, by rozpętać rewolucję absolutną. Peele wykreował nowy rodzaj kina grozy, rozprawiający się z systemowym rasizmem, żywo korespondujący z klasyką popkultury, a przy tym formalnie ekstrawagancki (w Uciekaj! mamy nawet wątki sci-fi), zaskakujący i niepodobny do czegokolwiek innego. Widzowie zachwyceni, księgowa też zachwycona, bo oba filmy Peele'a, Uciekaj i To my, przyniosły niemal identyczny przychód, zarabiając w amerykańskich kinach po 175 milionów dolarów. Ale to tylko ciekawostka. Nie było w horrorze dwóch ostatnich dekad ważniejszego i ciekawszego debiutanta. Obok Black Panther, Moonlight i, oczywiście, Spike'a Lee, twórczość Jordana Peele'a jest tym, co naprawdę mocno przysłużyło się ekspansji twórców afroamerykańskich we współczesnym kinie.

5
Ciche miejsce (2018)
ciche miejsce.jpg

reż. John Krasinski

fabuła: Film rozgrywa się w świecie pełnym potworów, wyczulonym na najcichsze nawet dźwięki. W tej rzeczywistości przyszło żyć pewnej rodzinie, zmuszonej porozumiewać się między sobą w absolutnej ciszy. Każdy odgłos może tu okazać się wyrokiem śmierci.

dlaczego: I jeszcze jeden wielki kinowy przebój, który umieszczamy w zestawieniu ze względu na dobry mariaż grozy ze science-fiction; zazwyczaj cross tych gatunków skutkował osunięciem się danego tytułu na sam spód kosza z przecenionymi DVD na stacji benzynowej. Oraz nader chętnie poruszany przez współczesnych filmowców i twórców seriali temat apokalipsy. Przez ostatnie lata przybierała różną formę, natomiast nikt nie wpadł na to, by wymyślić świat, w którym potwory będą wyczulone na najdrobiejszy dźwięk. Nikt przed Johnem Krasinskim - przyznamy, że oglądając lata temu The Office nie spodziewaliśmy się, jak dobrym fachowcem w dziedzinie horroru okaże się ciapowaty Jim. Tutaj pomysł jest prościutki, grozę buduje się na podstawowych chwytach (coś zaskrzypi, ktoś kichnie), a i tak chwyta wyjątkowo mocno.

6
Halloween (2018)
halloween.jpg

reż. David Gordon Green

fabuła: Kontynuacja klasycznego Halloween Johna Carpentera, wielkiego przeboju końca lat 70. Wtedy młodej Laurie udało się uciec z łap prześladowcy, Michaela Myersa. Ale teraz drogi tej dwójki krzyżują się na nowo.

dlaczego: Mogliśmy wybrać ze slasherów serię Piła. Mogliśmy sięgnąć po udany remake Wzgórza mają oczy. Ale wybieramy świetne Halloween, bo rzadko spotyka się kontynuacje, które są tak błyskotliwym dialogiem z pierwowzorem. Królowa balu po 40 latach jest przegraną, zgorzkniałą kobietą z posypanym życiem prywatnym, owładniętą myślą o ponownej konfrontacji z Michaelem Myersem. Czyli nie tylko horror, ale i bardzo porządny dramat społeczny, a przecież są w nowym Halloween te same cechy, za które pokochaliśmy carpenterowski oryginał: umiejętną grę przestrzenią, sugestywną ścieżkę dźwiękową, napięcie, retro klimat... Po 11 kontynuacjach klasyka mamy w końcu remake, którego potrzebowaliśmy.

7
Midsommar. W biały dzień (2019)
midsommar.jpg

reż. Ari Aster

fabuła: Grupka Amerykanów jedzie do Skandynawii, by tam, w jednej z malowniczych wiosek, wziąć udział w tradycyjnym święcie związanym z letnim przesileniem. Czy musimy dodawać, że wypad na prowincję nie może skończyć się dla nich dobrze?

dlaczego: W tej halucynacji o wyprawie amerykańskiej młodzieży na nordycką Noc Kupały Ari Aster, który zasłynął świetnym Hereditary, ponownie igra z gatunkami, serwując przy tym folklorystyczno-kwasiarskie igrzyska. Zajmuje w ten sposób miejsce przy stole z najwybitniejszymi wizjonerami kina, którym udało się wypracować autorski kod wizualny. Jak Terry Gilliam, Quentin Tarantino, Wes Anderson czy Gaspar Noe. Dodajmy jednak klasyczny polski akcent - w Midsommar robi to do spóły z polskim operatorem, Pawłem Pogorzelskim.

W biały dzień na rozbiegówce wydaje się karkołomną próbą połączenia ognia z wodą - psychologicznej wiwisekcji Dani Ardor (Florence Pugh) z wątkiem obyczajowym, który obejmuje jej relacje z chłopakiem (Christian Hughes) oraz wycieczkę do Szwecji w gronie znajomych. Tam wszystko skręca już w kierunku slashera, zamienionego przez amerykańskiego reżysera w kataryczne inferno. Mindfuck pogłębiony zostaje ponadto za sprawą złamania jednej z podstawowych reguł stylu. Tutaj karuzela okropieństw kręci się w pełnym słońcu! Równocześnie mnożą się fundamentalne pytania: czy ten film stanowi metaforę procesu żałoby? Wieszczy kres patriarchatu? Dekonstruuje dramat rozstania? No i dlaczego The Haxan Cloak nie dostał Oscara za soundtrack?

Podziel się lub zapisz
Współzałożyciel i senior editor newonce.net, prowadzący audycję Nevermind w newonce.radio. Najczęściej pisze o kinie, serialach i wszystkim, co znajduje się na przecięciu kultury masowej ze sprawami społecznymi.