Było już Trainspotting 2, które okazało się, o dziwo, nie najgorsze, choć furory nie zrobiło. Były też kolejne części Blair Witch Project i tu już trzeba było uciekać, gdzie tylko się da. Ale nie zawsze kontynuacja musi być słaba.
Coś o tym wiedzą twórcy nowej odsłony Legionu Samobójców, którzy zaprosili do współpracy Jamesa Gunna (Strażnicy Galaktyki) i nagle okazało się, że z dobrym kapitanem można wypłynąć na szerokie wody. To, że jedynki trudno nie przeskoczyć, jest już zupełnie inną sprawą. Ale zerkamy na rankingi najlepszych i najgorszych sequeli w historii kina. Słynny magazyn Empire przygotował dwa lata temu okolicznościową listę, gdzie na pierwszym miejscu najlepszych kontynuacji ever znalazł się Obcy: Decydujące starcie, na drugim Ojciec Chrzestny 2, a na trzecim Terminator 2: Dzień sądu. Najgorsze? Według rottentomatoes to głównie niszowe sprawy pokroju Jaws The Revenge (tak, to jakiś dziwaczny ciąg dalszy Szczęk). Z bardziej znanych 1% pozytywnych ocen otrzymał The Ring 2, a 4% - kontynuacja filmu Speed. Niebezpieczna szybkość.
Nie od dzisiaj najbardziej lubimy te filmy, które już znamy. Na globalnym box office rok w rok dominują kontynuacje i/lub franczyzy; każdy blockbuster, który wypali, musi mieć swój sequel. Dlatego postanowiliśmy podejść do tematu przekornie i wybrać pięć kultowych tytułów, które na pierwszy rzut oka aż się proszą o to, żeby ich nie ruszać. Ale jakby spojrzeć głębiej, te historie mogą mieć interesujące ciągi dalsze. Przecież każdy jest ciekaw, co znajduje się w bagażniku samochodu z Pulp Fiction.
