O Harrogate Town, klubie z 75-tysięcznego miasta w północno-wschodniej Anglii, głośno jest ostatnio nie tylko z powodu awansu na ostatni szczebel drabiny zawodowego futbolu, ale przede wszystkim ze względu na osobę menedżera. Simon Weaver utrzymuje posadę od 2009 roku, co nawet w amatorskiej piłce zaczyna być wielką rzadkością.
Weaver zrobił pierwszy krok do tego, by powtórzyć historię Bournemouth. Klub, który właśnie pożegnał się z Premier League, w ciągu kilku zaledwie lat wspiął się do elity z otchłani wyspiarskiej piłki. Sporo było w tym awansie Harrogate Town szaleństwa, bo przecież pandemia koronawirusa sprawiła, że sezon National League został zatrzymany, a pozycje w tabeli ligowej przyznane na podstawie średniej punktów na mecz. W przypadku HT było to 1,78 pkt. Dzięki temu zespół wystąpił w finale na Wembley, a przeciwnikiem był najstarszy klub w historii futbolu, Notts County, dziś pałętający się na peryferiach poważnego grania. Piłkarze Weavera wygrali 3:1 i mogli świętować pierwszy w w historii awans do świata zawodowej piłki.
Weaver to wyjątek. Epoka długowieczności menedżerskiej to praktycznie prehistoria. W futbolu każdy kolejny rok to zupełnie inny, nowy świat. Dziś trener piastujący swoje stanowisko 11 lat jest eksponatem, białym krukiem. W medycynie zdarzają się cudowne przypadki jakiegoś genu, czasem czytamy, że lekarze odkryli u kobiety/mężczyzny wyjątkową cechę – np. do zwalczania komórek jakiejś choroby – i na tej podstawie będą prowadzić badania. Futbolowi badacze powinni teraz masowo udać się do Harrogate, bo może tam tkwi odpowiedź. Żyjemy w czasach, w których 6-7 lat pracy, jak to miało miejsce choćby w przypadku wspomnianego wyżej Howe’a, to już bardzo dużo. W Premier League najdłużej zatrudniony jest Sean Dyche, w Burnley, już mówi się i pisze o zmianie klimatu, nowych wyzwaniach, itd. Historie zaklęte w życiorysach sir Alexa Fergusona czy Arsene’a Wengera, to już trzeszczące winyle, na których tańczy kurz. Opowieści o Fredzie Everissie, który przez ponad cztery dekady pracował w West Bromwich Albion, bijąc rekord, jakiego nikt już nigdy nie złamie, to snucie pieśni o dinozaurach, które stąpały kiedyś po Ziemi.

Juergen Klopp i Pep Guardiola, którzy wypełniają swoje obowiązki na Anfield i Etihad Stadium od ponad czterech lat, to już względne symbole stabilizacji. W erze rodziny Pozzo, biegającej z mieczem i ścinającej głowy kolejnym śmiałkom, którzy nie potrafią zaspokoić ich ambicji, dwa lata brzmią jak plan. Niemal nikt nie myśli o budowaniu, o szkoleniu już nie wspomnę. Cztery zawodowe dywizje gnają do przodu po wynik, po awans, po utrzymanie. Menedżerowie planują transfery, z okienka na okienko, nie dziesięcioletni rozwój klubu. Dwie, trzy porażki są w stanie zatrząść posadą trenera.
W pierwszej dziesiątce najdłużej pracujących szkoleniowców w Premier League, oprócz Dyche’a, Kloppa i Guardioli jest jeszcze Chris Wilder. Menedżer Sheffield United objął zespół ponad cztery lata temu i wygląda na to, że zapewnił sobie posadę na kolejny sezon, bo The Blades świetnie przedstawili się publiczności w elicie, po awansie z Championship.

Weaver, mój rówieśnik zresztą, jako piłkarz był zaprzeczeniem swojej drogi trenerskiej. Pracę zmieniał aż piętnaście razy, tułał się po niższych ligach od połowy lat 90. Spokojną przystań znalazł w Harrogate, gdzie przez trzy lata był grającym menedżerem. Z przeciętnego zespołu szóstej ligi zrobił ciekawą ekipę, która dostała się za bramy zawodowej piłki. Klub, który – z przerwami – istnieje 109 lat, marzy teraz o czymś więcej. Na razie była parada w odkrytym autobusie i gratulacje od całej Anglii, ale też poprawiając nastroje mieszkańcom tej sympatycznej miejscowości, słynącej z herbaciarni, po trudnym dla wszystkich lockdownie.
Chciałbym napisać, że oto nagroda za wytrwałość, zaufanie do szkoleniowca, że takie myślenie się opłaci, a Weaver jest jak Moyes kiedyś w Evertonie (też 11 lat pracy). Że więksi powinni popatrzeć na rozsądek mniejszych i ich naśladować. Że dla jednych awans do Football League to spełnienie marzeń, ale taką samą retorykę można przełożyć przecież na walkę o europejskie puchary. Jest jednak pewien szkopuł, przepraszam, że pisze o nim dopiero na samym końcu. Prezesem klubu Harrogate jest Irving Weaver. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa. A wiadomo, że największą cierpliwość mamy do własnych dzieci.
