Sequel „Pulp Fiction”? Wybraliśmy parę kultowych filmów, które mogłyby mieć swoje kontynuacje

Zobacz również:„Jackass” powraca! Pierwszy trailer nowego filmu to czyste szaleństwo
pulp fiction.jpg
fot. materiały prasowe

Było już Trainspotting 2, które okazało się, o dziwo, nie najgorsze, choć furory nie zrobiło. Były też kolejne części Blair Witch Project i tu już trzeba było uciekać, gdzie tylko się da. Ale nie zawsze kontynuacja musi być słaba.

Coś o tym wiedzą twórcy nowej odsłony Legionu Samobójców, którzy zaprosili do współpracy Jamesa Gunna (Strażnicy Galaktyki) i nagle okazało się, że z dobrym kapitanem można wypłynąć na szerokie wody. To, że jedynki trudno nie przeskoczyć, jest już zupełnie inną sprawą. Ale zerkamy na rankingi najlepszych i najgorszych sequeli w historii kina. Słynny magazyn Empire przygotował dwa lata temu okolicznościową listę, gdzie na pierwszym miejscu najlepszych kontynuacji ever znalazł się Obcy: Decydujące starcie, na drugim Ojciec Chrzestny 2, a na trzecim Terminator 2: Dzień sądu. Najgorsze? Według rottentomatoes to głównie niszowe sprawy pokroju Jaws The Revenge (tak, to jakiś dziwaczny ciąg dalszy Szczęk). Z bardziej znanych 1% pozytywnych ocen otrzymał The Ring 2, a 4% - kontynuacja filmu Speed. Niebezpieczna szybkość.

Nie od dzisiaj najbardziej lubimy te filmy, które już znamy. Na globalnym box office rok w rok dominują kontynuacje i/lub franczyzy; każdy blockbuster, który wypali, musi mieć swój sequel. Dlatego postanowiliśmy podejść do tematu przekornie i wybrać pięć kultowych tytułów, które na pierwszy rzut oka aż się proszą o to, żeby ich nie ruszać. Ale jakby spojrzeć głębiej, te historie mogą mieć interesujące ciągi dalsze. Przecież każdy jest ciekaw, co znajduje się w bagażniku samochodu z Pulp Fiction.

1
Pulp Fiction

Tarantino mógłby naprawdę poszaleć. Co prawda już bez Vincenta Vegi - który pojawił się w ostatnich scenach filmu, jednak, jak pewnie pamiętacie, wcześniej kropnął go Butch - ale dobrze byłoby dowiedzieć się, co tam u Mii i Marsellusa, czy Jules dalej gustuje w burgerach od Big Kahuna, no i poznać dalsze losy złotego zegarka. Nie ma jednak na co liczyć, skoro Tarantino zapowiedział, że nakręci jeszcze jeden film, a prędzej spodziewalibyśmy się dopełnienia trylogii Kill Bill aniżeli powrotu do jego najsłynniejszego dzieła.

Ale, ale! Swego czasu naprawdę myślał o czymś w rodzaju osobnego, powiązanego z Pulp Fiction filmu. Rzecz miała nazywać się Vega Brothers i opowiadać o Vincencie oraz jego bracie Vicu, którego pamiętacie z Wściekłych psów, gdzie obcinał ucho policjantowi. W końcu postacie z jego uniwersum zawsze są ze sobą powiązane. Zresztą po sieci chodziła kiedyś plotka, że jego ostatni film będzie właśnie takim bestiariuszem bohaterów, którzy przewinęli się przez poprzednie produkcje.

Dlaczego Pulp Fiction? Bo to zbiór świetnych postaci, o których wiemy bardzo wiele, ale nie zdążyliśmy zbyt długo nacieszyć się nimi na ekranie.

2
Boyhood

Najpierw Richard Linklater kręcił Boyhood przez 12 lat, by pokazać proces dojrzewania głównego bohatera. Jeśli oglądaliście film, to wiecie, w jak interesującym momencie urywa się cała ta historia. Tuż po premierze Linklater odpowiadał stanowczym nie na pytania o sequel, ale potem zaczął zmieniać zdanie. Dotarło do mnie, że to po 20. roku życia podejmujemy wiele ważnych decyzji i kształtujemy to, kim chcemy być - przyznał w jednym z wywiadów reżyser. Zresztą zdarzało mu się już wracać do swoich bohaterów, jak choćby w Przed zachodem słońca i Przed północą. Dlatego dla nas Boyhood 2 wygląda całkiem realnie.

Szczerze? To może się udać. A jeszcze gdyby Richard Linklater poszedł o krok dalej i nakręcił parę kolejnych Boyhoodów, które złożyłyby się na obraz ludzkiego życia od dzieciństwa do starości? Tylko pytanie, czy grający rolę głównego bohatera Ellar Coltrane byłby zachwycony.

3
Big Lebowski

Nie lubimy sequeli, a jedyny nasz film, do którego chcielibyśmy wrócić to Barton Fink - zarzekali się parę lat temu podczas festiwalu w Cannes bracia Coen. Wierzymy im, zwłaszcza, że faktycznie nigdy nie brali się za kontynuacje, ale znajdujemy trzy - może nie supermocne, ale zawsze - powody, dla których dwójka może jednak powstać:

1. To ich jedyny film otoczony aż tak wielkim kultem - fani robią nawet restauracje i hotele w duchu Lebowskiego, więc Coenowie nie mogą tego nie dostrzegać.

2. Podobno John Turturro od lat doprasza się ich o stworzenie drugiej części, w której ponownie mógłby zagrać Jesusa, pedofila-fana kręgli. Pamiętamy wszystkie role Turturro, w których grał upierdliwców i wierzymy, że w życiu prywatnym może być podobnie męczący.

3. Jakiś czas temu filmową rezydencję Lebowskiego - ale nie Kolesia, tylko milionera - kupili Beyonce i Jay Z, a że często nie ma ich w domu, to może będą chcieli go wynająć ekipie filmowej?

Tu mała uwaga co do punktu drugiego: Turturro w 2019 roku dopiął swego i zrealizował spin-off Big Lebowskiego, Jesus Rolls. Był na tyle zdeterminowany, że sam go wyreżyserował, napisał i zagrał główną rolę (będąc częścią całkiem niezłej obsady - m.in. Christopher Walken, Pete Davidson i Jon Hamm). Na IMDB Jesus Rolls ma średnią 4.3, na Filmwebie - 4.7, a na rottentomatoes 20% pozytywnych opinii. Tu ewidentnie trzeba było zadzwonić po braci Coen, a nie porywać się na robienie filmu samemu.

4
Whiplash

Jest to mocno zwariowana propozycja, ale pozwólcie nam nakreślić parę możliwych scenariuszy:

- Andrew jest wybitnym bębniarzem, który nagle, na skutek choroby, traci czucie w jednej z dłoni. Po rekonwalescencji musi na nowo nauczyć się grać. A wie, że jedyną osobą, która potrafiła wykrzesać z niego geniusz, jest dawny nauczyciel...

- Albo na kontrze: Andrew nie poradził sobie w życiu, lekko się stoczył, a pomocną dłoń wyciąga kto? Sami wiecie.

- Albo jeszcze inaczej: teraz to on jest nauczycielem, który znęca się nad młodym studentem. Okazuje się, że ten student to wnuk profesora Fletchera.

Czytamy to jeszcze raz i chyba nie jesteśmy przekonani do naszych pomysłów, ale wierzymy, że reżyser Damien Chazelle potrafiłby wycisnąć z tego tematu dużo więcej. W końcu wspominał, że Whiplash powstał częściowo na bazie jego własnych doświadczeń i traum. I że to bardzo jego temat.

5
Kochankowie z Księżyca

Tutaj też lekko odpływamy, natomiast nie bez powodu. Urocza historia miłości dwójki dzieciaków w scenerii lat 60. mogłaby znaleźć swój ciąg dalszy, odwołując się do charakterystycznych dla Wesa Andersona tematów. Pomyślcie tylko: trzy dekady później, Sam i Suzy są małżeństwem z wieloletnim stażem, które przechodzi kryzys. On jest marzycielem, który nie może sobie znaleźć miejsca w życiu, ona przepracowuje szereg wewnętrznych traum. I nagle z Moonrise Kingdom robi się Genialny klan. Albo: ona wyjeżdża do Indii, żeby odnaleźć stabilizację, a w ślad za nią rusza trójka synów, jadąc przez kraj rozklekotanym pociągiem... Oczywiście musiałoby znaleźć się miejsce dla symetrycznych ujęć, starych piosenek i Billa Murraya. Brzmi nieźle?

Cześć! Daj znaka, co sądzisz o tym artykule!

Staramy się tworzyć coraz lepsze treści. Twoja opinia będzie dla nas bardzo pomocna.

Podziel się lub zapisz
Współzałożyciel i senior editor newonce.net, współprowadzący „Bolesne Poranki” oraz „Plot Twist”. Najczęściej pisze o kinie, serialach i wszystkim, co znajduje się na przecięciu kultury masowej i spraw społecznych. Te absurdalne opisy na naszym fb to często jego sprawka.