Skąd wziął się internetowy fenomen Pitbulla?

The Trilogy Tour
Fot. Paul Morigi/Getty Images for Live Nation

Młodzi openerowicze chcą go na festiwalu, recenzenci o nim milczą, a TikTok urządza na jego cześć party. Przy okazji premiery Trackhouse przyglądamy się dziwnej karierze Pitbulla.

Gdy miał trzy lata, recytował dzieła José Martíego. Czyli kubańskiego bohatera narodowego; poety, filozofa, nacjonalisty. Nacjonalisty, dodajmy dla jasności, wspierającego niepodległościowe dążenia Kuby. I sprzeciwiającego się ówczesnym przypadkom niewolnictwa w tym kraju. U początków kariery inspirował się zaś sceną miami bass. Z kolei gdy dorósł i stał się sławny, zaczął działać na rzecz zwalczania ubóstwa. Do dziś wspiera zresztą latynoską społeczność rodzinnego Miami. Do tego ma na koncie płyty o nazwach: Globalne ocieplenie czy Zmiana klimatu. A w 2018 roku apelował do Organizacji Narodów Zjednoczonych o pomoc w zwiększeniu dostępu do wody pitnej na świecie.

Z drugiej strony – ten sam człowiek w czasie pandemii dał się poznać jako szur szarżujący hasłem plandemia. Za politycznie brzmiącymi tytułami jego utworów często kryły się po prostu imprezowe piosenki. A zdecydowanie lepiej niż w tworzeniu muzyki zaangażowanej sprawdzał się w robieniu tracków do Pingwinów z Madagaskaru czy do blockbustera Za szybcy, za wściekli. Jeśli do tej barwnej biografii dorzucimy jeszcze wiecznie powtarzający się z różnych stron zarzut, że nie potrafi rymować, a jego teksty krytykowano za seksizm, łatwiej będzie odgadnąć, o kim mowa.

Mr. Worldwide aka Armando Christian Pérez – szeroko znany jako Pitbull – wydał właśnie nowy album. I to dobry pretekst, aby się mu przyjrzeć. Bo mimo tego, że to jeden z najpopularniejszych wykonawców pochodzenia latynoskiego w XXI wieku, próżno szukać analiz na jego temat.

Przypał, ale spoko?

Oczywiście łatwo się domyślić, z czego powyższe wynika. Pitbull, a zwłaszcza Pitbull w swojej najbardziej hitowej odsłonie, nie brzmi jak materiał dla prowodyrów intelektualnych debat, analityków czy muzycznych rozkminiaczy. Jest raczej personifikacją muzyki najbardziej randomowych klubów i dyskotek lat 10. Miejsc, gdzie spotykali się koszularze i dresiarze, a do ich podrygów i podrywów przygrywał generyczny bit. Ciężko zatem dziwić się, że to zarazem artysta nieobecny, jak i wszechobecny. Wywodzi się w końcu z miejsc, w których próżno szukać wnikliwych recenzentów sztuki. Czyżby? Może ich założenie było błędne? W końcu historia popkultury udowadnia często, że to, co popularne i uważane za przypałowe, potrafi po czasie powrócić jako przewrotne i intrygujące.

I trochę tak jest z Pitbullem. W erze TikToka – tj. w świecie, w którym podział na muzykę ambitną i zabawową wydaje się konstruktem niemal sprzed wieków – można dostrzec, że gość żyje swoim alternatywnym życiem. Jako człowiek-mem, jako twarz absurdalnego merchu, jako podkład do komediowych scenek. I jako jeden z najczęściej wymienianych artystów na wishlistach młodych bywalców gdyńskiego Open’era. To z jednej strony zaskakuje, ale z drugiej może świadczyć, jak silne jest to pierwsze zjawisko.

Od crunku do eurodance’u

Mr. Worldwide zaczynał od nieco zapomnianego dziś crunku. U boku postaci kluczowej dla tego podgatunku i bardzo charakterystycznej dla początku millenium. Czyli od zasługującego dziś na co najmniej mały revival Lil Jona. Zanim jednak Pitbull go poznał, talent szlifował wspólnie z niejakim Robertem Fernandezem z Famous Artist Music & Management – niezależnego labelu i firmy managementowej. To właśnie ta postać przypisuje sobie zasługę nakierowania Péreza na bardziej radiowe tory. W rozmowie z HitQuarters Fernandez twierdził, że Pitbull początkowo pisał zbyt długie teksty. Zanim zapodał hook, można było się wynudzić. Podczas wspólnej pracy nad stylem Pitbulla to także Fernandez zapoznał artystę z Lil Jonem. Owocem spotkania okazał się kawałek Pitbulls Cuban Rideout na płycie Jona Kings of Crunk z 2002 roku. That little cuban from Miami, Pitbull! – tak w tym kawałku przedstawił się milionom nowych słuchaczy przyszły gwiazdor latin rapu.

Kluczowy dla kariery tego artysty i jednocześnie szufladkujący go w określonych rejestrach okazał się jednak dopiero rok 2009. I słynne I Know You Want Me (Calle Ocho), będące hołdem dla osiedla Little Havana w Miami. To pierwszy międzynarodowy hit Pitbulla, w dodatku z eurodance’owym zacięciem. Ilustrowany klipem, który dziś chyba wywołuje jeszcze większe ciarki wstydu niż w momencie premiery. Choć sam utwór miewał różną prasę, a surowy house’owy bit dodaje mu nieoczywistego uroku – raper scementował w nim wizerunek śmiesznego i napalonego typa w guście nowego Lou Begi, który w kółko odlicza do czterech na palcach. Ale potrafi robić to w dwóch językach. W pamięć z pewnością mógł zapadać też specyficzny szelmowski uśmieszek wykonawcy, który w prężnie już rozwijającej się fali for obrazkowych będzie powielany niedługo tysiące, jeśli nie miliony razy.

Nie był to zresztą jedyny singiel z Pitbull Starring in Rebelution, który okazał się wielkim przebojem. Zdaje się, że Hotel Room Service, potwierdzające ówczesną hitową pasję artysty, dziś jawi się piosenką jeszcze bardziej kluczową. Głównie ze względu na eksponowanie memicznego sampla z Push the Feeling On projektu Nightcrawlers, wykorzystywanego w dziesiątkach klubowych remiksów. Od tamtego czasu Pitbull faktycznie stał się Mr. Worldwide. Szybko objawiło się to nagraniem zwrotki w charytatywnym utworze dla Haiti z Glorią Estefan czy współpracą z Janet Jackson. A parę lat później skończyło się występem na otwarciu Mistrzostw Świata w piłce nożnej w Brazylii w 2014 roku wspólnie z Jennifer Lopez i Claudią Leitte, koncertami z Enrique Iglesiasem czy pobiciem rekordu najchętniej odtwarzanej piosenki na YouTube w ciągu 24 godzin z utworem Slowly Slowly.

Pitbull jest Pitbullem

Na najnowszym albumie Trackhouse Pitbull ponownie jest Pitbullem, czyli robi to, czego oczekują od niego fani. Sięga po znane motywy, podgrzewa napięcie, czekając na drop; eksploatuje do znudzenia najpopularniejsze sample. Podlewa wszystko latino sosem oraz przeplata hiszpańskie wersy z angielskimi na house’owych perkusjonaliach z mocną stopą. No i wskrzesza Lil Jona, który pomógł mu na początku kariery. Nie da się ukryć, że ta muzyka jest jak niezobowiązujący after – jak moment, gdy z człowieka spływa tygodniowe napięcie. I nie potrzebuje się już niczego, a tylko tego, aby oddać się niezobowiązującej rozrywce.

Czy jednak tylko dryg do produkowania niezbyt wyrafinowanych hitów stoi za internetowym fenomenem Armando Christiana Péreza? Niekoniecznie. Podobnie jak w przypadku dziesiątków sieciowych zjawisk i pitbullowe oblicze sławy znane z memów sięga korzeniami 4chana. Tj. kontrowersyjnego fora obrazkowego, zwykle kojarzonego z nastoletnią mizoginią, nihilizmem i ultrakrawędziowym humorem. To właśnie stamtąd zaczęła płynąć ironiczna fascynacja Pitbullem i przekorna pochwała muzycznych starań Amerykanina o kubańskim pochodzeniu. W złotych czasach Facebooka popularnością cieszyła się też grupka, której tytuł ironicznie nawiązywał do niezbyt wyszukanych rymów rapera. Wątek o nazwie Rhyming 'Kodak' with 'Kodak'? Absolute genius, Pitbull. Absolute genius założony był z przekory przez wersy z kawałka Give Me Everything z 2011 roku. To właśnie tam Pitbull zrymował to samo słowo (Yea right picture that with a kodak /Take a picture of me with a kodak), co sprowokowało też serię memów nawiązujących do marki Kodak.

Z tego też powodu, kiedy w 2012 roku Walmart odpalił akcję promocyjną, w której sklepy sieci miały walczyć o jak największą liczbę lajków na Facebooku, by w nagrodę otrzymać występ Pitbulla, powstał oddolny hashtag #ExilePitbull. Zaproponowali go twórcy komediowej strony Something Awful, którzy stworzyli petycję zachęcającą do lajkowania sklepu w miejscowości… Kodiak na Alasce. Żart się udał i Pitbull faktycznie wystąpił w Kodiaku.

Artysta sam zresztą podkręcał te kawały i puszczał oko do memiarzy. Gdy jeden z użytkowników Twittera dokleił na obrazku pokemonowi Squirtle okulary w stylu Pitbulla i nazwał go Mr. Worldwide, raper odpisał mu: Dale!. Co w wolnym tłumaczeniu na polski brzmiałoby: Dawaj!.

Nie dziwi więc, że ironiczne uwielbienie twórcy, który od ponad dwóch dekad dowozi niezobowiązujące hity, przetrwało po dziś dzień. Na TikToku pod hashtagiem #MrWorldwide znajdziemy filmy, na których młodzi ludzie bawią się w Mr. Worldwide party, przywdziewając sztuczną skórę imitującą pitbullową łysinę oraz domalowując sobie charakterystyczny zarost. Wszystkiemu towarzyszą kubki z wizerunkiem rapera czy cytaty motywacyjne z jego zdjęciem na różowym tle.

Wnioski są proste. Owszem, Pitbull nie nagrał istotnej płyty. Ciężko w ogóle o jego muzyce dyskutować. Jest tylko autorem prostych hitów, który przypadkiem, przez swój krindżowy styl bycia, stał się kolejnym sieciowym zjawiskiem. Ironicznym mikrotrendem. Niemniej, warto mieć tego zabawnego gościa w pamięci, żeby się wkrótce nie zdziwić. Zwłaszcza wtedy, gdy ziści się prośba o Pitbulla na Open’erze, powielana pod oficjalnymi postami festiwalu.

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Pisze o memach, trendach internetowych i popkulturze. Współpracuje głównie z serwisami lajfstajlowymi oraz muzycznymi. Wydał książkę poetycką „Pamiętnik z powstania” (2013). Pracuje jako copywriter.